Potrzeba ponad 400 maszyn za 27 mld USD

Dorota Gąsowska
opublikowano: 2005-03-03 00:00

Europa Środkowa, w tym Polska, będzie w ciągu najbliższych kilkunastu lat łakomym kąskiem zarówno dla linii lotniczych, jak i dla producentów samolotów.

Airbus przygotował prognozę globalnego rynku lotniczego. Przy jej opracowaniu uwzględniono 309 linii lotniczych oraz 131 przewoźników towarowych. Według prognozy, flota 16 krajów Europy Środkowej w ciągu najbliższych lat ulegnie potrojeniu. W 2023 r. rynek ten będzie potrzebował 435 samolotów, z czego tylko 12 samolotów to te latające obecnie. Wartość pozostałych 423 maszyn osiągnie poziom 27 mld USD.

Europa, Polska i inni

Airbus przewiduje, że ruch lotniczy w centralnej części kontynentu będzie rósł szybciej niż w innych częściach świata. Tempo wzrostu w Europie Środkowej wyniesie w tym czasie 6,4 proc. rocznie, podczas gdy na świecie wskaźnik ten wyniesie 5,3 proc. Przy takim rozwoju transportu powietrznego liczba osób podróżujących samolotami ulegnie ponad dwukrotnemu wzrostowi w ciągu najbliższych 15 lat. Środkową część naszego kontynentu zamieszkuje 2,1 proc. ludności świata. W 16 państwach Europy Środkowej działa 29 linii lotniczych, które dysponują ponad 160 samolotami.

Ponadto raport zawiera tezę, iż ruch pasażerski w Polsce będzie przybierał na intensywności szybciej niż w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej. Ogromny potencjał rynku polskiego i europejskiego potwierdzają przedstawiciele linii lotniczych.

— Rynek w tej części świata jest dla nas bardzo ważny. Obok Indii i Chin, region Europy Środkowej i Wschodniej uważamy za strategiczny. Bowiem tutaj są i nadal będą generowane najwyższe wzrosty. W 2004 r. wzrost liczby pasażerów Lufthansy w naszym regionie wyniósł 15,5 proc. Z tego względu intensywnie rozwijamy siatkę połączeń. Tylko w Polsce do 2008 r. chcemy obsługiwać przynajmniej osiem portów lotniczych — mówi Marek Kuchta, p.o. dyrektora przedstawicielstwa Lufthansy w Polsce.

Rynek na pół

Większość rynku dzielą między siebie dwaj producenci samolotów: amerykański Boeing i europejski Airbus, w którym 80 proc. udziałów ma EADS, a 20 proc. BAE Systems. Według raportu, z 647 samolotów zamówionych u obu producentów w 2004 r., 370 zamówień trafiło do Airbusa (57 proc.), a do jego konkurenta 277 (43 proc.). Spośród 605 maszyn dostarczonych w ubiegłym roku, 320 dostarczył Airbus (53 proc.), a 285 Boeing (47 proc.). Europejski producent wskazuje również, że w 1995 r. Boeing miał 82 proc. udziałów w rynku, a Airbus jedynie 18 proc. W 2004 r. proporcje te wyglądały zupełnie inaczej: Europejczycy zajęli 57 proc. rynku, a Amerykanie 43 proc.

W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie rynku, linie lotnicze muszą inwestować w swoją flotę: część używanych dotąd samolotów wymienić i sporo dokupić.

— Obserwując ostatnie lata na rynku ruchu lotniczego w Europie Środkowej przewidujemy dalszy wzrost na poziomie 7 proc. rocznie. Rozwój rynku to szersza sieć połączeń i większa liczba pasażerów. Ma to swoje przełożenie na konieczność podejmowania nowych inwestycji, w tym także rozbudowy floty lotniczej — mówi Soeren Olsen, dyrektor generalny Austrian Airlines na Polskę.

Według Airbusa, rozwiązaniem dla tak szybko rozwijającego się rynku lotniczego jest stosowanie dużych samolotów, w tym najmłodszego dziecka producenta — A380. Do tej pory Airbus zebrał 154 zamówienia tę maszynę od 15 linii lotniczych. Boeing w odpowiedzi prezentuje swoje najnowsze dzieło — maszynę Dreamliner 787.