Poszkodowani embargiem muszą działać

Eksport: Rząd wesprze przedsiębiorców, którzy ucierpieli z powodu rosyjskich sankcji. A ci nie czekają z założonymi rękami

Władze Polski starają się zapewnić pomoc przedsiębiorcom poszkodowanym rosyjskim embargiem. W Agencji Rynku Rolnego można już składać wnioski o rekompensaty za owoce i warzywa, które nie trafiły do Rosji z powodu embarga. Unia przeznaczyła na ten cel 125 mln EUR, ale do wykorzystania może mieć dodatkowe 400 mln EUR, jeśli zajdzie taka potrzeba. — Ostateczne decyzje dotyczące rekompensat powinny zapaść 30 sierpnia na szczycie przywódców państw UE — poinformował minister rolnictwa Marek Sawicki podczas wczorajszej konferencji.

FOT. Bloomberg
Zobacz więcej

FOT. Bloomberg

Jak pomaga rząd

Ministerstwo Gospodarki (MG) zainicjowało rządowy program aktywizacji polskiego eksportu na alternatywnych rynkach — w siedmiu krajach azjatyckich (Azerbejdżan, Indie, Indonezja, Mongolia, Malezja, Turkmenistan i Wietnam) oraz czterech bałkańskich (Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Macedonia). Obejmuje on organizację konferencji w tych krajach, misji przyjazdowych do Polski potencjalnych kontrahentów, a także kampanię promocyjną „Made in Poland”. Na ten cel przeznaczone zostało 3,2 mln zł. Do tego MG chce rozszerzyć rynki zbytu za pomocą rządowych umów kredytowych w ramach pomocy wiązanej.

W aktywizację nowych kierunków eksportu zaangażowała się także KUKE, która rozważa wprowadzenie preferencyjnych stawek ubezpieczeń na czas embarga na wytypowanych przez rząd rynkach. Podczas wczorajszej konferencji minister gospodarki Janusz Piechociński poinformował także, że Polska zidentyfikowała rynki, na które szybko można przesunąć towary pierwotnie przeznaczone dla Rosji. To kraje arabskie i islamskie.

Ma także powstać zespół roboczy, który zajmie się likwidowaniem barier technicznych, które stanowią utrudnienie dla wychodzenia na nowe rynki polskim firmom. Trzeba jednak pamiętać, że większość tych działań przyniesie efekty w dłuższym terminie.

— Będą kończyć się średnio— i długoterminowymi kontraktami, których nie da się uruchomić z dnia na dzień. Nie jest niestety tak, że na tych wszystkich rynkach kontrahenci czekają na nas z otwartymi ramionami. Do tego cała Unia szuka teraz alternatywnych rynków — zwraca uwagę Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

Jej zdaniem, wsparcie rządu jest niezwykle istotne i z pewnością ułatwi przedsiębiorcom wejście na nowe rynki, ale… konkretnych kontraktów nikt za nich nie załatwi. Dlatego firmy czy organizacje poszkodowane embargiem muszą działać również samodzielnie. — Konieczna jest zwiększona aktywność samych przedsiębiorców w poszukiwaniu kontrahentów na nowych rynkach — podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Walczą od lat

Organizacje zrzeszające przedsiębiorców z branż, które objęło embargo, nie siedzą jednak z założonymi rękami.

— Cały czas poszukujemy nowych rynków zbytu. Nie czekamy tylko na to, co zrobi dla nas rząd i minister, choć robią dużo. Nie wypatrujemy odszkodowań z Unii, tylko działamy. Organizujemy się w większe podmioty, rozpoczynamy współpracę z kilkoma, a nawet kilkunastoma grupami producenckimi, aby sprostać oczekiwaniom i wymaganiom nowych odbiorców z różnych krajów. Poszukujemy odbiorców w odległych krajach, jeżdżąc tam na targi, wystawy czy misje gospodarcze — tłumaczy Zbigniew Chołyk, prezes organizacji producenckiej Stryjno-Sad. Grupa zrzesza 99 sadowników i zajmuje się produkcją wszystkich owoców, łącznie 20 tys. ton, z czego 15 tys. ton to jabłka deserowe.

— Działamy od 16 lat i przez cały czas szukaliśmy innych niż rosyjski kierunków zbytu naszych produktów. Sprzedajemy jabłka m.in. w Skandynawii i innych krajach zachodniej Europy, w północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie. Rosja to tylko 5 proc. naszej sprzedaży — mówi Zbigniew Chołyk.

Jego zdaniem, pomimo tego rosyjskie embargo dotknęło również producentów zrzeszonych w Stryjno-Sadzie, bo jabłka, które nie pojechały do Rosji, stworzyły ogromną nadpodaż na rynku, a w efekcie ceny mocno spadają. Zdaniem Zbigniewa Chołyka, negatywne skutki embarga znacznie złagodziło hasło „Jedz jabłka na złość Putinowi”.

— Od początku tej akcji mieliśmy i mamy bardzo duże zamówienia na rynek krajowy, nawet o 50 proc. większe niż w analogicznym okresie lat poprzednich — tłumaczy Zbigniew Chołyk. Aktywnie działają także inne organizacje. Na przykład Związek Sadowników RP walczy o wycofanie produktów objętych embargiem z rynku.

— Propozycje przetworzenia tych owoców albo rozdania ich za darmo są chybione, ponieważ zaburzą rynek. Na przykład stworzenie koncentratu z 700 tys. ton jabłek, które zostały w kraju, zamiast pojechać do Rosji, zachwiałoby rynkiem koncentratów na ładnych parę lat. Dlatego, naszym zdaniem, najlepiej nadwyżkę owoców zlikwidować. Jedyne rozsądne pomysły z ich wykorzystaniem to rozdawanie w więzieniach, skąd nie trafią na rynek, więc nie zaburzą go, albo przetworzenie w alkohol bezwodny, który może służyć jako składnik paliwa.

Rosja, głowny potentat paliwowy, może się zablokować również w tym zakresie, więc paliwo nam się przyda — twierdzi Tomasz Solis, wiceprezes Związku Sadowników RP. Jego zdaniem, związek od lat tworzy także projekty wspomagające wejście polskich owoców i warzyw na zagraniczne rynki. Ostatni dotyczył zablokowanego dzisiaj Wschodu i sprawdził się doskonale. W następnej kolejności był Daleki Wschód.

— Pracujemy nad projektem od roku i mieliśmy zamiar wchodzić na te rynki stopniowo. Nowego rynku nie zdobywa się niestety z dnia na dzień, to długi proces — mówi Tomasz Solis. Jego zdaniem, związek ma też inne pomysły na pomoc dla poszkodowanych embargiem sadowników, ale na razie czeka na ostateczne decyzje Komisji Europejskiej w tej sprawie. — 125 mln EUR to kropla w morzu. Oczekujemy realnej pomocy, a nie wirtualnej — mówi Tomasz Solis.

Co pomoże

Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej- -Krzysztoszek, rola organizacji i związków branż poszkodowanych embargiem może również polegać na ułatwianiu poznania warunków formalno-prawnych handlu z nowymi rynkami. — Każdy rynek ma swoją specyfikę, dlatego trzeba poznać regulacje obowiązujące w danym kraju, jego kulturę, a także upodobania konsumentów, żeby na przykład nie próbować im sprzedawać słodkich jabłek, jeśli wolą kwaśne — mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Przekonuje, że przygotowanie takich informacji przez jedną organizację oznacza poniesienie jednorazowego kosztu na ich ściągnięcie i przygotowanie, a także oszczędność czasu dla wielu przedsiębiorców, którzy chcą, a nawet powinni, o nowe rynki walczyć na własną rękę. W zmniejszeniu ryzyka ekspansji istotną rolę może odegrać także rząd.

— Powinien udzielać informacji nawet w przypadku największych drobiazgów, o które pytają przedsiębiorcy. Dla nich mogą to być bardzo istotne kwestie — apeluje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. Ważne jest również wsparcie przy weryfikacji partnerów handlowych.

— Wiele unijnych krajów szuka teraz kontrahentów, co może stwarzać dobrą okazję dla nieuczciwych przedsiębiorców — zwraca uwagę główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Przyda się również wsparcie na targach. Trzeba to jednak robić mądrze.

— Sam udział w targach jest zazwyczaj kosztowny, a tylko nieliczne z nich gwarantują obecność wielu potencjalnych kontrahentów. Dlatego bardzo ważne jest wcześniejsze gruntowne zweryfikowanie informacji o targach, na których firma ma zamiar się wystawiać — radzi Paweł Ossowski, business development w G.C.Z.M Zarys, firmie, której w zdobyciu nowych rynków pomogły właśnie targi. Przemysław Skrzydlak, prezes Izo-Bloku, firmy doświadczonej w eksporcie, przekonuje, że należy nie tylko poznać specyfikę danych rynków, ale również dostosować do nich swoje produkty, kanały dystrybucji i promocję. Warto też szukać porad u swoich dostawców.

— Często ich wiedza na temat innych rynków może mieć fundamentalne znaczenie dla opracowania skutecznej strategii wejścia — mówi Przemysław Skrzydlak. Jednak obecnie najważniejsze jest przetrwanie.

— Proces budowania relacji handlowych na nowych rynkach zbytu jest procesem rozciągniętym w czasie i każda firma, która posiadała dużą ekspozycję na rynkach wschodnich, musi zastosować w pierwszej fazie strategię przetrwania, żeby w następnej kolejności móc dokonywać ekspansji i rozwoju na nowych rynkach — uważa Przemysław Skrzydlak.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Poszkodowani embargiem muszą działać