Pomarańcz z niebieskim w jednej stoją Ukrainie

Jacek Zalewski
opublikowano: 04-08-2006, 00:00

Dramatyczną decyzję o nierozwiązywaniu parlamentu i powierzeniu misji utworzenia rządu Wiktorowi Janukowyczowi prezydent Wiktor Juszczenko podjął wbrew swemu sercu, ale w zgodzie z rozumem. Właściwie tylko potwierdziła ona wynik wyborów z 26 marca, kiedy to najwięcej mandatów zdobyła „niebieska” Partia Regionów. Co z tego, że partie „pomarańczowe” łącznie otrzymały więcej głosów, skoro przez tyle czasu nie potrafiły się porozumieć. Okoliczność, że przez ponad cztery miesiące od demokratycznych wyborów wielkie europejskie państwo nie ma rządu, coraz bardziej kompromitowało i osłabiało Ukrainę zarówno wobec Unii Europejskiej, jak i Rosji. Podpisanie przez proprezydencką Naszą Ukrainę „Uniwersału jedności narodowej” przerywa ten krąg niemożności — ale co zaczyna? Na to pytanie dzisiaj nikt tak naprawdę nie potrafi odpowiedzieć.

Komuś, kto 27 grudnia 2004 r. uczestniczył na Majdanie Nezałeżnosti w Kijowie w triumfalnym wieczorze Wiktora Juszczenki — animowanym przez niezmordowaną Julię Tymoszenko — mimo wszystko trudno przyjąć takie zakończenie rządowego kryzysu do wiadomości. Ale cóż znaczę ja, w końcu tylko przelotny gość z zewnątrz, wobec doznań milionów zawiedzionych Ukraińców! Trzeba jednak pamiętać, że wówczas triumfował Kijów i zachodnia część republiki — odczucia mieszkańców, powiedzmy, 300-tysięcznego Janakijewa, czyli przykładowego górniczo-hutniczego monstrualnego miasta w Donbasie, były dokładnie odwrotne. Energetyczna i przemysłowa baza Ukrainy nigdy nie pogodziła się z porażką, przypominając że flaga państwowa ma dwie barwy — niebieską i żółtą. W tamtej atmosferze zupełnie realnie zarysowało się może nie pęknięcie Ukrainy, ale na pewno jej federalizacja. Notabene od razu w powyborczą noc zostało to w telewizyjnym wystąpieniu kategorycznie wykluczone, przez kogo — oczywiście przez Julię...

Jak pamiętamy, Tymoszenko otrzymała swoją premierowską szansę — w charakterze szefa rządu gościła nawet w Polsce, na szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Kazimierzu Dolnym — ale natychmiast zaczęła rozmieniać ją na drobne. Prezydent Juszczenko dość szybko zorientował się, że w stylu zarządzania oraz w sposobie rozwiązywania piętrzących się problemów dzieli ich bardzo dużo — i wiernej towarzyszce z Majdanu podziękował.

Komentarz pisany na gorąco po wyborach do Rady Najwyższej w marcu br. zatytułowaliśmy „Powrót warkocza?” i okrasiliśmy zdjęciem Tymoszenko. Ten powątpiewający znak zapytania okazał się proroczy, podobnie jak myśl z tamtego komentarza: „Największy paradoks polega na tym, że Naszej Ukrainie ze względu na programy gospodarcze dużo bliżej byłoby do... Partii Regionów niż do populistycznego w swej istocie Bloku Julii Tymoszenko”. Przebieg wydarzeń od marca do dzisiaj potwierdził zasadność tej tezy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu