Bank Pocztowy wymaga ogromnego wsparcia, ale jeszcze o tym nie wie. PKO BP, mniejszościowy inwestor, też nie.
Poczta Polska (PP), która w wakacje miała szansę stać się jedynym właścicielem Banku Pocztowego (BP), nie bez powodu z tego zrezygnowała. A przysługiwało jej prawo pierwokupu akcji, ponieważ Prokom Investment, który posiadał 25 proc. plus jedną akcję banku, postanowił wycofać się z inwestycji.
— Kontrolowanie banku wiąże się z wieloma obowiązkami, przede wszystkim z zapewnieniem mu rozwoju i podnoszeniem jego konkurencyjności. To niestety kosztuje. Środki na te cele nie zostały uwzględnione w naszej strategii na najbliższe lata. Nie posiadamy także know-how, a dzięki zmianie właściciela z biernego Prokomu na PKO BP, który jest silną firmą, możemy stworzyć i sprzedawać bardziej konkurencyjne produkty — tłumaczy Tadeusz Bartkowiak, dyrektor generalny PP.
Kosztowna strategia
To rozwiązanie ułatwi PP realizację strategii, która zakłada, że docelowo jedna trzecia przychodów ma pochodzić z usług finansowych.
— Współpraca pozwoli wprowadzić wiele nowych produktów. To może zwiększyć obroty nawet o 50 proc. Korzyści dla PP wynikną z prowizji z tytułu świadczonych usług, zwrotu zainwestowanego kapitału i pozwolą obronić, a nawet tworzyć miejsca pracy. Z pewnością na tym nie stracimy, możemy jedynie zyskać — mówi dyrektor.
Realizacja tego zadania nie będzie łatwa. Akcjonariusze muszą potrząsnąć sakiewką.
— Na zapewnienie rozwoju potrzebne jest jednak ponad 500 mln zł. Trudno teraz mówić, kto i ile będzie musiał wyłożyć. Najpierw obaj właściciele muszą omówić i uzgodnić strategię. Jedno jest pewne, aby zapewnić właściwy rozwój BP, konieczne jest jego dokapitalizowanie. Wielkość kapitału zależna będzie od sytuacji na rynku, atrakcyjności produktów oraz poziomu i jakości obsługi naszych klientów — zapewnia Tadeusz Bartkowiak.
Wiele wskazuje na to, że Poczta Polska jako większościowy właściciel Banku Pocztowego samodzielnie doszła do wniosku, że jest mu potrzebne dokapitalizowanie. Z pewnością w te plany nie została wtajemniczona spółka zależna.
— Dokapitalizowanie nie jest nam na razie potrzebne — mówi Michał Jedryka, rzecznik BP.
Po trzech kwartałach BP miał współczynnik wypłacalności na poziomie ponad 18 proc., czyli ponad dwukrotnie wyższym od wymaganego przez Komisję Nadzoru Bankowego. Wszystko wskazuje więc na to, że przynajmniej na razie ma on kapitał na realizację przyjętej wiosną tego roku trzyletniej strategii. Bank zamierza koncentrować się na obsłudze masowych płatności, liczy też na przejęcie obsługi części funduszy unijnych. Do oferowania prostych produktów finansowych chciał też zatrudnić listonoszy. 5 tys. z nich zostało już przeszkolonych.
— Jeśli wszystko się powiedzie, w przyszłym roku możemy potrzebować 30 mln zł na rozwój — mówił w kwietniu Andrzej Szukalski, prezes Banku Pocztowego.
Na razie jednak nie chce ujawnić, co bankowi udało się już zrealizować z założonej strategii, ponad to, że na koniec września jego zysk netto wyniósł 15,7 mln zł wobec 10 mln zł zaplanowanych na cały rok.
Zaskoczony akcjonariusz
O potrzebie potrząśnięcia sakiewką nie wie także PKO BP.
— Nie komentujemy doniesień prasowych. Prowadzimy rozmowy z Pocztą Polską na temat wspólnego rozwoju banku — mówi Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP.
Jak udało nam się ustalić, zarząd PKO BP w ubiegłym tygodniu nic jeszcze nie wiedział o konieczności dokapitalizowania BP przynajmniej 500 mln zł.
Możliwe, że w finansowaniu rozwoju pomoże nowy akcjonariusz.
— PP nie planowała aż tak znaczących kwot na dokapitalizowanie banku, więc być może w przyszłości będziemy musieli zastanowić się nad strukturą jego akcjonariatu. Są różne źródła finansowania. Możliwe jest dokapitalizowanie, sprzedaż akcji na wolnym rynku itp. — podsumowuje Tadeusz Bartkowiak