Nowy szef giełdy zaczyna odkrywać karty. Kluczem do rozwoju ma być przyciągnięcie spółek prywatnych i zagranicznych.
Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych, który w czerwcu zastąpił Wiesława Rozłuckiego, zapowiedział, że warszawski parkiet powalczy o prymat w Europie Środkowej i Wschodniej. Chce skupić się na przyciągnięciu nowych spółek, a nie na integracji z regionalnymi konkurentami.
— Zasoby giełdy trzeba budować na całej gospodarce. Prywatyzacja jest w fazie końcowej. Nie ma już tak wielu firm przyciągających uwagę inwestorów, które nadają się do prywatyzacji, choć oczywiście nie skreślam ich. To źródło jednak powoli wysycha — uważa Ludwik Sobolewski.
Nowym kierunkiem w pozyskiwaniu debiutantów ma być Ukraina.
— Ukraina jest świetnym miejscem do eksploracji. To wstyd, że spółki ukraińskie są notowane w Londynie, a żadnej nie ma w Warszawie — mówi Ludwik Sobolewski.
Obecnie na warszawskim parkiecie jest notowane 260 spółek, w tym sześć zagranicznych.
Nowy sternik giełdy liczy, że międzynarodowa ekspansja umożliwi GPW zacieśnienie współpracy z brokerami.
— Musimy blisko pracować z biurami maklerskimi. Brokerzy to nie są klienci giełdy. To przedłużenie naszej działalności — dodaje prezes GPW.
Szef giełdy nie zapomina także o jej celach strategicznych. Chce do 2010 r. zwiększyć relację wartości rynkowej polskich giełdowych firm do produktu krajowego brutto do 50 proc. z obecnych 32 proc.
— Kluczowym zadaniem jest zdecydowane poprawienie parametrów obrotu. Ważne są też dobry wizerunek i reputacja, aktywny marketing oraz aktywna akwizycja. Giełda musi ruszyć w teren — podkreśla szef giełdy.
Ludwik Sobolewski uważa, że jednym z głównych atutów naszego rynku, w przeciwieństwie do wielu giełd regionu, jest silna reprezentacja krajowych inwestorów finansowych. Aktywa funduszy inwestycyjnych i emerytalnych sięgają 175 mld zł i cały czas rosną.