Potraktuj stres jak sojusznika

opublikowano: 29-01-2017, 22:00

Kariera i praca: W życiu nie musi być zawsze łatwo. Zamiast unikać trudnych doświadczeń, lepiej poszukać w nich sensu

Charakter szefa wystawia nasze nerwy na próbę? Nie domknęliśmy kontraktu? Znowu nie wyrabiamy się z planem? Katastrofa?! Bynajmniej. Im więcej stresów, tym dłużej będziemy żyć. Źródłem witalności, energii, zdrowia są wyzwania, problemy, wszystko, co zaprzecza rutynie i nudzie — twierdzi dr Marios Kyriazis, brytyjski gerontolog.

Stres pozwala zorientować się w sytuacji i daje energię do walki z zagrożeniami i przeciwnościami — dodaje odwagi, energii i chęci do działania — wyjaśnia Jacek Rozenek, aktor, prezenter telewizyjny i trener.
Zobacz więcej

DAR NATURY:

Stres pozwala zorientować się w sytuacji i daje energię do walki z zagrożeniami i przeciwnościami — dodaje odwagi, energii i chęci do działania — wyjaśnia Jacek Rozenek, aktor, prezenter telewizyjny i trener. Marek Wiśniewski

Jego rewelacje można by włożyć między bajki, gdyby nie potwierdzili ich inni uczeni. Na przykład psycholodzy z Texas University (USA) dowiedli, że choroby i niespodziewane zgony częściej dotykają ludzi, którzy wiodą monotonne, łatwe i wygodne życie. Wśród pracowników, od których się mało wymaga, ryzyko przedwczesnej śmierci jest o 43 proc. większe niż u działających pod presją.

Bez tremy też źle

Te odkrycia nie są rewelacją dla Jakuba Urbańskiego, coacha, trenera biznesu i wykładowcy Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. W reakcji stresowej widzi dobrodziejstwo, dar od matki natury, niespodziankę, którą sprawiła nam ewolucja. W obliczu zagrożenia — tłumaczy — wydziela się adrenalina, dzięki której przyspiesza oddech, dotlenia się organizm, a przede wszystkim mózg. Krew buzuje w żyłach. W tym czasie do krwi uwalniana jest glukoza, która daje kolejny zastrzyk energii. Wyostrzają nam się zmysły. Stajemy się bardziej uważni i spostrzegawczy.

— Badacze umysłu zaobserwowali, że w stresie jesteśmy w stanie przywrócić w pamięci trudne definicje i sytuacje, co do których wydawało nam się, że już dawno ich nie pamiętamy — wskazuje Jakub Urbański. Za jedne z najbardziej stresujących sytuacji w pracy uważamy przemawianie przed licznym gronem słuchaczy.

Ale trema zżera głównie tych, którzy jej nie akceptują. Ci, dla których lęk jest siłą napędową, radzą sobie z wystąpieniami lepiej. Beyoncé powiedziała kiedyś: „Za każdym razem, kiedy wychodzę na scenę, jestem zdenerwowana. Prawdę mówiąc, ogarnia mnie przerażenie, gdy nie czuję zdenerwowania”. — Towarzyszący wystąpieniom publicznym stres spełnia trzy role. Diagnostyczną — pokazuje, że sytuacja, w której się znaleźliśmy, wymaga większego niż zwykle zaangażowania, koncentracji, wysiłku.

Informacyjną — określa rodzaj i intensywność relacji ze słuchaczami. Wreszcie doładowującą — dodaje odwagi, energii, chęci do działania — wyjaśnia Jacek Rozenek, aktor, prezenter telewizyjny i trener. Wtóruje mu Jakub Urbański, według którego lęk, wzburzenie, emocjonalny dyskomfort na większość ludzi działają bardzo mobilizująco — gdyby nie stres, może oblalibyśmy egzamin, źle wypadli na rozmowie kwalifikacyjnej, przegrali walkę o awans.

— Stres uzdalnia nas do nadzwyczajnych czynów w chwilach, które tego wymagają. Nawet małe dzieci, które jeszcze nie umieją dobrze mówić, przyłapane na czymś, nagle szybko i skomplikowanymi zdaniami potrafią wyjaśnić nam, co się stało i dlaczego one nie są winne — uśmiecha się Jakub Urbański.

Sukces ze złamaną nogą

O tym, że w strachu tkwi wielka siła, doskonale wiedzą aktorzy. — Niekiedy gramy z anginą, 40-stopniową gorączką lub ktoś z nas łamie sobie na scenie nogę. Mimo to nie przerywamy spektaklu. Nie dość tego: energia, która nam się udziela, pozwala zapomnieć o chorobie, bólu, niedyspozycji fizycznej — tłumaczy Jacek Rozenek. To nie znaczy — podkreśla — że aktorzy urodzili się z takimi predyspozycjami.

Szkoły teatralne i filmowe uczą ich zarządzaniaenergią. Podobnie jest w pracy i biznesie — umiejętność kontrolowania stresu przychodzi wraz z doświadczeniem, praktyką i ćwiczeniami. Tak naprawdę w trudnych momentach wychodzi, kim naprawdę jesteśmy. Jednych lęk paraliżuje, inni rozkwitają, gdy wszystko wali się im na głowę — to natomiast pogląd Aleksandry Potrykus-Winczy, dyrektor regionalnej firmy Mood w Polsce i krajach bałtyckich. Choć — zaznacza — daleka jest od twierdzenia, że każda przeciwność losu uszlachetnia wszystkich.

— Spójrzmy prawdzie w oczy: zbyt dużo kłopotów, porażek i napięć może nas przyprzeć do ziemi. Pewna dawka odpowiedzialności, napięć, presji jest jednak konieczna, by człowiek trzymał się w pionie. Gdy znikną troski, przestaniemy się rozwijać — twierdzi Aleksandra Potrykus-Wincza.

Jej menedżment z Londynu i Nowego Jorku nie wypytuje co miesiąc o wyniki. Raz na kwartał dzwoni do dyrektorów regionalnych z pytaniem, co słychać. I tylko raz w roku trzeba przedstawić zarządowi raporty z twardymi liczbami, które są podstawą do oceny jej efektywności menedżera, co oznacza przedłużenie lub zakończenie współpracy.

— Tak rzadko rozliczam się z wyników przed centralą, że mogłoby to uśpić moją czujność i ostudzić zapał. Nic z tych rzeczy.Stres przypomina mi o obowiązkach, terminach. Bez takiej stymulacji łatwiej byłoby mi odłożyć ważne zadania na później — przyznaje Aleksandra Potrykus-Wincza.

Kwestia nastawienia

„Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” — lubi powtarzać amerykańska psycholog Kelly McGonigal. Przekonuje, że stres nie zasłużył na złą reputację. Jej zdaniem, nadmierna troska o święty spokój, dobre samopoczucie i wewnętrzna równowaga przynosi skutki odwrotne do zamierzonych — zamienia nas w wiecznych panikarzy, osłabia umysł i ciało.

Tylko wychodzenie przeciwnościom naprzeciw sprawia, że zyskujemy optymizm. W swojej książce „Siła stresu” ekspertka przytacza badanie, które przez ponad cztery lata przeprowadzał jej kolega po fachu prof. Mark Seery. Chciał się dowiedzieć, czy — zgodnie z powszechnym przekonaniem — traumatyczne wydarzenia zawsze zwiększają ryzyko depresji, lęku i chorób. By to sprawdzić, opracował listę 37 przykrych doświadczeń — od śmierci partnera, przez domową przemoc, rozwód i kłopoty finansowe, po katastrofy naturalne (np. powódź).

Każdy z ponad 2 tys. ankietowanych mógł podać więcej niż jeden przykład z każdego rodzaju negatywnych przeżyć. Średnio wskazywano osiem pozycji. 8 proc. respondentów stwierdziło, że ich udziałem nie było żadne z podanych zajść, a największa liczba przykładów wyniosła 71. Prof. Seery sprawdził, czy liczba podanych traum koreluje z samopoczuciem badanych w ciągu czterech lat trwania eksperymentu. Intuicja podpowiadała, że im więcej nieszczęść, tym gorszy stan psychiczny i emocjonalny badanego.

Naukowiec zauważył tymczasem, że wyniki tworzą krzywą w kształcie litery U, przy czym pośrodku znajdują się ludzie, którym wiedzie się najlepiej. Osoby, które los doświadczał umiarkowanie, były najmniej narażone na załamania nerwowe, cieszyły się dobrym zdrowiem i czerpały większą radość z życia. Natomiast ci, którzy znaleźli się na przeciwnym biegunie — o największym lub najmniejszym natężeniu przeciwności — czuli się bardziej przygnębieni i częściej chorowali.

„Chociaż wielu ludzi idealizuje beztroskie życie, ci, którzy faktycznie mają mniej stresów, są zarazem mniej szczęśliwi albo mają słabsze zdrowie w porównaniu z tymi, których doświadczył los” — komentuje Kelly McGonigal.

To nie znaczy, że stres nie zbiera swojego śmiertelnego żniwa. Jednak rzadko dotyczy to tych, którzy widzą w nim warunek niezbędny do rozwoju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu