Kolejna — po PKN — spółka znajdzie się pewnie pod poselską lupą. Czy zaszkodzi to jej prywatyzacji? Na dwoje babka wróżyła...
Kilka godzin po wczorajszej publikacji „Rz”, dotyczącej kulis sprzedaży PZU, Krzysztof Janik, szef klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD), zapowiedział w Sejmie, że SLD zgłosi na najbliższym posiedzeniu Sejmu wniosek o powołanie sejmowej komisji śledczej ds. prywatyzacji największego polskiego ubezpieczyciela. Pomysł przypadł do gustu liderom praktycznie wszystkich ugrupowań parlamentarnych.
— Negocjacje nad PZU bardziej przypominały filmowe rozmowy rodziny sycylijskiej z przedstawicielami biznesu niż rządu polskiego. Dlatego uchwała Sejmu o zbadaniu tej sprawy jest potrzebna — oceniał dla PAP Jan Maria Rokita, szef klubu Platformy Obywatelskiej (PO).
Wątpliwości ma jednak Rafał Zagórny, inny poseł PO.
— Dwie komisje w jednym Sejmie? To raczej nie jest możliwe. Tym bardziej że w czerwcu prawdopodobnie odbędą się wybory, więc jaki jest sens powoływania komisji i to w tak poważnej sprawie? — pyta poseł.
Mnożą się jednak kolejne pytania. Czy fakt powstania komisji może utrudnić podpisanie ugody z Eureko (mniejszościowym inwestorem PZU), a w konsekwencji zahamować upublicznienie?
— Komisja po prostu nie będzie mieć takiej mocy sprawczej — twierdzi Marek Suski, poseł Prawa i Sprawiedliwości i członek sejmowej komisji skarbu.
Ale i w tym wypadku zdania są podzielone. Alfred Adamiec, niezależny doradca inwestycyjny, twierdzi, że poślizg jest możliwy.
— Wiele wskazuje na to, że lewica, w rewanżu za Orlen, zahamuje debiut PZU. Ma argument: skarb państwa ma się dobrze, więc nie musi na siłę prywatyzować towarzystwa. Niewykluczone też, że Eureko zrezygnuje z ugody, wychodząc z założenia, że nowy rząd to nowe warunki — twierdzi Alfred Adamiec.
Ten ostatni scenariusz jest jednak mało możliwy, bo ugoda jest już prawie na pewno zawarta. Z politycznego punktu widzenia potrzeba tylko zgody Sejmu.
— Publiczne pranie brudów zawsze kosztuje. Jak dużo? Trudno powiedzieć, ale jeżeli ktoś powiedziałby, że bardzo dużo, to mu przyznałbym rację — podsumowuje Paweł Gieryński z Copernicusa.