Pomostówka wpadła na rafę

opublikowano: 19-08-2018, 22:00

Tytuł dotyczy nie Wielkiej Rafy Koralowej koło Australii, lecz krajowej rafy sprzeczności interesów oraz bezhołowia ekipy tzw. dobrej zmiany w polityce obronnej.

Pierwsza w dziejach Polski wizyta prezydenta w Australii i Nowej Zelandii miała mieć cztery wymiary: polityczny, gospodarczy, obronny i polonijny. W związku z tym trzecim wątkiem do Andrzeja Dudy doleciała wielka delegacja MON z ministrem Mariuszem Błaszczakiem. Miał zostać podpisany dojrzewający od dwóch lat list intencyjny w sprawie zakupu przez Polskę australijskich fregat rakietowych — 26-letniej „Melbourne” i 25-letniej „Newcastle”. Niespodziewanie jednak wymiar obronny zniknął z prezydenckiego programu. Okazało się, że premier Mateusz Morawiecki zakazał ministrowi podpisania listu, zatem kosztowna wyprawa MON najwyżej „poruszy kwestię ewentualnego pozyskania fregat”.

W środowisku PiS krążą sprzeczne wersje, kiedy premier powiadomił prezydenta o wycofaniu listu.

Według jednej — w ogóle nie poinformował, zaskoczona głowa państwa miała dowiedzieć się od osób trzecich. Według drugiej — zrobił to w Święto Wojska Polskiego. Podczas defilady miałem wgląd na trybunę honorową i z kilkunastu metrów widziałem krótką rozmowę — Mateusz Morawiecki żegnał się z Andrzejem Dudą, opuszczając defiladę przed częścią historyczną. Notabene trudno pojąć, czemu historyk tak zlekceważył przemarsz grup rekonstrukcyjnych, trwający tylko pół godziny — przecież wylot na Łotwę mógł bez problemu o tyle przesunąć. Nikt postronny nie słyszał, czy powiedział zwierzchnikowi sił zbrojnych o fregatach, ale okazja była.

Opinie ekspertów w sprawie zakupu fregat są podzielone. Zmodernizowane okręty to nie złom, Australia wymienia jednostki na większe, oceaniczne. Na Bałtyk fregaty pasują, są o dekadę młodsze od dwóch użytkowanych obecnie jednostek poamerykańskich — „Tadeusz Kościuszko” i „Kazimierz Pułaski”. Najważniejszy i tak jest problem rakietowego uzbrojenia. Okręty miałyby pełnić rolę pomostową, wszak marynarce potrzebne są od zaraz, tymczasem czas budowy nowych w polskich stoczniach realnie wynosi 10 lat — pod warunkiem, że w ogóle takie zamówienie udźwigną, w co marynarka wątpi. Odtwarzanie przemysłu stoczniowego uzyskało najwyższy priorytet polityczny, pieniądze są jednak ograniczone i wydanie dwóch miliardów na australijskie fregaty oznaczałoby brak ich w kraju. Stąd kontrakcja ministra gospodarki morskiej Marka Gróbarczyka, którego wspiera Joachim Brudziński, a od niego już blisko do Jarosława Kaczyńskiego.

Rozgrywka wewnątrz ekipy tzw. dobrej zmiany o fregaty ma dodatkowe dno. Projekt tego egzotycznego zakupu wyszedł nie z MON, lecz z prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN). Za czasów Antoniego Macierewicza był raczej teoretyczny, ale po wyrzuceniu ministra i objęciu resortu przez Mariusza Błaszczaka zaczął się materializować. BBN potwierdziłoby sens swojego istnienia, MON zaś zwiększyłoby odsetek budżetowych wydatków na sprzęt. Zastopowanie przez prezesa — bo premier był przecież wykonawcą jego woli — listu intencyjnego istotnie obniży efekty wizyty Andrzeja Dudy w Australii. To kara za najnowsze prezydenckie weto wobec przeforsowanej przez PiS zmiany Kodeksu wyborczego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Polityka / Pomostówka wpadła na rafę