Polski rynek daleko w rankingu atrakcyjności

Nie jest, nie był i w najbliższym czasie nie będzie faworytem inwestorów – tak o polskim rynku mówi Marcin Wiński, zarządzający w Baltic Capital TFI

Od lat można się upierać, że np. rynek amerykański jest nieatrakcyjny, bo zbyt drogi wskaźnikowo. Jednak to na tym rynku wciąż indeksy odnotowują rekordy wszech czasów. Tańsze nie zawsze jest lepsze — podkreśla zarządzający, który nie ma wątpliwości, że potencjał wzrostu na giełdzie w USA jest wyższy niż na GPW, a ryzyko — niższe.

SCEPTYCZNY:
Zobacz więcej

SCEPTYCZNY:

Marcin Wiński, zarządzający w Baltic Capital TFI, nie widzi powodu do odbicia cen polskich małych i średnich spółek. Fot. Marek Wiśniewski

— Mamy bowiem do czynienia z rozwiniętą gospodarką, płynnym i dużym rynkiem. A jeśli nawet w którymś momencie nadejdzie tam silna korekta, to można być pewnym, że w Polsce odbije się ona echem — dodaje Marcin Wiński.

Specjalista nie ma też złudzeń co do perspektyw polskich małych i średnich spółek. Jego zdaniem, ten segment to najpoważniejszy kandydat do rozczarowania w ostatnim kwartale roku, a przecena — mWIG40 spadł o 14 proc. od początku roku, a sWIG80 o ponad 20 proc. — może jeszcze się pogłębić.

— Nie wynika to ze słabości samych spółek, lecz specyfiki płynnościowej naszego rynku — dodaje zarządzający w Baltic Capital TFI.

Jak wyjaśnia, szereg zdarzeń rynkowych, który zapoczątkowany został problemami z wykupem obligacji GetBacku przełożył się na wzrost awersji wśród uczestników lokalnego rynku kapitałowego. Inwestorzy wyraźnie postanowili ograniczyć ryzyko, wycofując się z niektórych inwestycji — szczególnie tych, które bazują na polskich małych spółkach. Skala umorzeń zmusiła niektórych zarządzających do wyprzedaży dużej części portfeli zarządzanych funduszy. Podaż nie spotkała się z adekwatnym popytem i w krótkim czasie zepchnęła kursy akcji wielu spółek o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent. Wiele tych funduszy odnotowało solidne przeceny, niektóre zostały postawione w stan likwidacji, co wywołało kolejną falę umorzeniową.

W cieniu

Na rynkach zagranicznych w środę 26 września tematem numer 1 będzie posiedzenie Fedu, od którego ekonomiści oczekują podwyżki stóp procentowych — trzeciej w tym roku i być może nie ostatniej. Poziom emocji z tym związany jest daleko niższy niż kilkanaście miesięcy temu, kiedy zacieśnienie polityki monetarnej postrzegano jako główny czynnik ryzyka dla hossy na rynku akcji. Teraz dominują jednak obawy o konsekwencje wojen handlowych.

— Choć na pozór wydają się to być dwa niezależne tematy, to jednak w bezpośredniej konfrontacji Donald Trump w swoich decyzjach wydaje się nie oglądać na bank centralny. Natomiast Fed wyraźnie bierze pod uwagę długofalowe konsekwencje wyższych taryf celnych. I trudno się z tym nie zgodzić, szczególnie teraz, kiedy kolejnarunda ceł w bardziej zdecydowany sposób dotyczy produktów konsumenckich, a nie jak wcześniej surowców — mówi Marcin Wiński.

Jak tłumaczy specjalista, niesie to za sobą krótkoterminowe, dodatkowe ryzyko wzrostu inflacji, co może być kolejnym czynnikiem, który skłoni Fed do bardziej dynamicznego podniesienia stóp procentowych. Jego zdaniem, w takim scenariuszu polityka monetarna może powrócić na pierwszy plan, szczególnie że maleje wrażliwość rynku na kolejne doniesienia z frontu wojen handlowych.

— Rynki finansowe zawsze szybko reagują na takie wydarzenia, jak wojny handlowe, dyskontują ich wpływ na wycenę spółek, czy surowców. Jednak zazwyczaj inwestorzy mają krótką pamięć i z czasem zaczynają ignorować problem. Tak jest również tym razem. Pierwsza informacja wywołała lawinę na giełdach, kolejne coraz mniejsze, a ostatnia była wręcz pretekstem do rajdu na rynnach akcji. Można zatem uznać, że kolejne doniesienia będą ignorowane i temat ten nie będzie już skłaniał inwestorów do wyprzedawania ryzykownych aktywów. Oczywiście dopóki nie pojawi się wyraźne spowolnienie w wynikach spółek, czy też w gospodarkach, które potwierdzi materializację tego ryzyka i ponownie wywoła nerwowość na rynkach — mówi zarządzający.

Ekspert radzi, by odporność rynku na eskalację wojen handlowych wykorzystać do zaangażowania na globalnych rynkach akcji.

— Liderem, w zakresie relacji potencjalnego zysku do ryzyka, ponownie może okazać się rynek amerykański. Oczywiście rynki wschodzące także na tym skorzystają, choć kierunek ten wiąże się ze zdecydowanie większym ryzykiem. Region ten, oprócz tematem wojen handlowych, dotknięty był również problem słabnących walut i wzrostem ryzyka niewypłacalności niektórych państw. Ryzyko to trochę zmalało torując drogę do ponownych napływów kapitału na te rynki i silnego odreagowania — mówi Marcin Wiński.

Bliski horyzont

Zarządzający w Baltic Capital TFI nie ma wątpliwości, że wojny handlowe to poważne ryzyko dla gospodarki globalnej, choć proces jej niszczenia wskutek wyższych ceł będzie długotrwały. Nie znaczy to jednak, że inwestorzy powinni zacząć hołdować zasadzie „Cash is the king”, uważa Marcin Wiński.

— Inwestorzy nie mają jeszcze powodów, by uciekać do gotówki. Jeśli obligacje są w niełasce, surowce są mało atrakcyjne, to przy braku alternatywy wciąż atrakcyjne pozostają instrumenty udziałowe, które są w trendzie wzrostowym. Jednak wyraźnie należy skrócić horyzont inwestycyjny. Nie należy szukać obecnie okazji inwestycyjnych na kolejne 3-5 lat, poważniej trzeba podejść do kwestii kontroli ryzyka inwestycyjnego i skrócić horyzont do miesięcy, a nawet tygodni — mówi ekspert.

Jego zdaniem, inwestorzy są obecnie skrajnie nieprzygotowani na negatywny scenariusz rynkowy.

— Mamy bowiem do czynienia z ekstremalnie dużą liczbą otwartych pozycji typu „short” na tzw. bezpieczne przystanie. Innymi słowy, inwestorzy masowo obstawiają dalsze spadki cen kontraktów terminowych na złoto, 10-letnie obligacje amerykańskie oraz index zmienności VIX. Z jednej strony to dobrze, bowiem pokazuje to jaki mamy aktualnie pozytywny sentyment na rynkach akcji, z drugiej jednak strony należy być świadomym silnej reakcji inwestorów w obliczu negatywnych zaskoczeń — dodaje zarządzający.

Specjalista przypomina, że modelowo ostatnia faza cyklu koniunkturalnego to rozpędzona gospodarka (na której zyskują rynki akcji i surowce) i zacieśnianie monetarne (na czym tracą rynki obligacji).

— Różnica w tym cyklu polega na tym, że gospodarki wcale nie są rozgrzane do czerwoności, a zacieśnianie monetarne to w dużym stopniu wynika nie z potrzeby hamowania gospodarki i inflacji, lecz konieczności normalizacji bilansów banków centralnych po wielu latach prowadzenia programów quantitative easing. Na to nakładają się decyzje polityczne, arbitralnie ograniczające wymianę handlową. Wszystko to w dużym stopniu obciąża potencjalny rajd na rynkach wschodzących i surowcach, być może właśnie dlatego ten cykl będzie inny od dotychczasowych — mówi Marcin Wiński, który wśród potencjalnychniespodzianek inwestycyjnych w ostatnim kwartale 2018 r. widzi złoto i srebro.

— Ich silne wyprzedanie można tłumaczyć dostosowaniem wycen do spadających cen rządowych obligacji amerykańskich. Jeśli osłabienie dolara będzie kontynuowane, surowce te mogą sprawić nie lada niespodziankę, a potencjał ich wzrostu może być imponujący — uważa ekspert.

 

Baltic Capital TFI pomnaża aktywa

Na wzburzonym morzu małe jednostki wcale nie musza być skazane na zatonięcie, wynika z danych o wartości aktywów netto rodzimych TFI. Choć dekoniunktura na GPW i nadszarpnięty wizerunek kilku instytucji wspólnego inwestowania spowodowały, że branża na koniec sierpnia miała pod zarządzaniem tylko symbolicznie więcej pieniędzy niż na początku roku (281,3 mld zł wobec 279,9 mld zł), to niektórzy gracze znacząco powiększyli portfele. W funduszach Baltic Capital TFI na koniec sierpnia pracowało 314 mln zł, prawie o 90 proc. więcej niż na początku roku. — Zwiększyliśmy poziom aktywów, podpisaliśmy trzy nowe umowy dystrybucyjne z Noble Securities Dom Maklerski, Michael Strom Dom Maklerski i Capital Partners. Prowadzimy kolejne rozmowy z biurami maklerskimi i bankami. Do tej pory nasze certyfikaty można było nabyć tylko bezpośrednio w TFI lub za pośrednictwem Q Securities i jego AFI — mówi dr Arkadiusz Bogusz, prezes Baltic Capital TFI. W ofercie towarzystwa są cztery fundusze inwestycyjne zamknięte: Baltic Global Bond FIZ, Baltic Macro FIZ, Baltic Global Systematic FIZ oraz najnowszy Baltic Obligo NS FIZ, który koncentruje się na wierzytelnościach pozabankowych. Arkadiusz Bogusz dodaje, w niedalekiej przyszłości TFI planuje uruchomienie funduszy otwartych, zawierających w swoich strategiach globalne rozwiązania i wielosilnikowe strategie inwestycyjne. — Zadbamy w nich o maksymalną płynność, globalną dywersyfikację oraz dodatnią absolutną stopę zwrotu — mówi Arkadiusz Bogusz. [KZ]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Polski rynek daleko w rankingu atrakcyjności