Polskie śmieci pójdą na drogii domy

Katarzyna Kapczyńska
25-11-2011, 00:00

Resort środowiska nałożył na gminy nowe obowiązki dotyczące recyklingu odpadów. Chętnych do ich odbioru nie brakuje

W przyszłym roku 10 proc. odpadów złomu, makulatury i plastików gminy muszą przekazać do recyklingu, a 30 proc. śmieci budowlanych — do utylizacji. Za dziewięć lat już połowa złomu, makulatury czy plastikowych butelek nie będzie zalegać na wysypiskach, lecz trafi do recyklingu. Utylizacja gruzu budowlanego będzie jeszcze wyższa — sięgnie 70 proc. To szacunki z projektu rozporządzenia Ministerstwa Środowiska, wynikające z konieczności wdrożenia unijnych dyrektyw. Gdzie w takim razie trafią nasze śmieci?

Niemieckie wzorce

Chętnie wezmą je drogowcy, którzy jako wzór do naśladowania stawiają inwestorów i wykonawców z zachodniej Europy. „W niektórych krajach zachodnich, np. w Niemczech, w pozwoleniach na budowę dróg nakładany jest obowiązek zastosowania materiałów pochodzących z recyklingu (…). Zapobiega to tworzeniu nowych dokopów (kopalni) dla pozyskaniamateriałów budowlanych degradujących środowisko naturalne” — napisał Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (OIGD), w liście do Jacka Sadowego, szefa Urzędu Zamówień Publicznych.

Urząd analizuje propozycje zmian w prawie przetargowym. Do stosowania alternatywnych materiałów budowlanych z dystansem podchodziła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, ale ostatnio zaczęła dyskusje z OIGD na temat zmian w kontraktach drogowych. Jest więc szansa, że przekona się do recyklingu.

Cenny złom

Gminy nie będą mieć problemu z utylizacją złomu. Przynajmniej na razie. Dziś jest on jednym z cenniejszych surowców w branży hutniczej.

— Tona złomu kosztuje 1 tys. zł, więc nie sądzę, by można go znaleźć na wysypiskach — mówi Przemysław Sztuczkowski, właściciel Złomreksu i Cognoru. Drogo, bo za produkowane z niego np. pręty budowlane dystrybutorzy biorą 2,17- -2,23 tys. zł za tonę. Nieco potaniały przez ostatni tydzień, ale producenci zapowiadają podwyżki. Jeszcze niedawno spodziewali się, że w IV kw. na rynku hutniczym nastąpi spowolnienie, a ceny złomu spadną.

— Rzeczywistość wciąż nas zaskakuje. Mamy zamówienia z kuźni i przemysłu motoryzacyjnego z Niemiec, ale także na rynku polskim popyt jest duży — twierdzi Przemysław Sztuczkowski. W efekcie o spadku cen złomu też nie ma mowy — niedawno Arcelor Mittal podwyższył ją o 80 zł za tonę.

Ekologia kosztuje

Problemy gmin zaczną się wówczas, kiedy rynek budowlany oraz inne sektory gospodarki dosięgnie kryzys i nie będzie tłumu chętnych na złom, gruz budowlany czy asfalt z odzysku. Mimo to samorządy nie są przeciwne nowym propozycjom, choć ich wdrożenie z pewnością będzie trudne.

— Projekt rozporządzenia Ministerstwa Środowiska wynika z unijnych dyrektyw proekologicznych. Czy nam się podoba czy nie, jako państwo członkowskie musimy im się podporządkować. W praktyce oznacza to, że z roku na rok lawinowo będą rosły koszty odbioru odpadów komunalnych. Więcej za śmieci zapłacą wszyscy — zarówno mieszkańcy, jak i podmioty gospodarcze. Tego, że śmieci drożeją, nie odczują tylko gminy, które na czas wybudują własne sortownie odpadów i kompostownie. Ekologia kosztuje — mówi Robert Szydlik, radny Rady Miejskiej w Tłuszczu. Podkreśla, że wiele gmin walczy o dotacje unijne, by na własnym terenie realizować inwestycje związane z segregacją i utylizacją odpadów, ale są też takie, które z dotacji rezygnują w obawieprzed społecznymi protestami. Problem odbioru i utylizacji śmieci i tak ich jednak nie ominie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polskie śmieci pójdą na drogii domy