Wśród kilkunastu polskich firm, które zajmują się produkcją gier komputerowych, największego sukcesu komercyjnego na międzynarodową skalę nie odniosły najbardziej znane giełdowe CD Projekt Red czy City Interactive. Laur należy do wrocławskiego Techlandu, producenta „Dead Island” — gry z kategorii strzelanek, z zombie w roli głównej, która sprzedała się w ponad 5 mln egzemplarzy. Dziś w USA, a w piątek w Europie debiutuje jej druga cześć, „Riptide”, która ma szansę powtórzyć sukces pierwowzoru.
Wskazują na to wyniki przedsprzedaży w USA, czyli na największym rynku gier komputerowych na świecie. Według portalu Vgchartz.com do 13 kwietnia nabywców znalazło 150 tys. egzemplarzy pudełkowych w wersji na Xbox i Playstation. Daje to tytułowi miejsce w dziesiątce najbardziej oczekiwanych gier w USA. Gra sprzedaje się także bardzo dobrze w kanale cyfrowym. W ubiegłym tygodniu pojawiła się w zestawieniu dziesięciu najczęściej kupowanych na platformie Steam, zajmując od razu piąte miejsce. Wysoko jest także w internetowym sklepie Amazon. Trudno się dziwić optymistycznym prognozom analityków.
— „Riptide” osiągnie prawdopodobnie wynik nieco słabszy od pierwszej części. Trzeba to jednak będzie odczytać jako sukces, bo gra jest właściwie dużym dodatkiem, a nie pełnoprawnym nowym tytułem — mówi Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK.
Ekspert zwraca uwagę, że „Riptide” ma słabsze recenzje niż pierwsza część. Dodatkowo twórcy nie wyeliminowali niektórych wad, na które narzekali gracze. Ale sama forma rozgrywki — największy atut pierwowzoru — nie uległa zmianie, co przyciągnie graczy. Mimo że gra powstała w Polsce, to jej globalnym wydawcą jest brytyjska firma Deep Silver. To ona ma prawa do tytułu i najwięcej zarobi na sukcesie. Produkcja pierwszej części „Dead Island” kosztowała 40 mln zł i mogła przynieść nawet ponad pół miliarda złotych przychodów.
Większość tych pieniędzytrafiła do kieszeni wydawcy. Deep Silver to obecnie druga liga wśród wydawców gier komputerowych. Sukces sprzedażowy drugiej części „Dead Island” może pomóc firmie w awansie do czołówki branży. Techland oprócz wyprodukowania gry zajmie się również jej wydaniem na rynku polskim. Uzyskał na to licencję od Deep Silver. Kokosów na tym jednak nie zarobi, bo nasz kraj jest mało liczącym się rynkiem w skali świata. Rzadko której grze udaje się przebić magiczną barierę 100 tys. sprzedanych sztuk.
— Sprzedaż „Riptide” w Polsce będzie zbliżona do wyniku, jaki osiągnęła pierwsza część, czyli ponad 50 tys. sztuk — prognozuje Tomasz Gawlikowski, szef marketingu w Techlandzie.
Gra będzie w Polsce sprzedawana w relatywnie niskiej cenie. Wersja pudełkowa na PC ma kosztować mniej niż 90 zł, a na konsolę — mniej niż 190 zł. To mniej, niż kosztują zagraniczne produkcje. Techland powtarza krok City Interactive, który drugą część „Snajpera” sprzedawał taniej od konkurencyjnych tytułów. Premiera „Riptide” otwiera gorący okres dla wrocławskiej firmy. W lipcu na rynku ma zadebiutować kolejna duża produkcja Techlandu: „Call of Juarez Gunslinger”. Jej wydawcą będzie francuski gigant Ubisoft, a tytuł ma być dostępny tylko w cyfrowej dystrybucji.