Zdecydowana większość krajów UE doświadczyła w tym roku pogorszenia bilansu handlu zagranicznego z powodu znaczącego wzrostu kosztów importu surowców energetycznych, w tym szczególnie gazu. W Polsce tymczasem to pogorszenie było dość ograniczone, a w ostatnich dwóch miesiącach bilans wręcz zaczął się poprawiać i jest wyższy niż przed rokiem. To może pokazywać, że kryzys energetyczny nie pogorszył konkurencyjności kraju w znaczący sposób. Sektor eksportowy jest bardzo mocny i zapewnia gospodarce stabilność.

W listopadzie saldo całego handlu zagranicznego Polski (różnica między eksportem a importem) wyniosło plus 2,9 mld EUR, wobec plus 2,2 mld EUR przed rokiem. Złożyła się na to nieznaczna poprawa salda handlu towarami, w którym mamy deficyt, oraz znaczna poprawa salda w handlu usługami, w którym mamy dużą nadwyżkę. Usługi pozwalają więc Polsce zapewnić wysoką nadwyżkę w całym handlu.
Teoretycznie gwałtowny wzrost cen importowanych towarów powinien w krótkim okresie doprowadzić do istotnego pogorszenia salda w handlu zagranicznym. Wartość importu w takiej sytuacji rośnie szybciej niż eksportu, a kraj redukuje oszczędności, by sfinansować dodatkowe zakupy zagraniczne.
Takie pogorszenie rzeczywiście wystąpiło w Polsce pod koniec 2021 r. i w pierwszej połowie 2022 r., co zresztą zaczęło na rynku budzić obawy związane z gwałtownością tego zjawiska i spadkiem stabilności makroekonomicznej kraju. Duży deficyt w handlu zwiększa popyt na waluty zagraniczne (bo popyt importerów na kupowanie walut przestaje być równoważony przez zapotrzebowanie eksporterów na sprzedaż walut zagranicznych), a przez to może ograniczać zaufanie do waluty krajowej i utrudniać na przykład przyciąganie inwestorów finansowych na krajowy rynek obligacji. Oczywiście sam w sobie ten czynnik nie musi decydować o stabilności lub jej braku, ale gdy towarzyszy mu wysoka inflacja i wysoki deficyt fiskalny – a tak było w Polsce – staje się elementem ryzyka.
Jednak pod koniec 2022 r. saldo handlowe zaczęło się poprawiać. I pod tym względem Polska odstaje od wielu krajów Unii Europejskiej, a szczególnie krajów regionu, które stanowią dla nas benchmark. Pokazuję to na wykresie. Saldo handlu Polski jest na wyraźnym plusie, podczas gdy Czechy i Węgry notują deficyty. Stało się tak m.in. dlatego, że Polska ma większy niż inne kraje udział usług w eksporcie. Sprzedajemy za granicę dużo usług transportowych, informatycznych, księgowych i innych. Pod tym względem Polska zaczęła odstawać od regionu w pierwszej połowie zeszłej dekady. Przyczyny tego zjawiska są zapewne wielorakie: niski kurs waluty krajowej i niskie płace, duża pula dobrze wykształconych pracowników i głęboki rynek firm, którym można zlecać wykonanie usług, uznanie Polski za dobre centrum outsourcingowe przez zachodnie korporacje.
Samo w sobie saldo handlu zagranicznego nie jest wskaźnikiem pokazującym konkurencyjność kraju. W długim okresie zależy ono w dużej mierze od stopy oszczędności (udział oszczędności w dochodzie), bo kraj mało oszczędzający i finansujący inwestycje zagranicznymi oszczędnościami musi notować deficyt w handlu, a kraj dużo oszczędzający – nadwyżki. Poprawa salda może być też sygnałem osłabienia popytu wewnętrznego, ponieważ część tego popytu w Polsce zaspokajana jest przez import i w okresie spowolnienia import jest słabszy niż eksport. Ale zdolność utrzymania nadwyżki handlowej w warunkach potężnego wzrostu cen importu jest ewidentnie oznaką siły sektora eksportowego, elastyczności i dywersyfikacji polskiej gospodarki. Inne kraje też przechodzą spowolnienie, może nawet silniejsze, a nie zdołały utrzymać nadwyżki handlowej.
