Polski pracownik o kryzysie głównie słyszy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 03-06-2009, 00:00

Grupowe zwolnienia w Polsce się zdarzają. Ale naprawdę masowe są u naszych sąsiadów z Unii Europejskiej.

Tylko w trzech krajach UE bezrobocie jest bardziej stabilne niż u nas

Grupowe zwolnienia w Polsce się zdarzają. Ale naprawdę masowe są u naszych sąsiadów z Unii Europejskiej.

Znowu jesteśmy w czołówce gospodarek Unii Europejskiej. Tym razem pod względem rynku pracy. Według danych Eurostatu, jesteśmy jednym z krajów Unii, w których bezrobocie rośnie najwolniej. To znaczy, że przeciętny Polak znacznie łagodniej niż statystyczny Europejczyk przeżywa światowy kryzys gospodarczy.

U nas cisza

W kwietniu bezrobocie w Polsce wyniosło 7,8 proc. — podał Eurostat. To znacznie poniżej unijnej średniej, wynoszącej obecnie 8,6 proc. Wyprzedzamy m.in. Szwecję i Francję (dla wszystkich krajów stosowana jest dokładnie ta sama metodologia). Na tym jednak nie koniec dobrych wiadomości. Problem braku miejsc pracy w Polsce nie tylko jest mniejszy niż w całej UE, ale też narasta znacznie wolniej. U nas przez rok bezrobocie wzrosło o 0,5 pkt procentowego (z 7,3 do 7,8 proc.), podczas gdy w całej Unii o 1,8 pkt (z 6,8 do 8,6 proc.). Spokojniej niż w Polsce jest tylko w Holandii, Bułgarii i Niemczech. Na tle naszego rynku pracy wręcz katastrofalna wydaje się sytuacja w krajach bałtyckich, gdzie przez rok liczba bezrobotnych wzrosła kilkakrotnie.

— Zestawienie naszego bezrobocia z unijnym stawia nas w bardzo dobrym świetle. Możemy się też pochwalić stosunkowo wysokim wzrostem zarobków. Kryzys obchodzi się delikatnie z polską gospodarką, więc równie łagodnie dotyka jej rynek pracy — komentuje Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

Cios w końcówce

Optymizmem tchnęła też wczoraj Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej. Według wstępnych szacunków jej resortu, bezrobocie rejestrowane (metodologia oparta na zestawieniach urzędów pracy) w maju spadło do 10,8 proc. z 11 proc. w kwietniu.

— Nie ulega wątpliwości, że spadek ma charakter sezonowy, ponieważ wiosną zawsze zaczynają się letnie prace. Ale spadek bezrobocia w czasie, kiedy na świecie szaleje kryzys, musi cieszyć. Przy obecnej sytuacji międzynarodowej mogę sobie wyobrazić czarny scenariusz, w którym bezrobocie w Polsce w maju mimo wszystko rośnie. On się na szczęście nie realizuje — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Analitycy ostrzegają jednak, że względny spokój na naszym rynku pracy nie będzie trwał wiecznie.

— Polska gospodarka później niż większość krajów Unii została uderzona przez kryzys, więc i nasz rynek pracy odczuje skutki światowej burzy z opóźnieniem. Wiele innych państw najmocniejszy wzrost bezrobocia ma już za sobą, a u nas kulminacja nastąpi dopiero w ostatnim kwartale 2009 r. — prognozuje Karolina Sędzimir-Domanowska.

Na szczęście nazywanie obecnej sytuacji ciszą przez burzą jest przesadą. Według ekonomistki PKO BP, bezrobocie rejestrowane wzrośnie do końca roku do 12,7 proc., czyli poziomu niższego niż przed dwoma laty. Choć dla prawie 300 tys. osób, które do grudnia stracą pracę (tylu bezrobotnych przybędzie według prognoz PKO BP), nie będzie to żadne pocieszenie.

Bezrobocie z dwóch stron Bezrobocie można przedstawiać na kilka sposobów. Rejestrowane mierzy Główny Urząd Statystyczny na podstawie danych z urzędów pracy — do grona bezrobotnych zalicza się tu więc wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych, spełniających wymogi formalne wymagane przez polskie prawo. Zharmonizowana stopa bezrobocia mierzona przez Eurostat stara się natomiast określić faktyczną skalę problemu niedoboru pracy. Eliminuje np. tych, którzy mogliby pracować, ale z własnej woli tego nie robią lub pracują w szarej strefie, a są zarejestrowani jako bezrobotni.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu