Polskie znaki, rosyjska groźba

Rosjanie znowu straszą embargiem — tym razem blokadą eksportu owoców i warzyw. Winą obciążają sadowników i… znaki diakrytyczne

Rosja może zakazać importu owoców i warzyw z Polski „z powodu ryzyka napływu niebezpiecznych i reeksportowanych produktów”. To informacje agencji ITAR-TASS, która powołuje się na rosyjską Federalną Służbę Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego. Rosyjscy konsumenci jedzą głównie polskie jabłka, pomidory i grzyby. W sumie eksport owoców i warzyw na tamtejszy rynek przekroczył w 2012 r. 1,9 mld zł.

Pestycydy i polskie znaki

Swoimi „niepokojami” rosyjskie służby podzieliły się z polską Państwową Inspekcją Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN). — Otrzymaliśmy pismo, a w ubiegłym tygodniu był u nas przedstawiciel służb rosyjskich. Jego zastrzeżenia dotyczą głównie jabłek. Rosjanie mówią o „naruszeniu rosyjskich przepisów fitosanitarnych”.

Chodzi m.in. o uchybienia w świadectwach sanitarnych, w których używano polskich znaków diakrytycznych i wpisywano polskie nazwy miejscowości. Wskazują też, że w naszych jabłkach są pozostałości po środkach ochrony roślin — mówi Adam Zych, radca generalny PIORiN.

Polityka w tle

Nie wierzymy, że z naszymi jabłkami jest coś nie tak — odpowiadają polscy sadownicy.

— Uchybienia językowe nie mają przecież wpływu na jakość towaru. Błąd techniczny nie może spowodować wprowadzenia embarga. Niemożliwe też, żeby duże partie towaru mogły mieć pozostałościpo środkach ochrony roślin. Wprowadziliśmy specjalne programy ochrony sadów, dzięki którym bardzo dokładnie kontrolujemy użycie wszelkich środków. Ta sytuacja może mieć podłoże polityczne i być efektem zajść pod rosyjską ambasadą. Rosja niestety często wykorzystuje elementy polityczne do działań gospodarczych i odwrotnie. Ubolewamy, że może mieć to wpływ na relacje z naszymi sadownikami. Absolutnie nie widzę merytorycznych podstaw do blokady dostaw — przekonuje Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Od półtora roku w Rosji prowadzona jest warta 5 mln EUR kampania promująca europejskie jabłka. Z promocji korzystają w dużej mierze polscy producenci. Ma jeszcze trwać kolejne półtora roku.

— Regularnie spotykamy się z rosyjskimi handlowcami i konsumentami. Z rozmów z nimi wynika, że doceniają nasze jabłka. Administracja rosyjska musi brać ich preferencje pod uwagę — dodaje Mirosław Maliszewski.

Problemy z rosyjskimi służbami mieli już w tym roku producenci mięsa i mleczarze, których eksport wyniósł w 2012 r. odpowiednio 434 mln zł i 355 mln zł. Sporymi dostawcami na rosyjski rynek są również przetwórcy owoców (404 mln zł) i producenci wyrobów czekoladowych (348,6 mln zł).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu