Popyt na TP SA nie uratował GPW przed korektą

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-07-31 00:00

Wtorkowe dane z USA — indeks zaufania konsumentów — były szokująco złe. Analitycy tłumaczą to słabą sytuacją na rynku pracy. Uważają (niesłusznie), że sytuacja się poprawia, a konsumenci o tym nie wiedzą. Konsumenci nie patrzą na dane makro — czują się zagrożeni bezrobociem. Wydawało się, że indeksy ostro zanurkują i na początku rzeczywiście tak było. Potem jednak nastąpił odwrót, a powodem był znowu Saddam Husajn. Byki powinny codziennie modlić się o to, żeby go nie złapano, tyle razy już ratował im bowiem skórę. Na parkiet dotarła informacja, że został pojmany, co natychmiast pobudziło popyt. Rzeczywiście, jak zabije się Saddama Husajna to bezrobocie zniknie, a ludzie rzucą się do sklepów. Kpię, ale co innego można w tej sytuacji zrobić?

Końcówka była spadkowa, ale mogło być jeszcze gorzej. Pomogły również nadzieje na to, że następne dane pokażą ożywienie gospodarcze, a raport o bezrobociu poprawi nastroje konsumentów. To prawda, ale jeśli też będą złe, to przecena będzie bolesna. Widać, że chodzi o następne dane, bo dolar po raporcie Conference Board gwałtownie osłabł tylko po to, żeby się szybko wzmocnić. Rynki nadal wierzą w ożywienie gospodarki w USA. Nawet obligacje taniały. W sumie sesja, mimo spadków indeksów, była neutralna i wszystko jeszcze jest możliwe. Wczoraj wpływ na kierunek indeksów miał z pewnością raport Fed opisujący sytuację w gospodarce amerykańskiej (Beżowa Księga).

W Eurolandzie trwał wczoraj bardzo wakacyjny handel. Wyniki spółek i nadzieje na dobre dane w dalszej części tygodnia z USA pozwalały na dobre zachowanie rynków Eurolandu. Indeksy rosły, co było nieco dziwne. Zachowanie dolara — lekko się wzmacniał — też potwierdzało wiarę w gospodarkę USA. Dzisiaj będzie nerwowo, bo na rynki dotrą wyniki kwartalne ważnych spółek i istotne dane makro. Raporty kwartalne podadzą m.in.: British Airways, Deutsche Bank, Exxon Mobil, Procter & Gamble, Revlon i Walt Disney. Z Eurolandu nadejdą bardzo ważne dane makroekonomiczne. Zapewne tak jak zwykle zostaną zlekceważone, bo dane amerykańskie je przyćmią, ale trzeba je dokładnie analizować. O 8.50 z Francji nadejdzie raport o bezrobociu (prognoza to 9,4 proc.). O 12.00 zostanie opublikowana cała seria danych i wszystkie będą dotyczyły strefy euro w lipcu. Będzie to: inflacja (prognoza 2 proc.), indeks klimatu panującego w biznesie, indeks zaufania biznesu, indeks zaufania konsumentów i indeks ogólnego nastroju gospodarczego. Oczekuje się lekkiej poprawy wszystkich wskaźników. U nas o 16.00 dowiemy się, jaki był deficyt obrotów bieżących. Jak zwykle trzeba patrzeć na eksport i import. Gdyby eksport osłabł, to byłby to zły sygnał dla rynku.

Raporty z USA będą dla inwestorów najważniejsze. O 14.30 — jak zwykle w czwartek — dowiemy się, jaka była ilość nowo rejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu (prognoza to 400 tys.). To dane bardzo ważne, bo przed tygodniem wzbudziły entuzjazm, a jutro są dane o bezrobociu miesięcznym. O tej samej godzinie dowiemy się, jaki jest wstępny odczyt przyrostu PKB w drugim kwartale (prognoza to +1,5 proc.). Lepsze dane mogą wywołać duży optymizm, a gorsze zostaną zlekceważone jako historyczne. Chyba najważniejsze będą dane z 16.00. Wtedy dowiemy się, jak w lipcu rozwijała się gospodarka w rejonie Chicago (PMI — prognoza to wzrost do 53,8 pkt).

Wczoraj rano nasz rynek bez wysiłku wrócił w rejony, w których był przed wtorkowym fixingiem. Optymizm Eurolandu znacznie pomagał w utrzymaniu dobrego nastroju, ale najbardziej chyba poprawiał nastroje duży popyt na TP SA. Nie widziałem jednak dużej aktywności szerokiego rynku, a to musiało doprowadzić do osłabienia, które przerodziło się w spadek indeksów i to mimo wzrostów w Eurolandzie. Popyt na TP SA nie uratował indeksów przed korektą, a kurs spółki zachował się w końcówce bardzo źle. Rynek jest zmęczony wzrostami i tylko wybicie w USA może go powstrzymać przed większą korektą.