Polskie świnie muszą zadbać o figurę

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-12-10 22:00

Producenci wieprzowiny powinni uczyć się od drobiarzy — uważają eksperci. Na razie emocje biorą górę nad chłodną kalkulacją, bo przetwórcy kupują żywiec za granicą

Rolnikom nie podoba się, że przemysł kupuje zagraniczne mięso wieprzowe. Ich zdaniem, niższej jakości — płacąc drożej niż za krajowe. Za pośrednictwem resortu rolnictwa interweniowali w zeszłym tygodniu w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a w tym spotkali się pod egidą ministerstwa z przedstawicielami sektora przetwórczego. Przetwórcy tłumaczą, że na wolnym rynku kupują to, co im się opłaca. Dla nich liczy się nie tylko cena, ale też zawartość mięsa w mięsie. W krajowym, ich zdaniem, jest zbyt mała.

UNIJNE ROZWIĄZANIA:
UNIJNE ROZWIĄZANIA:
W styczniu ruszy program unijnych dopłat do prywatnego przechowywania wieprzowiny, a Polska dodatkowo wnioskuje o dopłaty do jej eksportu, co ma pomóc w zmniejszeniu nadwyżki mięsa.
Bloomberg

Zrozumiała frustracja

— Chętnie kupimy więcej polskiego mięsa, ale określonej jakości. Obecnie takie mięso, jakiego oczekujemy, możemy zamówić zaledwie w kilku polskich ubojniach, i to nie w takich ilościach, jakich potrzebujemy — mówi jeden z przedsiębiorców z branży. Nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem, bo rolnicy — broniąc honoru swoich świń — nie przebierają w słowach, a podobnozdarza im się też przechodzić od słów do czynów. Nie on jeden ma takie obawy, podkreśla jednak, że rozumie frustrację hodowców. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ), w sierpniu tego roku średnia krajowa cena skupu żywca wieprzowego była o 16 proc. niższa niż w sierpniu 2014 r.

— Na europejskim rynku surowca jest za dużo, a ceny są niższe niż w zeszłym roku, gdy pojawił się wirus afrykańskiego pomoru świń i wiele rynków eksportowych zostało zablokowanych. Wówczas sporo mięsa trafiło do mrożenia, teraz mięsa się nie mrozi, bo ponowne uzyskanie dostępu do wielu utraconych rynków nie jest proste — tłumaczy jeden z prezesów spółek mięsnych.

Sytuację, zwłaszcza polskich hodowców trzody chlewnej, pogorszyło już wcześniej rosyjskie embargo. Tam bowiem jest większy popyt na tłuste mięsne elementy.

— Jako przedsiębiorca dostosowuję się do klientów. Skoro więc polska półtusza jest tańsza, ale ma więcej tłuszczu, z którym nie mam, co zrobić, a zagraniczna ma większą mięsność, to wybieram droższą, bo po rozbiorze wychodzę na tym lepiej — tłumaczy nasz rozmówca.

Drobiarski przykład

Od stycznia do sierpnia tego roku Polska wyeksportowała ponad 420 tys. ton wieprzowiny, czyli o 5 proc. więcej niż rok wcześniej, a zaimportowała 543 tys. ton, co oznacza, że deficyt handlu zagranicznego był o 20 tys. ton mniejszy niż przed rokiem — podaje IERiGŻ.

— Importerem netto wieprzowiny jesteśmy od 2008 r. Hodowcom zabrakło tego, co wypracowała branża drobiarska — koncentracji produkcji, powiązania producentów i przetwórców, efektywności i skali, zapewniającej zysk nawet przy bardzo niskich marżach, które umożliwiły drobiarzom ekspansję — mówi Robert Mroczek, ekspert IERiGŻ.

— Producenci drobiu rzeczywiście świetnie się rozwinęli, ale przez wiele lat działali na rosnącym rynku. Tymczasem spożycie wieprzowiny przez ostatnie lata systematycznie malało. W takich warunkach trudno więc wprowadzić zmiany czy wręcz przebudować biznes — dodaje inny ekspert. Jeden z hodowców twierdzi, że udaje mu się zarabiać, ale ważne jest m.in. profesjonalne zarządzanie takim biznesem — w tym związanie się długoterminowymi kontraktami z odbiorcami, co nie jest u nas powszechne.

— Ważna jest też profesjonalna hodowla, tzn. kupowanie odpowiednich pasz, hodowla określonej rasy i ubicie we właściwym czasie, a nie przetrzymywanie zwierzęcia,aż się bardziej rozrośnie. Niestety, są rolnicy, którzy próbują być „sprytniejsi” i oszczędzają na tych elementach, na czym finalnie tracą — twierdzi jeden z mięsnych przetwórców.

Papierowe strategie

O odbudowie produkcji wieprzowiny mówi się w Polsce od lat.

— Opracowano nawet wieloletnią strategię rozwoju, ale została na papierze. Tymczasem na coraz większych producentów wyrastają inne kraje, np. Hiszpania, która nigdy nie była potentatem, ale krok po kroku kreuje się na jednego z liderów sektora — dodaje Robert Mroczek.

Resort rolnictwa, którym od połowy listopada kieruje Krzysztof Jurgiel, zdążył już poinformować o programie odbudowy pogłowia trzody chlewnej. Zakłada on m.in. rozwój stad zarodowych i wsparcie zakupu materiału genetycznego, uproszczenie zasad pozyskiwania wsparcia inwestycyjnego z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich i utworzenie funduszu stabilizacji dochodów dla hodowców trzody chlewnej. Lepsze ma być doradztwo dla rolników. Państwo chce im również pomóc w pozyskiwaniu know-how w zakresie nowoczesnych metod hodowli, żywienia i stawiania budynków.