Potrzebuję władzy

Małgorzata Nocuń, Andrzej Brzeziecki
opublikowano: 06-10-2006, 00:00

Do polityki trafiła ze świata biznesu. Zrozumiała wtedy, że nie wystarczy bić się o swoje. Trzeba zmienić reguły gry.

— Ona nie krzyczy. Gdy jest zła, mówi cicho, stanowczo i wyraźnie. Głos ma wtedy taki przenikliwy. I to jest gorsze, niżby darła się na nas i rzucała krzesłami — mówi Aleksiej Kowżun, doradca Tymoszenko.

— Tworzy polityczną sektę. Na obrady parlamentu każe się swoim deputowanym przebierać w białe ciuszki z czerwonym serduszkiem i oni to robią — dodaje Wachtang Kipiani, szef ukraińskiego tygodnika opinii „Focus”.

— Ukraina bez niej byłaby czymś między Rosją a Białorusią. Wiktorowi Juszczence historia dała szansę, ale ją zaprzepaścił. Tymoszenko swej nie zmarnuje — uważa Wołodymyr Połochało, ukraiński politolog i deputowany Bloku Julii Tymoszenko.

Czy Tymoszenko wykorzysta szansę? Nie wiadomo. Wiadomo, że walczy do końca. Do zdobycia — w polityce — została jej tylko prezydentura. W 2009 r. władza prezydenta będzie mocno ograniczona. Pytanie więc, czy Tymoszenko chce władzy czy splendoru? Na razie rządzi, ale gabinetem cieni. Mimo to na liście stu najbardziej wpływowych ludzi Ukrainy tygodnika „Korrespondent” zajmuje trzecie miejsce. Ma dopiero 45 lat i wiele przed sobą.

Gra w dupki

O jej dzieciństwie w Dniepropietrowsku wiadomo mało. We wspomnieniach znajomych każdy detal przepowiada karierę i świadczy o przywódczych zdolnościach. Sama Tymoszenko o dzieciństwie mówi niewiele. Może wstydzi się biedy, z której wyrosła, a może nie ma co wspominać: typowe dzieciństwo w wielkim, szarym mieście. Wychowywała ją samotnie matka. Mieszkały w „chruszczowce”. Bloki te straszą do dziś na postsowieckim terytorium. Nawet nasz „późny Gomułka” przy nich to luksus.

Kowżun: — Kiedyś wzięła do ręki „doktorską kiełbasę”. To jedna z najtańszych wędlin. Relikt ZSRR. Popatrzyłem na nią zdziwiony. A ona powąchała kiełbasę i powiedziała: spróbuj, jaka pyszna. Widać przypomina jej dzieciństwo.

Podobno od lalek wolała futbol. Nie wykręcała się, gdy grano w „dupki” — przegrani ustawiali się plecami, a zwycięzcy strzelali im piłką w zadki.

W sporcie Julia miała dostrzec szansę. Zanosiło się na niezłą lekkoatletyczną karierę, ale poważny wypadek przekreślił plany. Dziewczyna wzięła się do nauki. Była jedną z lepszych studentek ekonomii na dniepropietrowskim uniwersytecie. Potem zdobyła tytuł doktora.

Erotyk za rubla

Miasto młodości Julii różniło się od innych na Ukrainie. Tu były potężne, podlegające Moskwie zakłady zbrojeniowe, stąd pochodził Breżniew. Dla tutejszego klanu Kijów był prowincją. Już za niepodległości, Dniepropietrowsk miał swojego prezydenta i kilku premierów. Dominacja załamała się dopiero po wewnętrznych walkach, inwazji donieckich, a wreszcie pomarańczowej rewolucji.

Ale na razie nic tego nie zapowiada. Nie ma jeszcze Ukrainy, nie ma nawet pierestrojki. Za to Julia w wieku dziewiętnastu lat wychodzi za Ołeksandra Tymoszenko. Jej teść to wpływowy człowiek. Dzięki niemu młoda para szybko dostaje mieszkanie: całe 30 metrów kw.

Czy wierzyła w socjalizm? W partii nie była, ale raczej dlatego, że z jej wykształceniem psułaby statystykę fabrycznej komórki. Za to gdy Gorbaczow stworzył możliwości dla przedsiębiorczych i pomysłowych, Tymoszenko nie próżnowała. Koniec ZSRR to czas romantyczny i brutalny. Za zgodą partii bezideowe struktury Komsomołu tworzyły tzw. kooperatywy. Wyciągały od państwa olbrzymie sumy, w kredytach, w towarze, w czymkolwiek i przerabiały je na twardą walutę.

Gdy w Moskwie obracano już milionami dolarów, w Dniepropietrowsku Tymoszenko przy wsparciu teścia otworzyła wart kilka tysięcy wideosalon. Biznes ułatwia Komsomoł, udostępniając lokale na wypożyczalnie. Julia zacierała ręce i liczyła pierwsze pieniądze, o jakich w instytucie mogłaby tylko śnić. Wygłodzona publika płaciła za zakazany do niedawna owoc. Popularnością cieszyły się — ścigane wcześniej — erotyki „Emanuelle” i szwarce: filmy ze Schwarzeneggerem.

Opiekun

Wideo to dopiero przygrywka. Znajomi z Komsomołu byli już elitą nowego państwa. Jeden z nich, Paweł Łazarenko, został gubernatorem Dniepropietrowska. Sprawił, że Tymoszenkowie, którzy zarejestrowali firmę na Cyprze, zaopatrywali w paliwa państwowe przedsiębiorstwa rolne. Prowizji możemy się tylko domyślać.

Tak powstają Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy. W 1995 r. w Londynie zostaje zarejestrowana firma United Energy Systems Ltd., która inwestuje na Zachodzie pieniądze zarabiane w kraju.

Ambitna dziewczyna w biznesie czuła się jak ryba w wodzie. Ukraina ma rurociągi, a Rosja gaz. I gdy jedno z drugim się złączy, spływają miliony. Firma zawierała kontrakty z Gazpromem, robiła interesy z Jurijem Łużkowem. W zamian ufundowała mozaikę na stacji metra w Moskwie. Choć pewnie mieszkańcy woleliby zobaczyć pieniądze, które ich mer i Tymoszenko zbili na handlu gazem przeznaczonym dla miasta. Prasa nazywała ją Gazową Julią.

Kipiani: — Tak się robiło kasę. Tymoszenko to dziecko swoich czasów. Jeśli więc obwiniać ją, to razem z całą ukraińską elitą.

Na postradzieckim terenie interesy robiło się też z bronią w ręku. Strzelano już nie piłką w tyłek, ale z pistoletu w głowę. Tymoszenko przetrwała te czasy.

— Bo mordowano ludzi numer jeden w klanie. Taką osobą był Łazarenko i do niego strzelano. Wyeliminowanie Tymoszenko nikomu nie było potrzebne — tłumaczy Kipiani.

I wreszcie: Tymoszenko zawierała kontrakty z rosyjską armią na dostawy materiałów budowlanych. Armia spłacała faktury, ale dostarczonych materiałów, zdaje się, nie starczyłoby na jedną wojskową latrynę. I właśnie to stało się powodem rosyjskiego śledztwa. Zarzut: przekupienie generałów. Poleciały głowy wojskowych, ale gdy oskarżono Tymoszenko, ta była już w opozycji wobec Kuczmy i zarzuty uznano za polityczne.

Kipiani: — Chciałem zrobić o tym program telewizyjny. Jej przyjaciele, adwokaci i, co dziwne, wrogowie, nawet prokuratura milczeli jak zaklęci.

Gdy Łazarenko został premierem, Tymoszenko — partnerem rządu w dostawach gazu.

— W tym kontekście często pada słowo „kradzież”. Problem w tym, że to przepisy były mętne — mówi Kipiani. — Tak, ona żerowała na kasie państwa, ale za zgodą rządu.

U boku Łazarenki Tymoszenko weszła do polityki. Została deputowaną należącej do premiera partii Hromada. To już ostatnie chwile świetności jej patrona. Wyeliminowali go wchodzący do gry donieccy z Rinatem Achmetowem i Wiktorem Janukowyczem na czele. Łazarenko blokował ich ekspansję, ale Kuczma szukał porozumienia z wpływową na wschodzie kraju grupą. W 1997 r. prokuratura wszczęła śledztwo przeciw Łazarence. Tymoszenko — dając samolot — umożliwiła mu ucieczkę z kraju. Jednocześnie odcięła się od niego. Przejęła partię, a czując oddech prokuratury na plecach, zerwała z biznesem. Bywała na rozmowach u Kuczmy.

Łazarenko z aresztu w USA oskarżył ją o zdradę. I kradzież. Plotka głosi, że miała dostęp do miliardowych kont Łazarenki. Z nich sfinansowała polityczną działalność.

Kipiani: — Oficjalnie Tymoszenko nie ma już żadnego biznesu, a stać ją na luksusowe życie, własną partię i kampanie wyborcze.

W gabinecie, w opozycji

Wchodząc do polityki, porzuciła nowobogacki blichtr, skórzane mini i złotą biżuterię.

Kowżun: — Wyrabiała się. Wiele zależy od wzorców i gdy pobyła na Zachodzie, zrozumiała, że można ubrać się inaczej.

W 1999 r. weszła do reformatorskiego rządu Juszczenki. Odpowiadała za energetykę. Dzięki niej rząd mógł pochwalić się niezłym budżetem. Tymoszenko ucięła korpupcjogenne rozliczenia barterowe w sferze energetyczno-paliwowej i nadepnęła na odcisk tym, którzy jej śladem zbijali fortuny. Media tytułują ją „Żelazną Julią”.

Prokuratura „przypomina” sobie o stratach, jakie w wyniku gazowych kontraktów poniosła państwowa kasa. Mąż Tymoszenko trafił do więzienia, Julię Kuczma zdymisjonował za zgodą Juszczenki. Była wicepremier nosiła przy sobie szczoteczkę do zębów i bieliznę na zmianę. Wreszcie, w styczniu 2001 r. wylądowała w areszcie. Próbowano ją złamać. Podobno Kuczma interesował się, czy w celi jest wystarczająco dużo karaluchów.

Kipiani: — Bez przesady. W każdym ukraińskim więzieniu jest brudno, śmierdzi i panoszy się robactwo.

Tak czy siak, Tymoszenko zyskała dysydencką legendę. Wybaczone zostają jej biznesowe grzechy, zwłaszcza jeśli okradała znienawidzonych kacapów z Moskwy. Wyszła na wolność po kilku tygodniach. Wychudzona i schorowana. Gdy zabierało ją pogotowie, powiedziała dziennikarzom, że będzie walczyć o Ukrainę, a ci porównają ją do Joanny d’Arc.

Kowżun: — Kazała nam kupić owoce i słodycze. Przynieśliśmy zakupy, a ona poprosiła kogoś, by nic nie mówiąc, rozdał je pacjentom, których nikt nie odwiedzał. Urzekło mnie, że nie chciała, by chore babulki całowały ją po rękach. Przestałem na nią patrzeć jak na projekt reklamowy.

Kowżun od 2000 r. odpowiada za wizerunek Lady Ju.

— Początki były makabryczne — wspomina — nie mieliśmy się jak bronić.

Bo to dziwne, ale Tymoszenko, która pierwsze pieniądze zarobiła na filmach wideo, nie zadbała o media. Eksperymentowała z telewizją, ale nieudolnie. W rezultacie poza jedną gazetą, nie ma swoich środków przekazu. Inni oligarchowie byli bardziej zapobiegawczy.

Kowżun: — Z braku laku, odkryliśmy internet. Postanowiliśmy ją uczynić królową sieci. Organizowaliśmy konferencje online, zbudowaliśmy profesjonalną stronę.

Wtedy z sieci korzystało mniej niż pięć procent społeczeństwa, za to najbardziej energiczne i świadome. Tymoszenko wsparła akcję „Ukraina bez Kuczmy” prowadzoną po ujawnieniu taśm sugerujących, że za zabójstwem dziennikarza Georgija Gongadze stał prezydent. Pani Tymoszenko zaprzecza, by kierowały nią osobiste pobudki.

— Kuczma był zagrożeniem Ukrainy, dlatego go zwalczałam — tłumaczy — czułam, że jesteśmy silniejsi i on nas się boi.

Stała się ludowym trybunem. To po jej odezwie w Kijowie pojawiły się namioty, których nie widziano tam bodaj od 1991 r. Tę akcję przyćmi dopiero Majdan w 2004 r.

Pomarańczowa księżniczka

W 2002 r. przygotowywała się do wyborów parlamentarnych. Tworzyła Blok Julii Tymoszenko (o wymownym skrócie BJuT), skupiając — głównie nacjonalistyczne — ugrupowania polityczne. Piękna, dobrze ubrana kobieta odstawała od partyjnych kolegów.

— Bez niej Blok to tylko zbieranina ludzi — uważa Kowżun. — Tych w kozackich koszulach i z wąsami nazywam „muchomorami”. Są do niczego, ale Julia uważa, że emeryci ich lubią.

Zmieniła image. Pofarbowała włosy na blond i spięła w warkocz oplatający głowę.

— To już jak broda, cygaro i mundur Castro — mówi Kowżun.

Kończąca się druga kadencja Kuczmy nie wydawała się zapowiadać nowego etapu w dziejach Ukrainy. Pomarańczowa Rewolucja była spontanicznym zrywem. Ale zanim do niej doszło, Julia postanawiła poprzeć będącego już także w opozycji Juszczenkę w walce z Janukowyczem. Podobno zawczasu wymogła pisemną obietnicę fotela premiera.

W listopadzie 2004 r. wybuchają protesty przeciw sfałszowanym wyborom. Kijowianie przychodzą na Majdan, by posłuchać polityków. Julia błyszczy. Figlarnie otula się pomarańczowym szalem. Świat obiegają jej zdjęcia wtykającej kwiaty w policyjną tarczę. Gdy później „Playboy” zaproponuje jej sesję zdjęciową, jest gotowa pozować.

Kowżun: — Naprawdę! Ukraina to patriarchalny kraj i Julia trochę się bała, że zostanie źle odebrana, ale gdybyśmy naciskali, sesja odbyłaby się.

Jest heroiną rewolucji. Mówią o niej „nasza Julka”. Dopiero potem wszyscy w jej słowach i gestach dopatrzą się populizmu. To ona — wbrew ustaleniom — wezwie do blokady administracji prezydenta. Młodzież tylko czekała na taki sygnał. Jurij Łucenko, komendant namiotowego miasteczka, późniejszy minister spraw wewnętrznych, nocami chodził po Kijowie i studził radykalizm ludzi Julii.

Gdy Juszczenko został głową państwa, spełnił obietnicę.

Kowżun: — Była „naszą dziewuszką”. I nagle nasza dziewuszka zostaje premierem i zamienia się w pracoholiczkę. W gabinecie miała łóżko polowe.

Cywilizowany świat

Tymoszenko nie dała się poznać jako zwolenniczka rynku. Wolała ręcznie sterować gospodarką. Twierdziła, że to konieczne w kraju, w którym połowę gospodarki stanowi szara strefa. Straszy renacjonalizacją tysięcy firm. I rzeczywiście: unieważniono przetarg na kombinat Kriworożstal, który za 800 mln dolarów kupili Achmetow i zięć Kuczmy Wiktor Pińczuk. Przedsiębiorstwo, dające 20 proc. ukraińskiej stali, znów poszło pod młotek. Tym razem kupili go Hindusi, płacąc państwu ponad pięć razy więcej.

Tymoszenko administracyjnie obniżyła ceny paliw. Chciała regulować ceny mięsa, obiecując tanią wieprzowinę, jak za Związku Radzieckiego. Ludziom się to podobało, ale zaraz potem na stacjach benzynowych wzrosły kolejki. Premier oskarżyła Rosję o destabilizację sytuacji nad Dnieprem.

Połochało: — Podejmowała konieczne reformy, wyjmowała gorące kasztany z ognia. Nie wszystkim to się podobało.

W końcu jesienią 2005 r. w atmosferze skandalu i oskarżeń Juszczenko dymisjonuje jej rząd. Zaczyna się kampania parlamentarna, w której Julia atakuje otoczenie prezydenta, ale nie jego samego.

Na kampanię partie wydają do stu milionów dolarów każda. Julia oszczędza na spotach reklamowych. Zna wartość pieniędzy. Podobno liczy je jak taksiarz.

Kowżun: — Gdy przychodzimy do niej z jakimś projektem, mamy przygotowane trzy wersje: ekskluzywną, tańszą i projekt groszowy. Zawsze wybierze tę trzecią i spyta, czy nie da się taniej i szybciej.

Postawiła na festyny.

Kowżun: — Objeździła cały kraj. Wiece, mityngi. Mróz, śnieg, nie ma przebacz. Kiedy dzwoniła do mnie, nie mogłem wyłowić ani jednego słowa, tylko jedno chrypienie. Poświęciła się bez reszty, przytyła 10 kg.

Kipiani: — Mówi się, „nasza Juleczka” taka dzielna, taka wytrwała. Stoi na scenie w spódniczce i przemawia. Mało kto widzi dmuchawy z gorącym powietrzem.

Wynik marcowych wyborów zaskakuje: jej partia wygrywa w większości województw i nokautuje proprezydencką Naszą Ukrainę. Tymoszenko jest pewna, że z odnowioną pomarańczową koalicja wróci do gabinetu premiera.

Połochało: — Słabość do Juszczenki to największa wada Julii. Tyle razy ją wystawiał, a ona wciąż na niego liczy.

Jest gotowa obiecać, że w 2009 r. nie wystartuje na prezydenta przeciw Juszczence. Ten, po miesiącach targów, zawarł koalicję z Partią Regionów Wiktora Janukowycza. Julia określa to zdradą Majdanu. I podobno płacze. Choć nikt tych łez nie widzi.

Połochało: — O Tymoszenko funkcjonuje mnóstwo mitów. Na przykłąd, że jest radykalna. Tymczasem była gotowa na wiele ustępstw, byle tylko pomarańczowi byli razem.

Odprawiona z kwitkiem wylądowała w opozycji. Zrzuciła kilogramy, których nabrała podczas kampanii. Jej życie wraca do dawnego rytmu. Znów walczy z tym samym klanem, co przed kilku laty.

Tymoszenko: — W projekcie budżetu Janukowycza na 2007 r. widać preferencje dla „swoich”. Wszystko, co wyciągnęłam z cienia w gospodarce, wraca tam.

W sondażach bije Juszczenkę na głowę, ale o planach na przyszłość mówi lakonicznie: — Celem nie jest określone stanowisko. To „gęba”, którą mi się przyprawia. Chcę jednego: sprawić, by Ukraina rozkwitła. Wiem, jak to osiągnąć i oczywiście do tego potrzebuję władzy. Lecz to nie mój wymysł. Tak urządzony jest cywilizowany świat.

Autorzy są dziennikarzami „Tygodnika Powszechnego”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Nocuń, Andrzej Brzeziecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu