Tishman nie zgadza się z wypowiedzeniem umowy o zarządzanie jedynym hotelem na warszawskim Okęciu. Żąda 10 mln USD odszkodowania.
Trwające od listopada ubiegłego roku negocjacje pomiędzy Port Hotelem, właścicielem stojącego na warszawskim Okęciu hotelu Marriott Courtyard, a zarządzającą nim amerykańską firmą Tishman Hotel Corporation (THC) nie doprowadziły do polubownego rozwiązania sporu. Ostatecznie, w nocy z poniedziałku na wtorek, Port Hotel wypowiedział 20-letnią umowę o zarządzanie obiektem.
— Głównym powodem naszej decyzji było to, że Tishman nie był w stanie udokumentować wielu wydatków oraz lekceważył polskie przepisy dotyczące kategoryzacji hoteli — Witold Ignatowski, prezes spółki Port Hotel, właściciela hotelu, w całości należącej do PPPL.
Tishman ma swoją wersję wydarzeń.
— Hotel nie zdobył czterech gwiazdek, bo Port Hotel nie chciał zgodzić się na lepsze wyposażenie hotelu, a to było warunkiem otrzymania wyższej kategorii. Trudno też mówić o nieprawidłowościach finansowych, skoro zarzutów nie potwierdziła dwukrotna kontrola audytorska — tłumaczy Dennis Mahoney, wiceprezes THC.
Port Hotel jednak o wynikach badania biegłych nic nie wie.
— Tishman Hotel Corporation nie przedstawił nam żadnych dokumentów przedstawiających wnioski z audytu — mówi Witold Ignatowski.
THC żąda teraz 10 mln USD (299 mln zł) odszkodowania.
— Kwota, którą Tishman może ewentualnie uzyskać w ramach odszkodowania, jest i tak o wiele mniejsza niż wartość naszych roszczeń względem THC z tytułu nieudokumentowanych wydatków — podsumowuje prezes Port Hotel.
Obecnie najpilniejszym problemem jest jednak kwestia marki. Hotel miał bowiem działać w ramach sieci Marriott, a warunkiem było zarządzanie przez THC. Niestety, John Litzenberger, biorący z ramienia Marriotta udział w negocjacjach wiceprezes International Hotel Licencing Company, nie chciał skomentować sytuacji. Port Hotel jest jednak dobrej myśli.
— Spodziewam się, że zgodnie z zapisami w umowie z Marriottem, przedstawiciele sieci wystąpią z propozycją przejęcia hotelu w zarządzanie przez własnych specjalistów — mówi Witold Ignatowski.