Porozumienie będzie 11 maja?

  • Marek Rogalski
opublikowano: 22-04-2015, 11:54

Spekulacje, jakoby Europejski Bank Centralny „pracował” nad poważnym ograniczeniem linii wsparcia (ELA) dla greckich banków zostały nieco ucięte – Benoit Coeure z ECB w wywiadzie dla greckiej Kathimerini przyznał, że ELA będzie funkcjonować do momentu, kiedy zabezpieczenia oferowane przez Greków będą wystarczające.

 Niemniej przedstawiciele ECB jasno nie zdementowali wczorajszych plotek, a amerykański New York Times pisze, że taka opcja wciąż jest rozważana. Sądzę jednak, że może być to tzw. straszak, element presji na Grecję, o czym pisałem wczoraj. Tymczasem na „froncie greckim” zdaje się, że jest ciut lepiej. Wprawdzie na jutrzejszym posiedzeniu Eurogrupy w Rydze przełomu nie będzie, ale być może rozmowy będą już bardziej „ukierunkowane”, podobnie jak po dzisiejszym spotkaniu premiera Tsiprasa z kanclerz Merkel. Pytanie tylko o cenę, jaką będą musieli ponieść Grecy, ale przede wszystkim europejscy pożyczkodawcy (będzie jakaś forma strzyżenia wierzycieli?). Minister finansów Varoufakis przyznał wczoraj, że jest optymistą, co do możliwości osiągnięcia porozumienia w maju – co mogłoby sugerować datę 11 maja, kiedy to ponownie zbiera się Eurogrupa. Dzień później Grecja ma do zapłacenia sporą płatność na rzecz MFW (0,8 mld EUR). Varoufakis dodał jednak, że proces ściągania nadwyżek finansowych z podległych jednostek budżetowych może dać nawet kwotę 2,5 mld EUR bufora w perspektywie do końca maja – pytanie oczywiście na ile te szacunki są wiarygodne (Grecy cały czas próbują „udawać”, że nie stoją pod ścianą, aby nie pogarszać swojej krótkoterminowej pozycji negocjacyjnej). Niemniej o tym, że do jakiejś formy porozumienia z wierzycielami może być bliżej 11 maja, wspomniał dzisiaj dziennikarzom irlandzki minister finansów, który jako członek Eurogrupy bierze udział w rozmowach. Można powiedzieć, że pewien postęp jest. Nie wiemy tylko jakie są tego koszty, o czym pisałem wcześniej.

Delikatne ocieplenie klimatu wokół Grecji – chociaż to temat tasiemiec, który będzie się ciągnął jeszcze przez kilka tygodni – doprowadziło do nieznacznego odbicia się notowań wspólnej waluty w relacjach z innymi. Dzisiaj euro najbardziej  zyskuje w relacji z dolarem, na drugim miejscu jest relacja z jenem. Przeciwny biegun to EUR/AUD (dolar australijski został wsparty przez lepsze dane nt. kwartalnej inflacji CPI, co sprawiło, że prawdopodobieństwo majowej obniżki stóp przez RBA zaczyna zbliżać się do relacji 50-50, a coraz więcej ekonomistów wskazuje na to, że nawet gdyby do cięcia doszło, to w komunikacie być może znajdziemy sugestie, co do możliwej pauzy w kolejnych ruchach – my zwracaliśmy na to uwagę już od kilku dni), a także EUR/NOK.

W przypadku EUR/USD trzeba też zaznaczyć, że dzisiaj w głównych relacjach słabszy jest też dolar. Na wyraźniejszy ruch być może będziemy musieli zaczekać do publikacji istotnych danych makro na początku maja. Niemniej pewien przedsmak być może zobaczymy już jutro – to szacunkowe odczyty PMI dla przemysłu w kwietniu – chociaż na te dane rynek zwyczajowo nie zwraca aż takiej uwagi.

Z technicznego punktu widzenia wczorajszy powrót poniżej złamanego poziomu 1,0712 to dość ważny sygnał w średnioterminowym układzie. Może on sugerować, że dołek w spadkowym impulsie wypadł 13 kwietnia przy 1,0520 i od tego momentu zaczęliśmy budować nowy impuls wzrostowy. W szerszym kontekście byłby on elementem dużej formacji podwójnego dna 1,0461-1,0520. Tak czy inaczej w najbliższej perspektywie ciekawe będzie zachowanie się rynku przy strefie oporu 1,0817-48, która może być testowana najpóźniej jutro w kontekście publikacji wstępnych odczytów PMI ze strefy euro.

Dzisiaj poza euro i dolarem australijskim, ciekawym tematem jest też brytyjski funt. I nie chodzi tu o kwestie zbliżających się wyborów – chociaż badania opinii pokazują, że część wyborców eurosceptycznego UKIP jest skłonna wesprzeć Konserwatystów, co akurat może cieszyć rynki finansowe. Ważniejsze są opublikowane dzisiaj zapiski z ostatniego posiedzenia Banku Anglii pokazały, że członkowie MPC wykluczają możliwość cięcia stóp, gdyż spodziewają się szybszego odbicia inflacji. Zaznaczają jednak, że na razie wzrost płac jest relatywnie słaby, ale wskazują, że oczekiwania inwestorów, co do ścieżki podwyżek stóp są wyjątkowo płaskie. Dla rynku to sygnał dający pole do ponownego dostosowania oczekiwań, zwłaszcza, że wsparciem dla brytyjskiej gospodarki zaczyna być też ożywienie w strefie euro. Nie dziwi, zatem, że funt reaguje wzrostem – widać, że część uczestników rynku może chcieć wykorzystać niepewność polityczną do zwiększenia zaangażowania w tej walucie, oczekując wyraźniejszego ruchu w górę po 7 maja (kiedy to temat polityczny się zakończy). W najbliższym czasie ważne dane dla funta pojawią się jeszcze jutro (sprzedaż detaliczna w marcu), a także w przyszły wtorek (wstępne PKB w I kwartale), oraz piątek 1 maja (kwietniowe PMI dla przemysłu).

Przebieg stóp zwrotu par z funtem za ostatnie godziny pokazuje, że najlepiej zachowują się GBP/USD i GBP/JPY, a najgorzej GBP/AUD i GB/NOK (tu sytuacja analogiczna jak w zestawieniach z euro). Na wykresie tygodniowym GBP/USD widać, że para próbuje odwracać trend. W takim układzie wartym uwagi będzie potencjalne zamkniecie się świecy tygodniowej powyżej poziomu 1,50 (naruszenie styczniowego minimum).

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane