reportaż Luksusowe mariny, bulwary tętniące życiem, biura i apartamenty z widokiem na Wisłę i Starówkę. Po latach zastoju do Portu Praskiego wróci życie.
Największy niezabudowany teren w centrum Warszawy, niecały kilometr od Starówki i trzy od Pałacu Kultury, wygląda jak podmiejskie slumsy. Zniszczone baraki, śmieci i chaszcze. Elektrim, właściciel terenu, chce zbudować tu eleganckie mieszkania, biura i sklepy. Czy zaniedbane i zapomniane miejsce wreszcie ożyje? Jest szansa. Po raz pierwszy od lat.
W klimacie starej Pragi
— Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, plan zagospodarowania dla Portu Praskiego (na zdjęciu poniżej) będzie gotowy na początku przyszłego roku. To jeden z czterech, które przygotowujemy dla tego rejonu. Jesteśmy w przededniu wysłania go do uzgodnień i przedstawienia miejskiej komisji — mówi Marek Mikos, dyrektor miejskiego biura architektury i planowania przestrzennego Warszawy.
Rozmowa odbywa się na trzynastym piętrze Pałacu Kultury, gdzie toczą się prace nad planem zagospodarowania dla Portu Praskiego. Dyrektor pochyla się nad rozłożoną mapą przedstawiającą wstępną koncepcję. Pod wpływem jego słów przyszłość zaczyna wyglądać zachęcająco. Marek Mikos wierzy, że nowy plan przełamie złą passę tego miejsca.
— W bezpośrednim sąsiedztwie stadionu pojawi się najprawdopodobniej wyższa zabudowa. Będą tam biura i sklepy. W pobliżu kanałów portowych usytuowane zostaną mariny. Chcemy, aby miejsce tętniło życiem, by pojawiła się ogólnodostępna przestrzeń — bulwary, a przy nich budynki mieszkalne, na parterze usługi, restauracje i kafejki. W okolicach ul. Okrzei pojawią się z kolei domy o architekturze zbliżonej do klimatu starej Pragi — opowiada z zapałem dyrektor.
Dotąd Port Praski nie miał szczęścia do inwestycji. Odkąd Elektrim przejął 36-hektarowy teren w rozliczeniu za sfinansowanie części kosztów budowy mostu Świętokrzyskiego, nic się tu nie działo. Mimo że plany były śmiałe, nie doczekały się realizacji.
Na przeszkodzie stał przede wszystkim brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i trudności techniczne. Zdaniem ekspertów, budowanie na terenach zalewowych Wisły wymaga specjalnie wzmacnianych fundamentów, potrzeba też tzw. bramy przeciwpowodziowej, która utrzyma stały poziom wody, co znacznie podnosi koszty. W rezultacie właściciel terenu i kolejne władze stolicy nie podejmowały wiążących decyzji.
Biurowce jak Marriott
Nie przeszkadzało to architektom i urbanistom snuć ambitnych wizji. Planowano tu m.in. stworzenie centrum finansowego na wzór londyńskiego City. Pod koniec lat 90. w prace nad przygotowaniem projektu zabudowy zaangażował się słynny architekt Ricardo Bofill. Z uwagi na podmokły teren Hiszpan chciał wybudować tu wysokościowce na pneumatycznych palach. Niestety, koncepcja była za droga — blisko 2 mld dolarów.
Wieżowce zamierzał tu postawić również architekt Jan Rutkiewicz, który w Porcie Praskim planował utworzenie centrum biznesowo-usługowego. W 2000 roku plan był gotowy, a w październiku 2001 Rada Gminy Warszawa Centrum rozpatrywała protesty i zarzuty wniesione do niego. Z powodu przeciągających się procedur (skargi do NSA) gmina Centrum nie zdążyła uchwalić planu. Ekipa prezydenta Lecha Kaczyńskiego schowała projekt do szuflady.
— Gdyby plan Rutkiewicza z biurowcami wysokości Marriotta został zrealizowany, byłaby to największa, obok Pałacu Kultury i Nauki, ingerencja w krajobraz Warszawy — tłumaczył decyzję naczelny architekt miasta Michał Borowski.
Prace nad planem ruszyły na nowo. Tym razem zaproponowano budynki mieszkalne nie wyższe niż 15 pięter, z handlem i usługami. Kamienice od strony Starej Pragi mają nawiązywać architekturą i wielkością do otoczenia. Szacunkowy koszt inwestycji — od 200 do 300 mln zł.
— Zagospodarowanie Portu Praskiego pozwoli stworzyć nowe śródmieście stolicy i ucywilizować dorzecze Wisły — zapewniał w 2004 r. prezydent Lech Kaczyński i zapowiadał, że zrealizuje inwestycję do końca 2006 r.
Bez komentarza
Szansa, że najatrakcyjniejsza działka w mieście w końcu ożyje, pojawiła się w marcu tego roku. Elektrim złożył do biura architektury i planowania przestrzennego wniosek o wydanie warunków zabudowy dla 10-kondygnacyjnych budynków.
Zaskakująca zmiana, bo dotąd spółka się wahała. Rozważała sprzedaż terenu. Kupnem interesowały się m.in. firmy Neinver oraz Pol-Mot Holding.
Jednak dziś Elektrim swoje plany inwestycyjne trzyma w tajemnicy.
— Czekamy na uchwalenie planu zagospodarowania dla całego terenu. Do tego momentu nie udzielamy komentarzy — ucina Ewa Bojar, rzecznik Elektrimu.
Wiadomo jedynie, że wstępną koncepcję dla Elektrimu przygotowali architekci ze znanej warszawskiej pracowni JEMS.
— Chętnie bym się podzielił informacjami, ale niestety, nie mam na to zgody — mówi architekt Olgierd Jagiełło, współwłaściciel pracowni JEMS.
Jego zdaniem, to wyjątkowe miejsce i najatrakcyjniejszy dziś rejon stolicy.
— Rozciąga się stąd wspaniały widok na Wisłę i Stare Miasto. Można zrobić z tego perełkę lub wszystko zepsuć. Szkoda zmarnować szansę, jaką stwarza to miejsce — martwi się architekt.
Tyłem do Wisły
Przykład londyńskich doków i hamburskiego Hafencity pokazuje, że tereny nadbrzeżne można twórczo zagospodarować. Nie wiadomo jednak, czy władzom stolicy i właścicielowi terenu wystarczy odwagi, aby z tych wzorców skorzystać.
Na razie Warszawa, w przeciwieństwie do innych europejskich miast położonych nad rzekami, odwrócona jest do Wisły tyłem. Dyskusja nad zagospodarowaniem jej brzegów trwa od wielu lat i na razie nic z niej nie wynika. Jedni uważają, że jej brzegi należy pozostawić w stanie nienaruszonym. Drudzy, że powinno się je zagospodarować jak w innych europejskich stolicach, gdzie działki nad rzeką są najatrakcyjniejsze.
Wydaje się, że powoli do głosu dochodzą ci drudzy i ruch w Porcie Praskim wkrótce się zacznie. n
Postmodernista i wizjoner
Monumentalna i rzeźbiarska architektura Ricardo Bofilla imponuje ekspresją. Jego najważniejsze realizacje to m.in.: zespoły mieszkaniowe Xanadu w Calpe (Hiszpania), Valpineda w Sitges (Barcelona), Palacio d’Abraxas i amfiteatr w Marne-la Vallée k. Paryża oraz Teatr Katalonii w Barcelonie.
— Ożywienie prawego brzegu Wisły to wielkie wyzwanie. Trzeba stworzyć nie tylko biura i centra handlowe, ale również miejsca, gdzie koncentrowałoby się życie towarzyskie — mówił w 1998 r. po przyjeździe do Polski.
Chciał, aby Port Praski był miejscem zielonym i czystym. — Jakość środowiska naturalnego jest wielką zaletą dla tych terenów. Aby przyciągnąć tutaj ludzi, należy je dobrze zagospodarować — dodawał.
Dzielnica nad rzeką
Rewitalizacja obszarów nad Tamizą we wschodniej części Londynu to modelowy przykład zagospodarowania terenów portowych. Centralną część tworzą trzy wieżowce. 50-kondygnacyjny Canada Tower jest najwyższym biurowcem w Europie. Są tam też banki, galerie handlowe, budynki administracji i osiedla mieszkaniowe.
Tako rzecze Maciej Niebrzydowski
3,5-5
mld zł
Taki zysk netto z inwestycji mieszkaniowych mógłby, zdaniem Macieja Niebrzydowskiego, który skupuje akcje Elektrimu, przynieść w kilka lat Port Praski.
Nowe miasto w Gdańsku
Warszawa ma Port Praski, a Gdańsk Wyspę Spichrzów. Blisko 30 hektarów położonych na wyspie w sąsiedztwie gdańskiej starówki. W miejscu ruin dawnych spichlerzy w przyszłości powstaną sklepy, biura, hotele i apartamenty. W prace nad zagospodarowaniem wyspy zaangażowało się miasto i firma Gray International. Na jej zlecenie koncepcję zabudowy przygotowuje pracownia architekta Stanisława Fiszera i gdańska pracownia Alter Polis. W wizjach architektów Wyspa Spichrzów jest nowoczesną dzielnicą, w której obok biurowców i budynków mieszkalnych znajdują się hotele, centrum rekreacyjno-sportowe i galerie handlowo-usługowe.
Władze Gdańska zapewniają, że plan nie pozostanie tylko na papierze i na pewno będzie zrealizowany.
