Polskie hedge, czyli 50 lat za Stanami

Grzegorz Zalewski
opublikowano: 2005-03-30 00:00

Fundusze hedge w polskim wydaniu są dopiero na początku długiej drogi, którą przebyły ich zachodni bracia. To dobrze, bo możemy uczyć się na błędach.

Pierwszy fundusz hedge pojawił się w 1949 roku w Stanach Zjednoczonych.Wykorzystywał on na tyle innowacyjne techniki, że nie mógł działać w formie klasycznego funduszu inwestycyjnego. Prawo w Stanach Zjednoczonych na to nie pozwalało. Założył więc spółkę, która inwestowała pieniądze udziałowców — prywatnych osób. Ponad pięćdziesiąt lat później podobna sytuacja ma miejsce w Polsce. Inwestorzy, którzy chcą skorzystać z najnowszych osiągnięć finansów, niedostępnych dla zarządzających w tradycyjnych funduszach, inwestują w prywatne spółki.

Spółka inwestycyjna z 1949 roku została założona przez socjologa Alfreda Winslowa Jonesa zajmującego się prognozowaniem cen na giełdzie. Zauważył on, że klasyczne fundusze inwestycyjne nie są w stanie osiągać dobrych wyników w czasie dekoniunktury na rynku akcji. Postanowił wykorzystać dostępne wówczas narzędzia — krótką sprzedaż, pozwalającą zarabiać w czasie spadków cen — do zabezpieczania wartości portfela akcji w czasie bessy.

Prywatny i inwestycyjny

Nazwa fundusz hedge (hedging — zabezpieczanie), pojawiła się dopiero w 1966 roku na łamach magazynu Fortune. Użył jej dziennikarz Carol Loomis, publikując rewelacyjne wyniki spółki Winslowa. Wyniki nawet po odjęciu 20-procentowej prowizji od zysku, biły na głowę wyniki tradycyjnych funduszy inwestycyjnych.

Od tamtego czasu nazwa fundusz hedge wykorzystywana jest do określenia prywatnych firm inwestycyjnych, zarządzających majątkiem prywatnych osób. Po wielu latach doświadczeń i rozwoju tego rynku zarówno amerykańska Komisja Papierów Wartościowych (SEC), jak i Parlament Europejski zauważają, że ta formuła działalności nie jest faktycznie funduszem w klasycznym rozumieniu.

Na początku 2004 roku Parlament Europejski zaczął wykorzystywać określenie SAIVs — Sophisticated Alternative Investments Vehicle, czyli w swobodnym tłumaczeniu „wyrafinowane alternatywne produkty inwestycyjne”. Nazwa ta powstała, gdyż, jak zauważono, panuje zbyt duża różnorodność w tej branży i nie chodzi tu wyłącznie o fundusze hedge.

Propozycja Parlamentu Europejskiego zakłada swego rodzaju uporządkowanie branży funduszy hedge i ogólnie mówiąc inwestycji alternatywnych na bazie doświadczeń krajów Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Główne idee zakładają, że produkty tego typu powinny na razie przeznaczone być przede wszystkim dla inwestorów doświadczonych, mających świadomość istniejących ryzyk na rynku finansowym, przede wszystkim zaś chodzi o swego rodzaju ochronę inwestorów detalicznych, którzy często nie są w stanie dostrzec pewnych zawiłości inwestycyjnych. Dlatego też podjęto prace nad harmonizacją zasad dotyczących dystrybucji, oferowania i tworzenia SAIVs na terenie Unii. Przy okazji zwraca się uwagę na korzyści, jakie mogłoby przynieść poszczególnym krajom członkowskim umożliwienie powstawania tego typu przedsięwzięć na ich terenie.

Europa sprawia kłopoty

Propozycje i prace Parlamentu Europejskiego mogą okazać się nieco kłopotliwe dla naszego rynku. Ustawa o funduszach inwestycyjnych nałożyła bowiem wiele ograniczeń w dystrybucji zagranicznych funduszy oraz spó- łek inwestycyjnych, do jednego worka wrzucając zarówno te, które są przeznaczone dla masowego odbiorcy, jak i te, które z założenia są kierowane wyłącznie do zamkniętych grup. Niestety, jak w każdym szczegółowym prawie, nie da się przewidzieć wszystkich możliwości, zwłaszcza w tak twórczej branży jak finanse. Aby polscy inwestorzy mogli korzystać z tego typu produktów powstają struktury podobne do tych z 1949 roku w USA.

Ich celem nie jest omijanie prawa, tylko udostępnienie nowych możliwości inwestorom, którzy tych możliwości poszukują. Istnieją więc zagraniczne spółki komandytowe, w których inwestorzy z Polski nabywają zgodnie z prawem udziały. Istnieją przeróżne formy praw udziałowych, papierów dłużnych emitowanych przez spółki. Wszystko to działa, gdyż podobne problemy w nabywaniu funduszy hedge miały miejsce w innych krajach i nie są to nowe rozwiązania. Jednak wraz z rosnącą świadomością twórców rynków próbuje się ten rynek uporządkować, a nie zamknąć. Zwłaszcza że kraje członkowskie widzą ogromne profity z tytułu istnienia całej ogromnej branży (aktywa funduszy hedge w 2004 roku pokonały 1 bln dolarów).

Niepotrzebny przejściowy

Interesujące jest również to, że Parlament Europejski zamierza powołać specjalny organ sprawdzający, czy SAIVs tworzone w krajach członkowskich nie są dyskryminowane w innych, zarówno pod względem podatkowym, jak i dodatkowych regulacji.

Byłoby korzystne dla całego rynku, aby rozwiązania, które właśnie powstają w UE, jak najszybciej implementować na rynku rodzimym, bez kolejnych okresów przejściowych oraz rozwiązań tymczasowych, które będą utrudniały rozwój jednej z najbardziej dynamicznych branż finansowych ostatnich lat.

Grzegorz Zalewski, Alternative Investment Services