POLSKICH KONSUMENTÓW ŁATWO NABIĆ W BUTELKĘ

Małgorzata Zgutka
25-05-1999, 00:00

POLSKICH KONSUMENTÓW ŁATWO NABIĆ W BUTELKĘ

Rodacy pokochali wszelkiego rodzaju promocje

Polscy konsumenci są idealnym celem dla akwizytorów i właścicieli sklepów. Nie potrafią zdecydowanie powiedzieć im „nie”. Do tego bez zastanowienia „łykają” wszelkie promocje. Są też i tacy konsumenci, którzy potrafią przedstawicieli firm przyprawić o ból głowy. Potrafią wszystko zareklamować i zwrócić.

Według Małgorzaty Niepokulczyckiej, prezes Federacji Konsumentów, polscy klienci jedną nogą w dalszym ciągu tkwią w PRL-u. Zachowują się tak, jak gdyby w sklepach wciąż brakowało towarów, a o wolnym rynku można było poczytać w zagranicznych czasopismach. Ze starych przyzwyczajeń rodaków cieszą się akwizytorzy firm sprzedaży bezpośredniej i sklepy organizujące promocje.

Było minęło

— Polski konsument przeszedł wiele upokorzeń, bo przez ponad 40 lat był posłusznym petentem — tłumaczy Małgorzata Niepokulczycka.

Twierdzi, że w PRL-u ze zdobytego z trudem towaru nie rezygnowało się, nawet gdy piąte takie samo żelazko niekoniecznie było w rodzinie potrzebne. Nabyte zachowania konsumenci stosują również w systemie wolnorynkowym. Są one na rękę przedstawicielom sklepów. Bowiem, jak żaden inny naród, Polacy pokochali promocje.

— Wchodząc do sklepu najpierw biegniemy do stoisk, przy których wisi kartka z napisem: promocja. Nie potrafimy przejść obok niej obojętnie — wyjaśnia Małgorzata Niepokulczycka.

Przyznaje, że właściciele sklepów znając dobrze tę słabość polskiego konsumenta często ją wykorzystują. Nalepkę promocja naklejają na produkty, które miesiącami leżą na półkach.

Polacy równie żywo reagują na hasło: okazja. Bez trudu nabijają nas w butelkę akwizytorzy, którzy twierdzą, że po atrakcyjnej cenie mają apartamenty nad Adriatykiem czy też 60-tomową encyklopedię po włosku. Rodacy tak bardzo spieszą się, by wyjechać do ciepłych krajów, że często przed podpisaniem umowy nie czytają jej dokładnie.

— Rzadko wpadamy na to, by przed ostatecznym sfinalizowaniem transakcji najpierw podpisać umowę wstępną, która do niczego nie zobowiązuje. Wystarczy, że akwizytor powie nam, że należy się pospieszyć, bo jutro może zabraknąć miejsc, a od razu podejmujemy decyzję — mówi Małgorzata Niepokulczycka.

Twierdzi, że opamiętanie zwykle przychodzi następnego dnia. Klient stwierdza wówczas, że tak naprawdę w małym M3 nie ma gdzie upchnąć 60 tomów encyklopedii, a za równowartość ceny apartamentu w Hiszpanii mógł okrążyć świat co najmniej trzy razy. Niestety, decyzji nie da się już cofnąć bez ponoszenia niepotrzebnych kosztów. Przy rozwiązaniu kontraktu klient płaci 25 proc. jego wartości.

— Do Federacji Konsumentów dzwonią zrozpaczeni ludzie prosząc o pomoc. Są wśród nich przedstawiciele różnych zawodów, ludzie o różnym wykształceniu — nawet profesorowie i prawnicy. Po podpisaniu umowy niewiele można zrobić. W Polsce nie ma rozwiązań europejskich, dających klientowi siedem dni na wyplątanie się z takiej sytuacji bez ponoszenia kosztów — tłumaczy Małgorzata Niepokulczycka.

W sumie Polska jest rajem dla akwizytorów. Z jednej strony jest naiwny konsument, nie potrafiący zdecydowanie powiedzieć nie, z drugiej kulawe, nie ochraniające go prawo.

Święty sprzedawca

Polskich konsumentów można podzielić na dwie grupy — awanturników i sieroty boże. Pierwsi walczą o swoje prawa jak lwy, nawet gdy nie mają racji. Do federacji nieraz dzwonią zdesperowani sprzedawcy prosząc o interwencję, bo rozwścieczony klient, który żądał realizacji nieaktualnego już od czterech lat przepisu, demoluje im właśnie sklep.

Z drugą grupą sprzedawcy nie mają problemów. Ci bezkrytycznie akceptują wszystko, co powie im pani w sklepie.

— Kupcy zdają sobie sprawą z tego, że polscy konsumenci nie znają swoich praw i notorycznie to wykorzystują. Świetnym pretekstem umożliwiającym im nierespektowanie przepisów klientów stała się kasa fiskalna. Często zapewniają konsumentów, że nieba by im uchylili, uznaliby reklamację czy przyjęli z powrotem towar, ale nie pozwala im na to kasa fiskalna. Niestety, wielu klientów wierzy w te w bzdury — mówi Małgorzata Niepokulczycka.

Następnym sposobem sprzedawców na pozbycie się klienta, który przychodzi z reklamacją, jest odesłanie go do wszystkich diabłów. Zwykle jest to sprawa importera, hurtownika, producenta... tylko nie sklepu.

WRÓG NUMER JEDEN: Po tylu latach wolnego handlu konsumenci w dalszym ciągu nie przyzwyczaili się do tego, że w sklepach mogą być różne ceny. Dzwonią do federacji z pretensjami i awanturami, że te same rzeczy różnie kosztują — wyjaśnia Małgorzata Niepokulczycka, prezes Federacji Konsumentów.

fot. Małgorzata Pstrągowska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Zgutka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / POLSKICH KONSUMENTÓW ŁATWO NABIĆ W BUTELKĘ