Polski KTO alternatywą dla rosomaka

Piotr Nisztor
opublikowano: 2013-01-10 00:00

Negocjacje między fińską Patrią a ministerstwem obrony dotyczące przedłużenia licencji na produkcje kołowych transporterów utknęły w martwym punkcie.

Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich jeszcze do końca 2013 r. będą produkowały Kołowy Transporter Opancerzony (KTO) Rosomak na potrzeby polskiej armii. Wówczas wygasa dziesięcioletnia umowa z fińską Patrią opiewająca na 5 mld zł. Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) kierowane przez Tomasza Siemoniaka chciałoby jednak dalej kontynuować w Siemianowicach produkcję pojazdów.

Tym bardziej że Rosomaki sprawdziły się podczasmisji w Iraku i Afganistanie, a zgodnie z założeniami armia potrzebuje ich o dużo więcej niż do końca roku ma zjechać z taśmy produkcyjnej zakładu. Jednak trwające w tej sprawie od kilku miesięcy negocjacje między MON a Patrią utknęły w martwym punkcie. Jeśli nic się nie zmieni, wówczas z końcem roku zakup pojazdów będzie możliwy tylko bezpośrednio w Finlandii.

Taka sytuacja oznacza dużo większe koszty. Sprawa jest na tyle poważna, że o rozwiązaniu problemu tuż przed świętami dyskutowali w kancelarii premiera m.in. przedstawiciele resortów obrony, gospodarki i skarbu. Kancelaria premiera nie odpowiedziała na przesłane w tej sprawie pytania. Z nieoficjalnych informacji wynika, że wariantem ratunkowym— w przypadku fiaska negocjacji z Patrią — ma być stworzenie polskiej wersji KTO. Pytanie na temat możliwości ewentualnego rozpoczęcia projektu oraz czasu jego realizacji przedstawiciele MON przekazali do Bumaru.

— Chętnie pod przewodnictwem zakładów w Siemianowicach Śląskich współpracowalibyśmy przy projekcie polskiego KTO — mówi Krzysztof Krystowski, szef zbrojeniowego holdingu. Zakłady oficjalnie nie komentują sprawy ani prowadzonych z Patrią negocjacji. Tomasz Szatkowski, były wiceprezes Bumaru, uważa, że projekt polskiego KTO leży w zasięgu możliwości polskiej zbrojeniówki.

— Problem jednak w tym, że polski transporter musi zostać zaprojektowany od samego początku niemal od prostego układu śrubek. W trakcie polonizacji rosomaka przemysł nauczył się dużo. Należałoby jednak bardzo uważać, aby nie popaść w konflikt z prawami patentowanymi Finów dotyczącymi rozwiązań wykorzystanych w rosomaku — podkreśla. Pior Małecki z portalu defence24.pl zwraca uwagę, że cały projekt to niezwykle skomplikowany i długotrwały proces.

— Nie ma też gwarancji, że zakończy się sukcesem. Przykładem jest projekt polskiego czołgu lekkiego Anders, który kosztował 20 mln zł i po kilku latach badań zakończył się tylko na wersji demonstracyjnej. — Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby dojście do porozumienia z Finami — mówi Piotr Małecki.

Strona polska od samego początku oczekuje od Patrii m.in. przekazania licencji na produkcję oraz modernizację rosomaków na co najmniej 30 lat. Nie to jest jednak kością niezgody w czasie prowadzonych negocjacji.

— MON nie akceptuje warunków stawianych przez Patrię, która oczekuje, że wszelkie polskie wynalazki i technologie modernizujące transporter staną się nieodpłatnie fińską własnością z prawem do nieograniczonego komercyjnego wykorzystywania — przyznaje Jacek Sońta, rzecznik MON.

Dokumentacja techniczna opracowana przez polskich inżynierów ulepszająca fińską wersję rosomaka liczy ok. 200 poprawek. Koszt związanych z tym badań MON szacuje na 8 mln zł.

Głównym elementem sporu z Finami jest jednak kwestia offsetu. Zgodnie z umową do połowy 2013 r. Patria powinna całkowicie wywiązać się z tych zobowiązań. Tymczasem w dalszym ciągu brakuje rozliczeń z tytułu umów offsetowych na ponad 100 mln EUR, co może grozić poważnymi karami umownymi. Według Patrii realizacja tych kontraktów okazała się niemożliwa ze względu na warunki stawiane przez stronę polską. Fińska firma chce tego dowieść przed międzynarodowym arbitrażem.

— Na razie Patria nie chce komentować ani wypowiadać się w mediach w sprawie negocjacji ze stroną polską — ucięła pytania „PB” Krystyna Szczepaniak z Patria Polska.