Za kilka tygodni spółki Mariana Kwietnia zarzucą sieci na akcje Ireny. Nie wiadomo, czy obecni akcjonariusze odpowiedzą na wezwanie.
W ciągu najbliższych tygodni struktura właścicielska Ireny, notowanej na giełdzie huty szkła, może diametralnie się zmienić.
— Jak się powiedziało „a”, to trzeba powiedzieć „b” — mówi Krystyna Wawrzyniak, prezes Lubiany, spółki z grupy prywatnego inwestora Mariana Kwietnia.
Kilka dni temu spółka, wraz z dwiema innymi z grupy inwestora, otrzymała od Komisji Papierów Wartościowych i Giełd zgodę na przekroczenie progu 50 proc. w kapitale Ireny. Obecnie grupa kontroluje niemal 19 proc. akcji huty.
— Oczywiście, że ogłosimy wezwanie do sprzedaży walorów. Jeśli przekroczymy próg 50 proc., to będziemy zobligowani do ponowienia wezwania (spółka będzie musiała zadeklarować chęć skupienia 100 proc. akcji Ireny — przyp. red.). Cały czas trwają jednak procedury, na transakcje trzeba więc będzie poczekać jeszcze kilka tygodni — tłumaczy Krystyna Wawrzyniak.
Po rynku krążą informacje, że pierwsze wezwanie zostanie ogłoszone po cenie zbliżonej do średniej sześciomiesięcznej. To minimalna cena, określona przez prawo o publicznym obrocie papierami wartościowymi. Drobni inwestorzy nie mogą więc liczyć na kokosy, bowiem średnia oscyluje w okolicach 13,25 zł, czyli nie różni się wiele od notowań giełdowych (w piątek akcje wyceniano na blisko 13,10 zł).
Obecnie Irenę kontroluje Minex i fundusze zarządzane przez NFI Management z grupy CA IB. Należy do nich łącznie 43 proc. kapitału spółki, a w ostatnich wypowiedziach na łamach „PB” inwestorzy sugerowali, że będą chcieli pozostać w firmie do czasu zakończenia restrukturyzacji. Nie udało nam się znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy te plany są jeszcze aktualne, a cena rynkowa akcji satysfakcjonująca.