Poprawiać, smarować, przeczyszczać

Jacek Konikowski
opublikowano: 2009-06-26 00:00

Czar samochodów. Nie zawsze starych, zawsze — z duszą. I ręce ubabrane smarem. To ucieczka Pawła Królikowskiego, twardziela z "Pitbulla" i "Fałszerzy. Powrotu Sfory".

Co znaczy miłość do samochodów? Ten pierwszy, dawno temu, to niebieski maluch za 14 mln zł. Później…

— Budowaliśmy z Jolą dom. Wyślizgałem się z pieniędzy, ale potrzebowałem czegoś do przemieszczania się, jakieś Cinquecento lub Punto na raty. Pojechałem do salonu i... wyjechałem srebrzystą Alfą Romeo 146 z silnikiem boxer — wspomina Rafał Królikowski, dowodząc, że na miłość do samochodów, zwłaszcza włoskich, nie ma mocnych.

Dzisiaj ma ich kilka — starych i nowych, różnych marek. Ta miłość jest jednak nietypowa, bo — jak sam mówi — socjalna: zatrzymanie dzieciństwa, młodości. Dobrego czasu.

Garbata sympatia

W garażu jego domu w Zalesiu pod Warszawą stoi kilka aut. Był stary garbus, jest Zastawa 100 i trzy inne "cudeńka". Kolekcja na miarę marzeń i portfela.

— Garbusa z 1966 r. podarowała mi koleżanka. Był cały przerdzewiały, ale miał dobry silnik. Nie mogła go zarejestrować ani nie chciała pakować pieniędzy w remont. Przez dwa lata doprowadzałem go do idealnego stanu. A że nigdy za garbusami nie przepadałem, więc go sprzedałem — mówi Królikowski.

Może dlatego, że nie przepada za niemieckimi samochodami, a nasze narodowe uwielbienie dla niemieckich marek tłumaczy syndromem helsińskim.

— To rodzaj uwielbienia ofiary dla kata. Gdy w 1939 r. Niemcy wjechali do drewnianej, krytej słomą Polski na swoim stalowym, benzynowym sprzęcie, myśmy na jego punkcie zwariowali. Uwielbienie wyciśnięte pięścią na czole… A przecież wystarczy rozejrzeć się dokoła. Świat to nie tylko audi, BMW i volkswageny. Choć Niemcy są mistrzami w produkcji samochodów, trzeba im to przyznać — mówi Królikowski.

I zaraz dodaje, że i my w świecie wzornictwa samochodowego nie jesteśmy leszczami, a polscy projektanci pracują choćby w BMW.

Czeskie marzenie

Królikowski żartuje, że prowadzi samochodowy dom starców. Wpierw ten garbus, teraz Zastawa 100 z 1980 r. Też przywrócona do życia. Może zagra kiedyś w filmie? Jednym z niespełnionych marzeń aktora jest model czeskiej Tatry z lat 60., lub Tatraplan. Wystarczy, że o niej wspomni, a przychodzi mu do głowy wierszyk dla dzieci: "Ucz se, wole, bediesz panem, budiesz jezdit Tatraplanem".

Gdy rozmowa schodzi na Skodę, obrusza się na nazywanie jej niemieckim koncernem.

— To nie Skoda jest niemiecka, lecz Volkswagen czeski. To Niemcy od wojny podpatrywali Czechów, a nie odwrotnie. To oni kopiowali, co wymyślili Czesi. Od czasów Habsburgów Czechy słynęły z przemysłu motoryzacyjnego, tam było najwięcej fabryczek, wytwórni samochodów i motocykli, nie w Niemczech. Ferdynand Porsche ściągnął od Czechów pomysł na garbusa, z Tatry V570, Skody Li-dovki i pierwszej Skody 100 — przekonuje Królikowski, który nie tylko lubi Czechów, ale też trochę mówi i pisze po czesku.

Włoszczyzna

Co jeszcze, oprócz "staruszków", stoi w garażu naszego bohatera? Jedno dziecięce marzenie i namiastka drugiego. Czyli Fiat Barchetta i wyścigowa Alfa Romeo.

Fiata kupił na przekór wszystkiemu — łącznie ze zdrowym rozsądkiem. Bo jaki facet, do tego ojciec rodziny, kupiłby dwumiejscowy kabriolet? Chyba tylko podstarzały playboy. Albo?

— Bardzo lubię, jak ktoś mówi, że jakiś samochód nie jest dla faceta. Bo sam wolę zgrabne, szybkie, drobne samochody od wielkich, paliwożernych limuzyn. Z samochodami jest jak z kobietami. Jedni wolą młode, błyskotliwe i kapryśne kochanki od gospodyni, której — choć pożyteczna — miłością się nie darzy. Co z tego, że fiat to ani ekonomiczny, ani prorodzinny samochód, ja zrealizowałem jedno ze swych marzeń — tłumaczy aktor.

Bo drugim od lat była Lancia Delta Integrale. To marzenie zrealizował również, choć połowicznie. Zamiast Lancii kupił Alfę Romeo, głównie dlatego, że jest równie niepozorna i skromna jak Lancia, ale tak samo jak ona — z duszą.

— Alfa Romeo 155 Q4 to jedna z moich fascynacji. Rzadki model. Wyprodukowano tylko 2701 egzemplarzy, jako serię homologacyjną do wyścigów szosowych. Mam dwie, jedną rozbiłem, więc stoi, jako dawca organów. Drugą, po roku poszukiwań, znalazłem w Szwajcarii. Zakochałem się w brzmieniu jej dwulitrowego silnika, 16 zaworów i turbiny — mówi Królikowski.

Mechaniczny bzik

Gdyby nie był aktorem, otworzyłby warsztat samochodowy.

— Moim cichym marzeniem jest podnośnik w garażu i spędzanie pod nim wolnego czasu. Gdyby moja żona się o tym dowiedziała, pewnie by mnie zatłukła. Uwielbiam patrzeć na samochód od spodu, coś poprawiać, sprawdzać, smarować, przeczyszczać. Rewelacja! — entuzjazmuje się Królikowski.

Prezent pod choinkę? Nic nie sugerujemy.

— Zresztą, warsztat jak warsztat, ale fabryka samochodów, to jest marzenie! Polska fabryka produkująca polskie samochody, pod polską marką. Jak sprzedawałem garbusa pewnemu człowiekowi z Bielska Białej, dowiedziałem się, że w fabryce Skody w Mlada Boleslaw aż 75 procent załogi to Polacy. Polacy robią czeskie Skody! Paradoks? Dlaczego ci sami ludzie nie mogliby pracować w polskiej fabryce? Czy produkcja samochodów się nie opłaca? — pyta Królikowski.

Zejdźmy na ziemię. Obok rzędu samochodów stoi, przykryty kołdrą, niepozorny jednoślad. Historia na dwóch kółkach. Skuter Osa — pierwszy motor, który można było kupić bez talonu.

— Kupiłem go kilka lat temu, żeby zaszczepić dzieciom szacunek dla naszej motoryzacji. One widzą wokół same zagraniczne marki i trudno im uwierzyć, że kiedyś w Polsce produkowano samochody i motory. Teraz nawet dzieci moich znajomych wiedzą, że ich stuknięty wujek Królik ma taki skuter Osa, który kiedyś produkowano w Polsce. I choć urodą przypomina lodówkę na kołach, jest w pięknym stanie, błyszczy chromami, pali, buczy i — jak trzeba — jedzie nawet sto na godzinę. Ten polski skuter — mówi z nutką rozrzewnienia Paweł Królikowski.

Ten nietypowy, bo "socjalny", kolekcjoner.

Urodzony w Prima Aprilis

Paweł Królikowski, aktor teatralny, telewizyjny i filmowy

Przyszedł na świat 1 kwietnia 1961 r. w Zduńskiej Woli. Po ukończeniu PWST

we Wrocławiu, w latach 1987-90 występował w Teatrze Studyjnym’83 w Łodzi. Na ekranie zadebiutował w 1983 r. rolą chuligana w filmie dla dzieci "Dzień kolibra". Wystąpił m.in. w filmach: "Ludożerca", "Opowieść Harleya", "Pantarej" i "Niezwykła podróż Baltazara Kobera" Wojciecha Jerzego Hasa. Na szklanym ekranie pojawił się, m.in. w serialach "Samo życie", "Ja wam pokażę!", "Ranczo".