Pomologia stosowana, czyli dokąd po pieniądze

Wojciech kowalczuk
opublikowano: 10-01-2007, 00:00

Komu chciałoby się uganiać po lesie w poszukiwaniu poziomek, kiedy tuż pod nosem dojrzałe i smakowite truskawki czerwienią się na pokaźnej grządce? Tylko amatorom przesyconego wonią żywicy leśnego powietrza i pieszych wędrówek. Instytucje finansowe jednak się do nich nie zaliczają i dlatego do niedawna realizowały strategie, które można streścić słowami: „po co zawracać sobie głowę firmami małymi czy mikrofirmami, skoro w kolejce po nasze usługi ustawia się wiele przedsiębiorstw dużych i średnich?”.

Każdy zagon truskawek gdzieś się jednak kończy. I co wtedy mają począć łasuchy z finansjery? Ruszają na poziomki. Biznesowe poziomki — małe firmy — wreszcie doczekały się ofert przygotowanych specjalnie dla siebie. Leasingodawcy, którzy jeszcze niedawno wybrzydzali, że to przedmiot umowy za tani, że historia kredytowa za krótka, że udział własny za mały — dziś często rezygnują nawet z minimalnej wpłaty początkowej, a niektórzy gotowi są świadczyć usługi firmom założonym choćby przed godziną. Również banki, faktorzy i spółki wyspecjalizowane w windykacji i zarządzaniu należnościami uelastyczniły swe podejście do maluchów.

Na biznesowe poziomki z apetytem spoglądają także fundusze venture capital. Jeszcze kilka lat temu interesowały się zakupem udziałów tylko w całkiem dużych spółkach. Dziś zmieniły podejście do inwestycji i zwracają uwagę przede wszystkim na to, aby branża, w której działa firma, stwarzała dobre perspektywy na przyszłość. Do najważniejszych kryteriów wyboru zaliczają też profesjonalny sposób zarządzania.

Możliwości niewielkich spółek doceniła także Giełda Papierów Wartościowych. Dowodem na to, że poziomki świetnie rosną także na parkiecie, są Zakłady Mięsne Duda z Jutrosina — dziś już imponujący Polski Koncern Mięsny — jeszcze kilka lat temu gościły na opracowywanej przez naszą redakcję liście małych i średnich firm — Gazel Biznesu.

Pora podsumować ów pomologiczno-rynkowy wywód. Wniosek jest taki, że menedżerom firm wyspecjalizowanych w obsłudze finansowej biznesu wraz z nasyceniem rynku poprawił się wzrok i zaczęli wreszcie dostrzegać klientów mniejszych niż PKN Orlen. Dla firm poziomek oznacza to nadejście czasów sprawiedliwości dziejowej i upragnionego równouprawnienia. Stały się wreszcie tak samo ważne jak truskawki. Mogą wybierać spośród wielu różnych sposobów finansowania swojego dalszego wzrostu i nie są już skazane na łaskę bądź niełaskę banków, które do niedawna gotowe były wycisnąć z nich ostatnie soki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech kowalczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu