Powerbank dla atlety

opublikowano: 24-11-2016, 22:00

TRENDY: Przepis na biznes nie musi być skomplikowany. Jak w dobrym daniu: wystarczy kilka dobrze dobranych składników. Wymieszała je Justyna Gryz, właścicielka firmy Clean Taste, produkującej batony energetyczne dla sportowców.

Justyna Gryz zwróciła uwagę pijanej właścicielce amstaffa, który omal nie pogryzł jej siostry. Nie spodziewała się uderzenia w twarz. W szoku wróciła do domu. Kiedy opowiedziała o zdarzeniu swemu chłopakowi Adrianowi Kuśmierzowi, ten uznał, że powinna nauczyć się bronić. Od dłuższego czasu trenował sztuki walki (ma brązowy pas w brazylijskim jiu jitsu) i pewnego letniego dnia zabrał ją na trening na dwór, wyposażając w rękawice, ochraniacz i kask. Złapała bakcyla.

— To był świetny sposób na wyżycie się po całym dniu pracy, a wspólnie trenując, mogliśmy częściej przebywać razem — wspomina Justyna Gryz, właścicielka firmy Clean Taste. Trenowali różne sztuki walki, ale najbardziej przypadło jej do gustu brazylijskie jiu jitsu. Dzisiaj oboje ćwiczą u jednego z najlepszych czarnych pasów w Europie — Radosława Turka w klubie Berserkers Team Warszawa i oboje mają turniejowe sukcesy na koncie. Kiedy Justyna Gryz w 2012 r. rozpoczynała treningi, nie wiedziała, że pomogą jej w uruchomieniu domowej produkcji batonów dla sportowców. Zdrowe żywienie i spożywcze produkty tzw. funkcjonalne są popularne w Polsce już od dłuższego czasu. Ale Justyna Gryz nie produkuje batonów ze względu na modę.

— Od lat interesowałam się dietetyką. Początkowo, jak każda nastolatka, chciałam schudnąć, ale podobnie jak wiele z nich miałam małą wiedzę na temat odżywiania. Z czasem zauważyłam, że nie jest to takie proste, jak się wydaje, i zaczęłam się dokształcać. Czytałam blogi, artykuły o tej tematyce. Przez pewien czas miałam sporą frajdę z odkrywania tzw. superfoodów, czyli produktów, które mają dużo więcej prozdrowotnych właściwości niż inne, np. jagód goji, nasion chia — wspomina Justyna Gryz. Kiedy zaczęła treningi, jeszcze bardziej zwracała uwagę na to, co je. Jedzenie miało dostarczać odpowiednich minerałów i witamin, a także dodawać energii podczas ćwiczeń. Do pracy przynosiła własne posiłki i coraz więcej koleżanek prosiło o przepisy.

Dlatego w 2014 r. uruchomiła profil na Instagramie.

— Wrzucałam tam nie tylko przepisy, ale także informacje o właściwościach produktów. Wiele superfoodów jest w Polsce dostępnych, ale zapomnianych. Chociażby siemię lniane, które wcale nie jest gorsze od nasion chia, a znacznie tańsze. Później za namową znajomych opublikowałam te informacje także na Facebooku. Zaczęłam też robić lepsze zdjęcia i zwracać większą uwagę na estetykę dań. Dzielenie się wiedzą dawało mi dużo satysfakcji — opowiada Justyna Gryz.

Koleżeński impuls

Szukając nowych przepisów do przetestowania, trafiła na domowe batony proteinowe. Uznała, że to fajna przekąska, zwłaszcza kiedy brakuje czasu na przygotowanie obiadu. Początkowo robiła je dla siebie. Później dzieliła się z chłopakiem, któremu tak posmakowały, że przestawało ich wystarczać. Domowymi batonami częstowała też kolegów na treningach i zawodach. Jednym z nich był Marcin Polczyk, współzałożyciel Academii Gorila, klubu brazylijskiego jiu jitsu.

— Koledzy z treningów prosili, abym robiła im batony. Jeden powiedział nawet, że będzie mi za nie płacił. A Marcin Polczyk zaproponował mi rozkręcenie produkcji. Chciał zainwestować trochę pieniędzy. Spotkaliśmy się, przedstawiłam mu, jak wygląda produkcja, czego bym potrzebowała na start. Zawiązaliśmy spółkę — mówi Justyna Gryz. Kupili pierwsze urządzenia, produkcja odbywała się w jej mieszkaniu. Zaczęli przygotowywać batony do sprzedaży. Ustalanie daty ważności okazało się proste, bo według Sanepidu określa ją sam producent.

— Doszłam do tego metodą prób i błędów. Zostawiałam batony w papierku lub w folii, w lodówce lub poza nią. Ostatecznie określiłam termin ważności na siedem dni. Można je jeść także później, ale wolałam, by klient miał baton o jak najlepszych walorach smakowych — wyjaśnia Justyna Gryz.

Batony pakowali hermetycznie w zgrzaną folię. Sprzedawali najpierw w Academii Gorila i na siłowni. Justyna Gryz pracuje w międzynarodowym banku, a po pracy jeździła od razu albo na trening, albo do kuchni, gdzie często do późnej nocy robiła batony. Kupowała półprodukty, z których robiła masło orzechowe, tahini, płukała suszone owoce, by pozbyć się siarki i olejów, stosowanych, żeby wydłużyć przydatność do spożycia. Na koniec sama dostarczała towar odbiorcom. A że popyt rósł, pojawiły się problemy.

— Brakowało mi miejsca i rąk do pracy. Wynajęliśmy profesjonalną kuchnię, a w produkcji zaczęły mi pomagać siostra i koleżanka — mówi Justyna Gryz.

Znajomości z maty

Marcin Polczyk, który zainwestował w rozpoczęcie produkcji, z powodu braku czasu wycofał się z firmy. We wrześniu 2016 r. Justyna Gryz przejęła więc całą działalność, doinwestowując ją z własnych pieniędzy. Przyznaje jednak, że bez impulsu od kolegi pewnie nigdy nie stworzyłaby Clean Taste. Znajomości z sali treningowej i z pracy były nieocenione w stawianiu kolejnych, już samotnych biznesowych kroków. Jej chłopak zaprojektował pierwsze etykiety batonów, znajomy grafik opracował logo. Franciszek Georgiew, kolega z brazylijskiego jiu jitsu, na co dzień marketingowiec, doradził, jak wyróżnić produkt na rynku.

— Powiedział, że nawet dobry produkt się nie obroni, jeśli nie będzie z nim związana ciekawa historia. Wymyśliłam więc, by stworzyć bohaterów odpowiadających każdemu produktowi. Ich sylwetki graficzne pomógł mi opracować grafik, który jest znajomym kolegi — opowiada Justyna Gryz. Tak powstał Zulu, najlepszy afrykański wojownik z okolicznych wiosek, który widnieje na batonie m.in. z kakao, karobu i daktyli. Sprytna Sheherezada zdobi zaś przekąskę bezglutenową. Dziarski Drwal dodaje energii w codziennych znojach, a Paker… wiadomo. Co ciekawe, batony nie różnią się tylko smakiem i składem. Urząd Skarbowy za każdy nalicza inną stawkę VAT. Paker zawiera płatki owsiane, więc uznano go za płatki śniadaniowe, dla których VAT to 5 proc. W składzie Zulu jest kakao, więc ma najwyższą stawkę 23 proc. Dla pozostałych dwóch produktów jest to 8 proc. Justyna Gryz pracuje nad kolejnym batonem — tym razem wegańskim. W przygotowaniu są również strona internetowa i sklep wysyłkowy, które pomaga jej stworzyć Kamil Dowlaszewicz, specjalista z branży IT i IT outsourcingu, a jednocześnie kolega z treningów. Produkty Clean Taste na razie są dostępne w trzech miejscach w Warszawie, ale i to chce niedługo zmienić.

— Wydaje się, że nadszedł czas, bym zatrudniła osobę do produkcji, abym mogła się skupić na marketingu, kontaktach biznesowych i poszukiwaniu nowych miejsc sprzedaży — ocenia właścicielka Clean Taste. Żartuje, że na razie jej praca w banku sponsoruje drugą, ale nie zamierza z niej zrezygnować.

— Prowadząc ten biznes, uczę się tak wiele, że żadna złotówka, którą włożyłam w firmę, nie poszła na marne — podkreśla Justyna Gryz. &

Czas rozwoju. Na razie w ofercie Clean Taste znajdują się cztery rodzaje batonów. Justyna Gryz pracuje już nad produktem dla wegan. Powstają również strona internetowa i sklep wysyłkowy, w którym będzie można kupować produkty firmy.

Nauka poszła w batony. Brak kierunkowego wykształcenia nie przeszkodził Justynie Gryz, właścicielce Clean Taste, w stworzeniu zdrowych batonów proteinowych. Pasja do dietetyki pomogła jej zdobyć niezbędną wiedzę na własną rękę. Sama przygotowuje składniki tak, by zachowały jak najwięcej wartości odżywczych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Powerbank dla atlety