Polski przepis na tajskich inwestorów

Bartek Godusławski
14-05-2015, 00:00

Nasze obligacje wpadły w oko inwestorom z Tajlandii. Kupili ich już więcej niż Niemcy i Francuzi, a apetyt rośnie

Słoneczne plaże, ciepły klimat, tropikalna przyroda i wyśmienita kuchnia. Raj na ziemi — tak widzi Tajlandię przeciętny Kowalski i coraz chętniej decyduje się przelecieć pół świata, żeby zasmakować egzotyki. Polskie firmy przeciwnie — nie robią tam wielkiego biznesu. To dopiero nasz 56. pod względem wartości rynek eksportowy. W 2014 r. sprzedaliśmy tam towary o wartości zaledwie 140 mln EUR. Trochę więcej importujemy — w ubiegłym roku kupiliśmy dobra o wartości ponad 650 mln EUR. Wymieniamy się z Tajlandią urządzeniami mechanicznymi i elektrycznymi, tworzywami sztucznymi i pojazdami. Ponadto oni nam sprzedają kauczuk, gotowe artykuły spożywcze, materiały i wyroby włókiennicze, a polskie firmy znajdują zbyt na produkty przemysłu chemicznego oraz pochodzenia zwierzęcego. Coraz lepsze interesy ubija natomiast Ministerstwo Finansów (MF), oferując… obligacje skarbowe. Dzisiaj tylko japońscy inwestorzy mają ich w portfelach więcej niż tajscy.

Wyprawa po złote runo

Kilka tygodni temu delegacja resortu finansów i NBP zrobiła po Azji kilkudniowyroad show (spotkanie z inwestorami). Urzędnicy wzięli na celownik Singapur, Malezję, Indonezję i Tajlandię.

— Nie jesteśmy tam anonimowi, więc zainteresowanie tym, co opowiadaliśmy o możliwościach inwestycyjnych, było spore, także wiedza o naszej gospodarce, co najlepiej widać po tym, że już się tam sprzedajemy — mówi nam osoba z resortu finansów. Jeszcze w połowie ubiegłego roku inwestorzy z Bangkoku nie mieli ani jednej polskiej obligacji rządowej w złotym, a dzisiaj ich wartość przekracza już 7 mld zł. Z miesiąca na miesiąc pięli się też w rankingu kupujących nasz dług, i to zanim przedstawiciele rządu zapukali do ich drzwi. Dzisiaj są już na piątym miejscu wśród tych, którzy widzą zysk w papierach złotowych. Tajlandczycy kupili już więcej od MF niż Brytyjczycy, Niemcy, Holendrzy czy Francuzi. — Trend jest ciągle rosnący. O ile gracze z Londynu czy USA sprzedawali w ostatnich miesiącach polskie obligacje, to Azjaci zwiększali zaangażowanie. Tam są olbrzymie rezerwy walutowe, a my gwarantujemy atrakcyjne stopy zwrotu, posiadamy dosyć wysokie ratingi i mamy stabilne perspektywy gospodarki — mówi Arkadiusz Urbański, analityk Banku Pekao.

Reklama dźwignią

MF dopieszcza inwestorów na całym świecie. Odpowiedzialni za emisje urzędnicy regularnie latają do USA, spotykają się z kapitałem z londyńskiego City i krajów arabskich, byli już nawet w Brazylii. Przynajmniej raz do roku odbywają się mityngi z inwestorami azjatyckimi, ale do tej pory resort finansów kolędował głównie po Japonii i Korei Południowej. Co się opłaciło, bo oprócz emitowanych w Kraju Kwitnącej Wiśni polskich obligacji w jenach, Japończycy chętnie kupują też nasz dług — mają go już za ponad 19 mld zł.

— Inwestorów azjatyckich nie było przez długie lata na naszym rynku i w regionie, więc teraz nadrabiają zaległości. Kupują nasz dług banki centralne i inni inwestorzy długoterminowi. To pozwala wierzyć, że nawet w przypadku zawirowań, jakie obserwujemy na światowych rynkach od kilku tygodni, nie będą wyprzedawali naszych papierów — podkreśla analityk Banku Pekao.

Zainteresowanie banków centralnych to certyfikat wysokiej jakości obligacji. Dobrą markę na świecie zrobił nam fakt, że trafiliśmy na listę zakupów Chińczyków. To prawdopodobnie zachęciło też kapitał z Tajlandii, bo według naszych informacji głównym kupującym jest właśnie bank centralny, dla którego złoty staje się jedną z walut rezerwowych. Do zakupów szykuje się też państwowy fundusz emerytalny oraz kapitał prywatny.

— Od kilku lat regularnie bywamy u inwestorów na Dalekim Wschodzie, i to procentuje. Zaczynamy być coraz wyraźniejszym punktem na mapie inwestycyjnej dla tamtych inwestorów — uważa Arkadiusz Urbański.

Jeszcze w połowie ubiegłego roku inwestorzy z Bangkoku nie mieli ani jednej polskiej obligacji rządowej w złotym, a dzisiaj ich wartość przekracza już 7 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Polski przepis na tajskich inwestorów