Bezmyślna lokalizacja wielu fotoradarów nie jest największym absurdem, którymi władcy polskich dróg zaskakują kierowców. Schyłek zimy to najgorszy w roku okres, w którym po kilku tygodniach mrozów, odwilży, znowu mrozów itd. wszędzie objawiają się tysiące mniejszych i większych dziur.
Według zarządców dróg, najszybszym posunięciem uzdrawiającym sytuację okazuje się… ustawienie okresowego znaku ostrzegawczego A-30 z tabliczką wyjaśniającą, że widoczny z daleka wykrzyknik dotyczy „ubytków w nawierzchni”.
Jeśli ktoś jednak w dziurę wpadnie, uszkodzi auto i zechce sporządzić protokół policyjny, będący podstawą późniejszych roszczeń o odszkodowanie — najpierw... otrzyma mandat.
Według interpretacji policji wpadnięcie jest bowiem oczywistym następstwem niedostosowania prędkości do panujących warunków jazdy. W takim ujęciu na polskich drogach nawet 40km/h to prędkość znacznie za wysoka, stąd wniosek zapisany w tytule.
