Poważny kandydat, niepoważny pomysł

opublikowano: 02-10-2012, 10:23

„Nominacja” profesora Glińskiego wyraźnie pokazuje, w którą stronę będzie chciała iść największa partia opozycyjna.

Piotr Gliński nie zostanie premierem Polski. Powołanie gabinetu technicznego to mrzonka, sejmowa arytmetyka jest nieubłagana, a kandydat PiS — niezależnie od jego zalet i wad — jest skazany na klęskę w rozmowach z innymi opozycyjnymi klubami. To jasne i musi wiedzieć o tym nawet, a może przede wszystkim, Jarosław Kaczyński.

„Nominacja” profesora Glińskiego wyraźnie jednak pokazuje, w którą stronę będzie chciała iść największa partia opozycyjna. Kandydat na premiera to socjolog i specjalista od społeczeństwa obywatelskiego. Całkiem nieźle wykorzystał pierwsze (i, być może, ostatnie) pięć minut w mediach — był spokojny, rzeczowy i zgrabnie odpowiadał na pytania. Dla PiS sprawa jest prosta — prezentując Piotra Glińskiego, Jarosław Kaczyński powiedział: „Nie chodzi nam tylko o Smoleńsk” i szeroko uśmiecha się do polskiego inteligenta.

To kontynuacja koncyliacyjnej ścieżki, na której poprzednim przystankiem była debata gospodarcza. Takiego kandydata mogłaby wystawić nieboszczka Unia Wolności — i rzeczywiście z jej list Piotr Gliński próbował, bez sukcesu, wejść do parlamentu 15 lat temu.

Z takim kandydatem bez trudu dogadaliby się też pogrobowcy UW, dziś tłumnie obecni w Pałacu Prezydenckim. Krótko mówiąc — zgoda buduje, niezgoda rujnuje, powróćmy więc do etosu międzywojennej inteligencji i wspólnie, niespiesznie pracujmy u podstaw.

Problem jednak w tym, że w wyborach nie będą decydować wymierający „inteligenci” — zdecydują nowocześni przedsiębiorcy, dwudziestoparolatkowie na umowach śmieciowych czy zadłużeni we frankach. Na ich bolączki dziś odpowiedzi nie mają ani Piotr Gliński, ani Jarosław Kaczyński, ani (najmłodszy w tym gronie, a i tak 55-letni) Donald Tusk.

Najwyraźniej nie muszą jej szukać, bo Polacy na razie wychodzą na ulice co najwyżej w obronie praw Telewizji Trwam, nie — swoich własnych, a kandydaci na premiera ekscytują ich mniej niż kandydaci na szefa PZPN. Nic jednak nie trwa wiecznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu