W Grecji, Hiszpanii i we Włoszech blokują programy reform. Na Wyspach i w Niemczech — spokój
Żeby zdobyć zaufanie rynków finansowych, rząd w Atenach mocno liberalizuje rynek pracy.
Dwie główne greckie centralne związkowe przeprowadziły wczoraj piąty w tym roku strajk generalny. 24-godzinna akcja skutkowała utrudnieniami w transporcie, przestojami w firmach, ograniczeniem przyjęć w służbie zdrowia. Zamknięto urzędy publiczne. Nawet telewizje nadawały specjalny, zubożony program, bo wielu dziennikarzy też zrobiło sobie wolne.
— Mamy do czynienia z totalną ingerencją rządu w system pomocy społecznej i rynek pracy. Domagamy się wycofania dotkliwych i antyspołecznych działań — mówi Spyros Papaspyrou, przewodniczący związku pracowników sektora publicznego ADEDY.
Sztywny problem
Nastroje społeczne w Grecji się zaogniają, ponieważ rząd przymierza się do wprowadzenia trzeciego etapu programu oszczędnościowego. Skupia się na dwóch reformach — systemu emerytalnego i zasad zatrudnienia. W ramach pierwszej rząd planuje podwyższenie wieku emerytalnego kobiet z 60. do 65. roku życia oraz ograniczenie możliwości przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Zmiany na rynku pracy zakładają wprowadzenie przepisów pozwalających, żeby pracodawca mógł bez przeszkód zwolnić 5 proc. pracowników. Nowe osoby przychodzące do firmy będą mogły zostać natomiast zatrudnione za 85 proc. minimalnego wynagrodzenia — takie rozwiązanie ma pomóc ograniczyć bezrobocie w grupie osób od 15. do 29. roku życia (wynosi 22 proc. i rośnie).
— Nowe przepisy mają uczynić grecki rynek pracy bardziej elastycznym. Dziś jest oceniany jako jeden z najsztywniejszych w Europie —twierdzi Nicholas Magginas, ekonomista Narodowego Banku Grecji.
Rząd premiera Georgiosa Papandreu już dwukrotnie wprowadzał programy oszczędnościowe — pierwszy na przełomie lat 2009 i 2010, drugi na początku maja. Reformy zawierały m.in. dwukrotne obniżki płac w sektorze publicznym, zamrożenie emerytur na trzy lata oraz podwyżki podatku VAT i akcyzy na paliwo, papierosy i alkohol. Z powodu tych działań od początku roku regularnie w Grecji dochodzi do demonstracji i zamieszek. Ostatnio protesty skierowane są nawet przeciwko zagranicznym turystom. W ubiegłym tygodniu związkowcy blokowali wejście na promy w porcie w Pireusie. Na dzisiaj związki branż turystycznej i gastronomicznej zapowiadają kolejny 24-godzinny strajk.
— Protesty są nienaruszalnym prawem pracowników, ale my konsekwentnie wykonujemy swoją pracę — uspokaja Georgios Petalotis, rzecznik rządu w Atenach.
Północny spokój
Strajki i protesty — choć na nieco mniejszą skalę niż w Grecji — dotykają niemal całą południowo-zachodnią Europę. W odpowiedzi na oszczędności budżetowe i uelastycznienie rynku pracy w Hiszpanii (22 czerwca parlament przyjął pakiet ustaw) stanęło madryckie metro. Pracownicy w proteście przeciw planom obcięcia ich pensji w poniedziałek ograniczyli kursowanie składów, a wczoraj zupełnie je zatrzymali. Na wrzesień centrale związkowe Hiszpanii planują strajk generalny.
We Włoszech taki strajk odbył się w piątek. Dwie największe centrale związkowe zorganizowały protesty uliczne na ulicach Rzymu i Mediolanu oraz spowodowały utrudnienia w ruchu naziemnym i lotniczym.
— Oszczędności są potrzebne, ale muszą być sprawiedliwe i dalekowzroczne. Propozycje rządu to cięcia na oślep — tłumaczy Sutanna Camusso, wiceprzewodnicząca związku CGIL.
Podobne wstrząsy w ostatnich tygodniach dotykały też Portugalię i Francję.
Zupełnie inaczej reagują natomiast związkowcy w Wielkiej Brytanii, gdzie rząd planuje program oszczędnościowy wartości 40 mld GBP — najostrzejszy w powojennej historii Zjednoczonego Królestwa i znacznie bardziej drastyczny niż we Włoszech czy Francji.
— Uważamy, że zaproponowany przez rząd pakiet jest zbyt ostry, jednak nie przygotowujemy żadnych strajków czy protestów. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w jakiej jest Grecja. We wrześniu planujemy kongres, wtedy zastanowimy się, jak odpowiedzieć na program rządu — mówi Liz Chinchen z TUC, największej centrali związkowej na Wyspach.
W Niemczech — innym kraju wprowadzającym cięcia budżetowe — również jest spokój.
— Nie planujemy protestów ani strajków generalnych. To nie jest w stylu niemieckich związków. Dialog jest bardziej skuteczny. Staramy się przekonać rząd do naszych racji —mówi Frank Zach, rzecznik DGB, centrali zrzeszającej 7 mln pracowników w Niemczech.