Nowe regulacje, nad którymi pracują resort gospodarki i Wyższy Urząd Górniczy (WUG), mają umożliwić ściślejszą kontrolę górniczych firm usługowych i zmniejszyć dramatycznie w ostatnich latach rosnącą liczbę wypadków ich pracowników. Pomysł zrodził się po ubiegłorocznej katastrofie w kopalni "Halemba". 15 z 23 jej ofiar pracowało w firmie usługowej.
O tym co zrobić, aby poprawić stan bezpieczeństwa w górnictwie i firmach kooperujących z nim dyskutowano w piątek w Katowicach podczas seminarium "Zdrowe i przyjazne miejsce pracy". Jak mówiono, oprócz stosownych zmian prawa geologicznego i górniczego, potrzebna jest systematyczna i skrupulatna kontrola sposobu prowadzenia robót górniczych.
Dotychczas kontrolerzy organów nadzoru górniczego mogli przyjrzeć się funkcjonowaniu prywatnych firm usługowych dopiero wtedy, gdy te już rozpoczęły roboty. Prawo nie daje im natomiast prawa do oceny kwalifikacji i wyposażenia tych firm wcześniej, na etapie tworzenia, wchodzenia na rynek czy oferty przetargowej. Niedługo - jeszcze w tym roku - przepustką do przetargów ma być certyfikat resortu gospodarki, gdzie powstanie bank informacji o tego typu firmach.
"Stworzenie takiego systemu to jeden z wniosków raportu o stanie bezpieczeństwa w górnictwie, przyjętego kilka tygodni temu przez rząd. Z trzech proponowanych wariantów wybrano taki, w którym tworzeniem banku informacji i potwierdzaniem ich kompetencji zajmie się resort gospodarki, przy udziale organów nadzoru górniczego w procesie weryfikacji i oceny tych podmiotów" - powiedział PAP prezes WUG, Piotr Buchwald.
Na razie system ma objąć firmy świadczące usługi górnicze - nowe i już istniejące, ale nie będzie dotyczył wszystkich firm współpracujących z kopalniami. Jego wdrożenie wiąże się z wydaniem odpowiednich rozporządzeń oraz zmianami niektórych przepisów. Chodzi m.in. o to, aby za nieprawidłowości w firmach usługowych można było karać także ich szefów, a nie - jak dotąd - tylko kierownika ruchu zakładu górniczego, czyli dyrektora kopalni.
Po tragedii w "Halembie" nadzór górniczy szczegółowo przeanalizował funkcjonowanie firm usługowych w kopalniach. Okazało się, że od kilku lat systematycznie rośnie zarówno liczba zatrudnionych w kopalniach oddziałów tych firm, jak i liczba ich pracowników. Mogło to wiązać się m.in. z blokadą przyjąć w górnictwie i brakami kadrowymi na określonych stanowiskach.
W 2000 roku w całym górnictwie prace wykonywało 550 oddziałów firm usługowych, zatrudniających ponad 13,7 tys. pracowników. W 2006 roku ilość tych oddziałów wynosiła już 1254, przy zatrudnieniu przeszło 32,1 tys. pracowników. Siedem lat temu doszło w tych firmach do 327 wypadków, w ubiegłym roku już do 586. To dane oficjalne, ale nie ma pewności, czy wszystkie lżejsze wypadki zarejestrowano. W ubiegłym roku w kopalniach zginęło 21 pracowników firm usługowych.
W kopalniach węgla kamiennego w zeszłym roku pracowało 628 oddziałów firm usługowych, zatrudniając 22,5átys. osób. Oznacza to, że co piąty zatrudniony pod ziemią górnik to pracownik prywatnej firmy, a nie kopalni. Doszło do 468 wypadków, w tym 19 śmiertelnych.
Analiza przyczyn i okoliczności ubiegłorocznych wypadków wykazała, że najczęściej powtarzającymi się nieprawidłowościami było m.in. stosowanie - przy aprobacie przełożonych - złych metod pracy, brak nadzoru robót, nieprawidłowa koordynacja prac, nieprzestrzeganie przepisów bhp i przyjętej technologii robót, niewłaściwa ocena i profilaktyka dla zagrożeń, m.in. metanowego, czy zatrudnianie do obsługi maszyn pracowników bez uprawnień.
Inne nieprawidłowości to m.in. wykonywanie prac - np. montażu obudowy chodnika czy robót strzałowych - niezgodnie z ustaleniami projektu technicznego, fikcyjne przekazywanie frontu robót, zaniechanie kontroli, brak odpowiednich szkoleń załogi oraz używanie hełmów o przekroczonym czasie eksploatacji. (PAP)