Po kilku latach nieobecności na polski rynek wraca jedna z największych globalnych marek ubezpieczeniowych — AIG. Nie jest to jednak efekt kolejnego wejścia tej firmy nad Wisłę, ale globalnej operacji powrotu wszystkich biznesów amerykańskiego giganta do jednej nazwy. Europejski Chartis przybierze nazwę AIG, a wraz z nim także polski oddział towarzystwa.
— Potwierdzam, że czeka nas zmiana marki. Dojdzie do niej jesienią — mówi Agnieszka Żołędziowska, dyrektor generalna Chartis Polska. Koszt powrotu do starej marki powinien być minimalny.
Towarzystwo, które specjalizuje się w ubezpieczeniach korporacyjnych, nie prowadzi na naszym rynku kosztowanych działań marketingowych. Powrót do marki AIG pokazuje, że ubezpieczyciel ma już za sobą najgorszy okres. Był on jedną z negatywnych gwiazd kryzysu finansowego w latach 2008-09.
Od bankructwa uratowała go tylko nacjonalizacja i wyłożenie 115 mld USD przez rząd amerykański. Negatywna reakcja opinii publicznej i rynków spowodowała, że AIG jak ognia unikało używania marki, a niektóre jego linie biznesowe, by normalnie działać, odcięły się od przeszłości. Polski oddział ubezpieczyciela liczy jednak, że skorzysta na powrocie do starej nazwy.
Jak mówi Agnieszka Żołędziowska, badania wykazały, że brend AIG jest znacznielepiej rozpoznawalny przez klientów indywidualnych nad Wisłą niż mało znany Chartis.
— Pozycja marki AIG jest w świadomości klientów porównywalna z czołowymi ubezpieczycielami majątkowymi — twierdzi szefowa Chartis Polska.
To dla ubezpieczyciela istotna kwestia, bo zastanawia się nad wprowadzeniem do oferty polis komunikacyjnych. Nowe AIG Polska będzie jednak cieniem samego siebie. Przed kryzysem gigant miał nad Wisłą bank (sprzedany Santanderowi), dużą spółkę życiową i czwarte na rynku PTE (przejęte przez Metlife). Z imperium ostał mu się tylko oddział, który w ubiegłym roku zebrał 220 mln zł składek.