Poszukiwaczka piękna

opublikowano: 30-05-2019, 22:00

Zuzanna Markiewicz, projektantka i kostiumografka, kocha estetykę XIX w. i na co dzień ubiera się w tym stylu. W szafie nie ma ani jednej pary dżinsów, ani jednego T-shirta, ani nawet butów na płaskiej podeszwie. Często myśli, że urodziła się w niewłaściwej epoce.

Mamo, czy ta pani jest księżniczką? — zapytała kiedyś z zachwytem kilkuletnia dziewczynka, widząc Zuzannę Markiewicz. Stylizowany na dziewiętnaste stulecie ubiór projektantki to nie przebranie ani pomysł na wyróżnienie się, lecz decyzja o byciu sobą, budowanie osobowości artystycznej.

Wyświetl galerię [1/10]

Fot. Krzysztof Jarczewski, Anna Adamiak, Janusz Szymański, Michał Matuszak, Hawa

Korzenie

Zuzanna Markiewicz wychowała się w dziewiętnastowiecznym dworze w Pabianicach pod Łodzią, z którym związana jest historia jej rodziny.

— Nasiąkałam estetyką XIX w., opowieściami o tym, jak kiedyś wyglądał świat. Potem doszło do tego zainteresowanie przeszłością, moją tożsamością, literaturą, historią sztuki — także ubiorem jako zjawiskiem kultury, w którym odzwierciedla się duch epoki — wspomina projektantka.

Czerpie z historii to, co jest dla niej ciekawe i wartościowe, ze świadomością minusów minionych czasów, choćby nierówności społecznych czy problemów społeczeństwa klasowego. Ta fascynacja nie ogranicza się tylko do estetyki, lecz obejmuje też badania historyczne, niezbędne przy projektowaniu kostiumów do filmów i spektakli teatralnych.

— Kiedy projekt ma być zgodny z realiami konkretnego okresu, szukam tkanin i dodatków, które pozwolą zachować wierność historyczną. Jako kostiumograf biorę też na siebie pewną odpowiedzialność za budowanie świadomości widzów — tłumaczy Zuzanna Markiewicz.

Korzysta z pracy konsultantów, specjalistów z różnych dziedzin, znawców tajników tradycyjnego rzemiosła. Sięga po literaturę specjalistyczną, w której znajduje opisy, jak szyto gorsety, jak obszywano dziurki, jak wykonywano guziki czy kołnierzyki.

— Praca nad detalami jest bardzo ważna, bo widzowie nie przepuszczają błędów. Działa coraz więcej grup rekonstrukcyjnych skupiających ludzi zafascynowanych daną epoką, dlatego autor kostiumów musi mieć świadomość, że na jego pracę patrzą również specjaliści i osoby o dużej wiedzy — przyznaje kostiumografka.

Przy projektowaniu swoich kolekcji, kostiumów autorskich czy podczas pracy przy sesjach fotograficznych tworzy jednak własną wizję epoki, która ma oparcie w źródłach.

Zaprojektuję wszystko

Zuzanna Markiewicz studiowała równolegle dwa kierunki — projektowanie ubioru w łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych i filozofię — ma tytuł doktora Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego. Wcześniej ukończyła renomowane łódzkie I LO im. Mikołaja Kopernika, w którym obowiązywały mundurki. To było trudne doświadczenie dla kogoś o tak ekscentrycznej osobowości, jednak z perspektywy czasu artystka uważa, że nauczyło ją pokory.

— Człowiek uczy się funkcjonowania w wymiarze społecznym, musi zakładać maski, wchodzić w różne role. Nosząc mundurek, potrafiłam wchodzić w rolę uczennicy zacnego liceum, a po szkole zmieniałam ubranie i znów byłam sobą. Ta umiejętność jest bardzo przydatna w życiu. Pracuję w wielu środowiskach, instytucjach, firmach, teatrach, spotykam się z tak różnymi ludźmi, że konieczność dostosowania się jest nieunikniona. Doświadczenie licealne dało mi elastyczność wchodzenia w różne role bez wyrzekania się siebie — ocenia Zuzanna Markiewicz.

Profesjonalne pokazy mody zaczęła przygotowywać jeszcze jako uczennica liceum, a teatralnerealizacje kostiumowe — dla Stowarzyszenia Teatralnego Badów tworzonego przez aktorów scen warszawskich, łódzkich i niezależnych artystów — na początku studiów. Dziś prowadzi firmę Zuzanna Markiewicz Design. Zajmuje się projektowaniem ubioru, kreowaniem wizerunku, stylizacją, kostiumografią i scenografią. Aranżuje też wnętrza, współpracując z firmą Anbert, która przygotowuje na zamówienie projekty związane z tkaniną (zasłony, firany, kapy, poduszki itd.).

— Jestem w stanie zaprojektować wszystko — od strojów historycznych po współczesne stylizacje. Duża część mojej działalności jest czysto komercyjna. Przygotowuję stylizacje ubioru do reklam, programów telewizyjnych, teledysków, wizerunkowych sesji zdjęciowych, fotografii biznesowych i formalnych. Doradzam w zakresie kreowania wizerunku osób publicznych, artystów, a także odpowiadam za wizerunek np. ambasadorów marek firm, z którymi współpracuję. Nie zawsze są to garnitury lub szalone kreacje sceniczne. Mam też do czynienia ze sportowcami, którzy wymagają zupełnie innego podejścia. Każdy przypadek jest inny i do każdego klienta podchodzę indywidualnie — uważnie słucham oczekiwań, uwzględniam preferencje i buduję estetykę adekwatną zarówno do temperamentu, urody, figury, jak i do okoliczności. Nie funkcjonuję jedynie w świecie ekscentrycznych stylizacji historycznych — zapewnia projektantka.

Ceny? Wykonanie kostiumu historycznego, np. na konkursy tradycyjnego powożenia, to koszt rzędu kilku tysięcy złotych.

Za kulisami

W teatrze jej praca kostiumografa polega na wykonaniu rysunków, doborze tkanin i nadzorowaniu pracowni krawieckiej. W filmie natomiast przygotowuje projekty, które realizują zatrudnieni przez nią wykonawcy, lub stylizuje aktorów, korzystając z gotowych ubrań. Zuzanna Markiewicz uważa, że zawód kostiumografa jest bardzo trudny, zwłaszcza w filmie.

— W teatrze mamy dość dużą przewidywalność i pewne stałe: termin premiery, obsadę, plan i kolejność działań. Pracuje się do premiery, podczas której można usiąść i podziwiać swoje dzieło. Teatr i opera mają własną specyfikę, ale przede wszystkim jest to praca niezwykle satysfakcjonująca, a co więcej — w przyjaznych, ciepłych i suchych warunkach — ocenia Zuzanna Markiewicz.

Plan filmowy natomiast porównuje do… pola bitwy.

— Praca na planie jest walką, wyzwaniem wobec konieczności dostosowania się do miejsca, warunków atmosferycznych, liczby ujęć. Aby czuć ekscytację z tej pracy i radość z przekraczania ograniczeń i problemów, przydaje się mocny charakter. To działanie w stresie i pod presją czasu, ponieważ nikt nie może na nas czekać, zawsze trzeba przewidywać nieprzewidywalne. Ponadto jest to praca dla silnych, ponieważ wiąże się z nieustającym przenoszeniem mnóstwa kostiumów — twierdzi artystka.

Jej zdaniem, w tej branży niezbędna jest także otwartość na zdanie innych. W filmie i w teatrze kostiumograf jest trybem w machinie produkcyjnej. Ważne jest uzgodnienie wizji z koncepcją reżysera i scenografa, a także współpraca z aktorem. Kostium jest częścią budowania postaci, więc ma pomagać aktorowi i z nim współgrać. Najciekawsza pod tym względem jest praca z baletem. Tancerze najszybciej weryfikują kostium, gdyż jest dla nich drugą skórą, nie może ograniczać ruchów i musi dawać przestrzeń do ekspresji.

— Tego chyba nie da się nauczyć. Trzeba umieć łączyć wymiar artystyczny z praktycznym, potrafić działać twórczo, ale też planowo. Moim zadaniem jest zorganizowanie pracy dziesiątkom ludzi. Jeśli tego nie zrobię na czas, produkcja stoi — mówi Zuzanna Markiewicz.

Pragmatyczne podejście do pracy artystycznej widziała w Wielkiej Brytanii, zresztą początkowo chciała studiować w Londynie.

— Student zdobywa bardzo konkretną wiedzę o sposobach przygotowania projektów do produkcji konfekcyjnej, dobierania kolorów tkanin podług wskazań producentów, odpowiedniego przygotowania modelu do potrzeb rynku. Taka edukacja wydawała mi się dość przerażająca — jakby wymiar społeczno-kulturowy ubioru i wolność artystyczna nie istniały. Zdecydowałam się na studia projektowania ubioru w Polsce, gdzie stawiano na rozwój ogólnoplastyczny, budowanie wrażliwości twórczej, jak mi się zdawało. Z pewnością drugie studia, filozoficzne, dały mi szerszą perspektywę myślenia o ubiorze, a do pracy zawodowej przygotowało mnie budowanie własnych doświadczeń. Kończyłam studia, pracując i realizując się zawodowo — podkreśla Zuzanna Markiewicz.

Wybory

Na koncie ma wiele realizacji filmowych, operowych, baletowych i teatralnych. Jest autorką kostiumów m.in. dla Teatru Ateneum w Warszawie („Cesarz”, reż. M. Grabowski), Teatru Powszechnego w Warszawie („Czynny do odwołania”, reż. P. Bikont), Teatru Wielkiego w Łodzi („Rigoletto”, reż. P. Bosisio), Teatru Nowego w Łodzi (m.in. „Wiele demonów”, reż. M. Grabowski, „Fantazja Polska”, reż. M. Wojtyszko), Teatru Muzycznego w Łodzi („Nędznicy”, reż. Z. Macias, „Wielka Księżna Gerolstein”, reż. P. Bikont), do filmu (m.in. „Martin Luther. The idea that changed the Word” Davida Batty, „Pod” Joanny Satanowskiej, „Pierwsze lato końca świata” Nastazji Gonery, „Władcy przygód. Stąd do Oblivio” Tomasza Szafrańskiego). Propozycji kolejnych realizacji nie brakuje.

— Mam szczęście, że wykonuję pracę, którą kocham i mogę realizować ciekawe, intrygujące przedsięwzięcia, które stanowią dla mnie wyzwanie lub w których mogę wyrazić się twórczo — twierdzi kostiumografka.

Wybory nie zawsze są łatwe i nie zawsze dobre.

— Pod koniec pracy w Teatro dell’Opera di Roma dostałam propozycję zostania w teatrze i udziału w realizacji „Traviaty”, którą reżyserowała Sofia Coppola i do której kostiumy projektował Valentino Garavani. Miałam być w zespole produkcji kostiumów. Wielkie przedsięwzięcie z wielkim rozmachem i praca z wielkimi osobowościami. W tym samym czasie dostałam od BBC propozycję przygotowania kostiumów do filmu o Mozarcie. Stanęłam wobec dylematu: film pełnometrażowy realizowany pod własnym nazwiskiem, czy praca z wielkimi nazwiskami, ale w tle. Finalnie zrezygnowałam z pracy w Rzymie, a realizacja filmu została przesunięta. Już nic nie dało się zrobić... W ten sposób pewnie ominęło mnie coś ważnego — wspomina Zuzanna Markiewicz.

Nie ma recepty na sukces. Stawia na pełne zaangażowanie i oddanie pracy. Niezależnie od tego, jakie przedsięwzięcie podejmuje, stara się zrealizować je najlepiej, jak potrafi.

— Albo wykonujesz coś z miłością i całym sobą, albo w ogóle nie warto się tego zadania podejmować. Tylko dzięki zaangażowaniu i efektom swojej pracy można budować pozycję zawodową — twierdzi kostiumografka.

Marzeniem byłaby dla niej współpraca z reżyserami Jane Campion i Paolo Sorrentino (w wymiarze filmowym) i praca w Metropolitan Opera (w wymiarze teatralnym).

— W ich filmach piękno realizuje się na różne sposoby. U Jane Campion każdy kostium jest perfekcyjny, przygotowany z dbałością o każdy detal. Współpraca z taką twórczynią musiałaby być estetyczną rozkoszą. Natomiast podejrzewam, że z Paolo Sorrentino zrozumielibyśmy się na poziomie duchowo-filozoficznym. „Wielkie piękno” to jeden z moich ulubionych filmów — wspaniały dekadencki manifest, który w pełni się zgadza z moją estetyką i wrażliwością — zachwyca się Zuzanna Markiewicz.

Niezwykłe, niespotykane stylizacje, jakie nosi na co dzień, powodują, że czasem spotyka się ze zdziwieniem.

— Odbiór społeczny bywa trudny, jeżeli jest się ekscentrycznym, ale dlaczego rezygnować z siebie w imię bycia statystycznym, szarym człowiekiem? Dlaczego bycie sobą jest postrzegane jako wyraz odwagi? Choć nowoczesność często domaga się umasowienia, to trzeba zadać sobie pytanie, czy warto rezygnować z oryginalności — zastanawia się projektantka.

Chociaż rude włosy i niezwykłe stroje stawiają ją często w centrum uwagi, cieszy się, że jej praca odbywa się za kulisami i za kamerą.

— Za żadne skarby nie chciałabym być aktorką i stawać w świetle reflektorów. Cieszę się, że mogę swoją pracę oceniać z odległości w bezpiecznym cieniu — śmieje się artystka.

Na realizację czeka marzenie o własnej kolekcji. Do tego jednak potrzebny jest czas. Biorąc pod uwagę, ile Zuzanna Markiewicz ma teraz pracy, to marzenie będzie musiało dość długo poczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu