Porcelanowa towarzyszka

Monika Witkowska
opublikowano: 2004-11-26 00:00

Z jednym uszkiem lub dwoma, tradycyjnie z porcelany lub nowocześnie, ze szkła czy stali — filiżanka jest nieodłącznym elementem naszej kultury.

Śpiewał o niej Andrzej Sikorowski z krakowskiej grupy Pod Budą. Pisała Halina Poświatowska, porównując dziewczęcą miłość do gorzkiego smaku filiżanki mocnej kawy. Esej o filiżance napisał wybitny krytyk literacki i szekspirolog Jan Kott. A Słowacki pisał tak: „Diana do Fantazego: z uszkami złotemi, ta filiżanka grotesque się należy, Panu hrabiemu...”

Filiżanka — ten wykwintny i arystokratyczny przedmiot zbytku — jest produktem europejskim. I chociaż ta w najlepszym gatunku powinna być z porcelany, a porcelana to wynalazek chiński, na Dalekim Wschodzie nie była znana. A przynajmniej wersja z jednym lub dwoma uszkami. Uszka przydawały się Europejczykom, żeby trzymać filiżankę z gorącym napojem na kolanach, gdyż na suto zastawionych stołach często brakowało na nią miejsca. Inaczej na Dalekim Wschodzie. Tam jedzono posiłki, siedząc lub klęcząc na matach. Do dyspozycji było więcej miejsca, więc można było sobie pozwolić na ustawienie na ziemi nawet kilku miseczek z gorącymi napojami. Zresztą do połowy XVII wieku Europa doskonale obchodziła się bez filiżanki. A to dlatego, że gorące napoje na Starym Kontynencie praktycznie nie były znane.

Piło się głównie wino oraz wodę z cynowych, kamionkowych i metalowych kufli, kubków i dzbanów. To było wygodne, zaś rozpasani biesiadnicy po wypiciu większej ilości wina mogli tłuc metalowymi kubkami o ziemię, bez obawy, że się zbiją.

Porcelana z Europy

Historia filiżanki związana jest z pojawieniem się na rynku europejskim herbaty, na początku traktowanej jak lekarstwo (pito ją z kubków); potem trafiła na salony — a tam do filiżanek. Niewiele później na Starym Kontynencie pojawiły się czekolada i kawa — inne dwa napoje, które aż prosiły się o filiżankę.

Kultura zachowania się przy stole ukształtowała się w XVIII wieku. Wtedy też na stołach masowo pojawiła się wcześniej niedostępna porcelana. Ta importowana z Chin była bowiem droższa nawet od srebra. W Europie powstały jednak pierwsze manufaktury wytwarzające porcelanę: niemieckie, środkowoeuropejskie, rosyjskie i włoskie. Ale nie od razu się tak stało. Europejczycy długo próbowali odkryć sekret wytwarzania masy porcelanowej. We Włoszech i Francji, w epoce renesansu, kiedy panowała moda na eksperymenty alchemiczne, wynaleziono w 1560 roku tak zwaną porcelanę medycejską. Wykwintne przedmioty z porcelany, z namalowanymi ręcznie herbami ozdabiały stoły Francesca Marii de Medici. We Francji zachowało się XVII-wieczne porcelanowe naczynie do musztardy z herbem Asselina de Villeguier, rajcy z Rouen. Takie były początki. Ale prawdziwym przełomem było otwarcie manufaktury porcelany w Miśni pod Dreznem. Jej początki związane są z odkryciem niemieckiego alchemika Jana Fryderyka Boettgera. Ten pupil elektora saskiego, a zarazem króla Polski Augusta Mocnego, chciał uzyskać złoto z innych metali. Przypadkiem wynalazł porcelanę zwaną twardą czy też kaolinową. Miśnieńska fabryka ruszyła w 1710 roku, za kilka lat obchodzić będzie 300-lecie istnienia.

Luksus z uszkiem

Porcelana od początku była przedmiotem luksusowym, drogim, przeznaczonym wyłącznie dla ludzi zamożnych. Serwisy porcelanowe ozdabiane najczęściej herbami i innymi insygniami władzy wykonywano dla najznamienitszych rodów królewskich, arystokratycznych i mieszczańskich w Europie. Do najsłynniejszych należą: serwis stołowy hrabiego Sułkowskiego i serwis łabędzi Heinricha von Brühla. W Ermitażu, w Sankt Petersburgu, można obejrzeć wspaniałą zastawę wykonaną dla Katarzyny II.

Złoty wiek porcelany europejskiej to wiek XVIII. Powstały wtedy manufaktury wytwarzające porcelanę twardą w Niemczech, w Polsce (Ćmielów) i Rosji. Drugą odmianę stanowiła tak zwana porcelana miękka typu francuskiego, wytwarzana w Europie Południowej oraz w kilku manufakturach w Anglii. Brytyjscy specjaliści ze słynnej fabryki w Wedgwood wynaleźli specjalny typ miękkiej porcelany z domieszką popiołu kostnego. Często na talerzach możemy zobaczyć napis: bone.

Wiek XIX przynosi powstanie wielu nowych fabryk wytwarzających porcelanę na skalę przemysłową we Francji, Czechach, Niemczech i we Włoszech. Arystokratycznie brzmiąca nazwa Rosenthal to fabryka produkująca ją na skalę przemysłową. Porcelana stała się przedmiotem powszechniejszego użytku.

Komunizm, wróg filiżanki

Zwyczaju picia czekolady, kawy czy herbaty z porcelanowych filiżanek nie zniszczył nawet komunizm. Nie było w PRL-u „zapisu” na filiżankę, ale wraz z nowym ustrojem zza wschodniej granicy przyszła moda picia w szklankach. Dla wygody ozdabiano je metalowymi koszyczkami, teraz już unikalnymi, poszukiwanymi przez kolekcjonerów staroci na pchlich targach. Bo szklanka z koszyczkiem to już relikt minionej epoki, tak jak w czasach PRL-u reliktem była filiżanka i kryształowa waza.

Po II wojnie porcelanę udało się zastąpić ciężkim i grubym porcelitem, który podczas picia parzył w usta. Był jednak znacznie tańszy i mniej się tłukł. Młodzi Polacy z pewnością nie pamiętają już porcelitowych, powyszczerbianych kubków z barów mlecznych.

Co kraj, to obyczaj

Są narody, które nie splamią się piciem herbaty ze szklanki. Do tego służy wyłącznie filiżanka. Tacy są Anglicy, którzy dopracowali się rytuału picia herbaty z filiżanek i to o konkretnej godzinie — słynne angielskie five o’clock. Mało tego — w Anglii pije się herbatę z mlekiem i śmietanką. Konieczny jest też dzbanek i cukiernica, a w niej cukier w kryształkach. Rosjanie natomiast pogardzili filiżanką. Tam panuje zwyczaj picia herbaty nalewanej z samowarów do szklanek lub pitej z płaskich talerzyków, by szybko traciła ciepło. Cukier obłupany z dużej bryły trzymano w ustach pod policzkiem.

Dziś filiżanka z dobrej porcelany przeżywa renesans. W dobrym stylu jest mieć w domu zastawę z Wedgwood, Rosenthala czy Ćmielowa. Tak podana kawa czy herbata po prostu lepiej smakuje, podobnie jak porcja pysznych truskawek.