Krajowe spółki chętnie płacą za tworzenie procedur bezpieczeństwa. Często na tym się jednak kończy. O szkoleniach personelu zapominają.
Za największe zagrożenie dla dla bezpieczeństwa informacji przetwarzanych przez firmowe systemy informatyczne uważa się wirusy. Wskazało na nie 77 proc. przedsiębiorstw, spośród 1430 przebadanych na całym świecie przez Ernst & Young. W Polsce boi się ich 89 proc. przedsiębiorstw, jednak ten strach wyrażony na pięciostopniowej skali jest wyraźnie mniejszy od średniej dla świata czy choćby Europy. Polskie spółki przykładają też mniejsze znaczenie do utraty poufnych informacji o klientach.
Procedury same dla siebie
— Lekceważenie wirusów wynika stąd, że krajowe systemy informatyczne nie są jeszcze tak zintegrowane jak te ze Stanów Zjednoczonych czy Europy Zachodniej. Wirusom trudniej się więc po prostu u nas rozprzestrzeniać. Utrata poufnych informacji o klientach nie wzbudza zaś większych obaw, ponieważ nasze firmy dopiero uczą się tego, że klient jest najważniejszy — wyjaśnia Tomasz Bejm, partner w dziale zarządzania ryzykiem informatycznym polskiego oddziału Ernst & Young.
Aby się obronić przed potencjalnym zagrożeniem, przedsiębiorstwa — zarówno w Polsce, jak i na świecie — inwestują głównie w nowe technologie. Czyni tak 89 proc. światowych i 72 proc. polskich przedsiębiorstw. W przeciwieństwie do zagranicznych konkurentów, firmy znad Wisły uwielbiają biurokrację. Znaczące części swoich budżetów IT aż 72 proc. polskich spółek przeznacza na tworzenie procedur bezpieczeństwa. Na świecie odsetek ten wynosi zaledwie 48 proc. Mniej więcej co drugie zagraniczne przedsiębiorstwo wskazuje za to na szkolenia pracowników i budowanie świadomości związanej z bezpieczeństwem informacji jako jedną z trzech najważniejszych pozycji w wydatkach. W Polsce jest tak w niespełna co czwartej firmie.
— Wydatki na technologie niewiele dają, jeśli nie idzie za tym edukacja pracowników. Jednym z najsłabszych ogniw w całym procesie zapewnienia bezpieczeństwa systemów IT jest człowiek. Bardzo wiele zagrożeń wynika przecież z błędów lub nieuwagi — komentuje Mariusz Pawłowski, menedżer w dziale zarządzania ryzykiem informatycznym polskiego oddziału Ernst & Young.
Trzeba czytać polisy
Straty spowodowane atakiem na system IT można zminimalizować m.in. poprzez wykupienie ubezpieczenia. Aż 72 proc. polskich przedsiębiorstw twierdzi, że ma taką gwarancję w ramach polisy ogólnej. Na świecie taką odpowiedź dawała zaledwie co trzecia firma. Zdaniem autorów badania, świadczy to nie o lepszym ubezpieczeniu polskich przedsiębiorstw, ale o tym, że nie są one świadome zapisów zawartych w polisach.
— Od pewnego czasu jest tak, że ubezpieczenia od ryzyk informatycznych są wyłączane ze standardowych ubezpieczeń. Firmy nie mają jednak świadomości tych zmian. Ich poczucie bezpieczeństwa jest więc złudne — zaznacza Mariusz Pawłowski.
