Potrzeba bardziej czystych kryteriów

Andrzej Nierychło
opublikowano: 2006-02-13 00:00

Karuzela kadrowa się rozkręca. Zawarcie wiadomego paktu wilka z owcami nadało jej nawet większy impet — owieczki trzeba podtuczyć przed konsumpcją. Wprawdzie w pierwszym podejściu nie udało się ukształtować słusznych władz KGHM, ale to wypadek przy pracy. Pewnie za tydzień-dwa będzie po sprawie. Masowa wymiana rad nadzorczych i zarządów w spółkach skarbu państwa, a za chwilę też w agendach okołorządowych, jak zwykle jest mało finezyjna i odbywa się pod znoszonym hasłem zamieniania złych ludzi na dobrych. I tylko przez przypadek ci źli to są tamci, a ci dobrzy, to nasi. Nawet jeśli owi nasi nie znali dotąd osobiście premiera ani Wielkiego Brata, to nie szkodzi. Będą dobrze wiedzieli, komu mają być wdzięczni.

Starym tamtym, którzy słyszą, że są źli z definicji, puszczają niekiedy nerwy, przez co robią głupstwa — chodzą do dziwnych telewizji i składają nierozsądne deklaracje. Ale czy nie mają prawa czuć się wytrąceni z równowagi, gdy nie ma mowy o rzetelnym rozliczeniu dorobku, zestawieniu plusów i minusów, a nawet o pewnej elegancji i kulturze w postępowaniu?

Nikt nie odmawia nowej władzy prawa do przeglądu kadr, zwłaszcza że poprzednicy też święci nie byli. Prezydent Kaczyński słusznie powołał się na zasadę „ufaj, lecz kontroluj”. Ale naiwna jest wiara, że raz powymieniamy złych i odtąd już raz na zawsze będzie dobrze. Na razie mamy tylko kolejną odsłonę starego spektaklu — tamci won, nasze na wierzchu.

Napoleon powiedziałby — to gorzej niż zbrodnia, to błąd.