Rząd ociąga się z przedstawieniem strategii dla specjalnych stref ekonomicznych (SSE). Niektóre z nich uważają, że nie ma na co czekać.

— Wszyscy szukają nowej drogi dla stref, a ta droga jest oczywista w związku nową polityką przemysłową rządu, powstaniem Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) oraz planami dotyczącymi Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji (PAHI). 14 stref powinno być agendami rządowymi: regionalnymi przedstawicielstwami PFR i liderami klastrów przemysłowych — mówi Aleksandra Jankowska, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (PSSE).
Jej zdaniem, SSE wiedzą, jakie są motory gospodarki, mają bezpośredni kontakt z przedsiębiorcami, dlatego są w stanie wspierać politykę eksportową czy budowanie polskiej marki.
Konkretny przykład
To nie są teoretyczne wywody. Pomorska strefa tworzy właśnie centrum eksportu PSSE.
— Podpisujemy z producentami żywności — nie tylko ze strefy — umowy o świadczenie usług eksportowych. Nie można np. do Azji wysyłać jednej tony towaru, to muszą być dziesiątki ton. Dlatego chcemy zbierać grupy producenckie. Pomożemy w certyfikacji, uzyskiwaniu zezwoleń czy tworzeniu strategii wejścia na rynki. Liczę, że w 2017 r., gdy ruszy centrum, będą już działać zagraniczne oddziały PAHI. Po przemyśle spożywczym chcemy zająć się sektorami maszyn rolniczych, mebli, przemysłu okrętowego — informuje Aleksandra Jankowska.
Dziś strefa podpisze z BGK umowę o współpracy, w tym o udzielaniu gwarancji eksportowych firmom z centrum i finansowaniu wkładów własnych na inwestycje w strefie. Zamierza wysyłać polskie towary głównie do Afryki i Chin.
Unijne wsparcie
PSSE odwiesiła również Fundację Centrum Technologii Morskich, która będzie pozyskiwać i komercjalizować technologie — szczególnie morskie, ale też kompatybilne z nimi satelitarne i kosmiczne. — Pracujemy nad pozyskiwaniem unijnych funduszy na różne projekty. Pomożemy firmom złożyć wnioski np. do NCBR — wyjaśnia Aleksandra Jankowska.
Kandydaci do wsparcia to promy hybrydowe o napędzie LNG i elektrycznym, nowoczesne technologie cięcia blach czy wzmocnienie kadłubów z użyciem nanotechnologii.
— Podstawowym zadaniem stref jest wsparcie inwestycji. Teraz zależy nam na tym, żeby te inwestycje były coraz bardziej innowacyjne. Powinniśmy pomagać firmom polskim, ale także zagranicznym, bo np. dzięki wsparciu funduszy unijnych na innowacje będziemy zachęcać je do przenoszenia do Polski centrów badawczo-rozwojowych — mówi Wojciech Przybylski, prezes Krakowskiego Parku Technologicznego, który zarządza krakowską strefą.
Za, a nawet przeciw
Jego wątpliwości budzi natomiast pomysł wspierania eksporterów.
— Krakowska strefa, która od 10 lat działa równocześnie jako park technologiczny, już zajmuje się polityką internacjonalizacji, ale w wąskiej dziedzinie, w której się wyspecjalizowała: IT i gier komputerowych. Budowa wydajnego systemu szerokiej dyplomacji gospodarczej to zadanie nawet na kilkanaście lat. Powinniśmy przy tym efektywnie wspierać eksport wielu branż, lista jest długa, nawet jeśli ograniczymy się do inteligentnych specjalizacji. Takie działania powinny zatem być prowadzone i koordynowane na poziomie krajowym, co nie wyklucza udziału stref — twierdzi Wojciech Przybylski.
Projekt zdecydowanie popiera Leszek Dec, prezes Suwalskiej SSE. — Wpisuje się w koncepcję wicepremiera Morawieckiego, by wspierać polskie firmy w ekspansji. To rozsądne rozszerzenie naszej działalności — uważa Leszek Dec. Koncepcja rozszerzenia działalności stref ma też przeciwników.
— Możemy nawet zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej, tylko po co? W Polsce wciąż są regiony, gdzie nie ma pracy, więc nadal trzeba ściągać inwestycje — twierdzi szef jednej z nich. © Ⓟ