Wojna o wywóz poznańskich śmieci jeszcze się nie skończyła, ale wczoraj rozstrzygnęła się ważna bitwa. Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) wydała orzeczenie w sprawie trzech odwołań dotyczących sześciu sektorów (z 22, na które podzielone są miasto i okolica) zdobytych przez hiszpańskie konsorcjum
FB Serwis. Uwzględniła tylko jedno — złożone przez konsorcjum Remondisu, dotyczące bazy magazynowo-transportowej wskazanej przez zwycięzców. Izba uznała, że są dowody niespełniania przez bazę wymagań ministra środowiska, i nakazała ponowną ocenę ofert. — Wystąpiliśmy do Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska o przeprowadzenie kompleksowej kontroli bazy i czekamy na wyniki — mówi Walerian Ignasiak, rzecznik Związku Międzygminnego Gospodarka Odpadami Aglomeracji
Poznańskiej (GOAP), zamawiającego w przetargu. Odwołujący się, wśród nich konsorcjum z udziałem firmy PUK Artur Zys, zarzucali także zwycięzcom zaoferowanie rażąco niskiej ceny. KIO orzekła, że niewątpliwie hiszpańskie konsorcjum skalkulowało cenę na bardzo niskim poziomie, ale nie rażąco nisko. Zdaniem izby, wykonawca uprawdopodobnił, że za tę cenę wykona zlecenia, chociaż nie gwarantuje mu ona osiągnięcia zysku. Remondis uważa, że werdykt KIO to fatalny sygnał dla przetargów w Polsce.
— Firmy oferujące dwukrotnie wyższe ceny teraz się wykrwawiają. Przedsiębiorcy, którzy dawali ceny dumpingowe, często ze strachu, że nie przeżyją, z pewnością będą stratni, realizując zadania — mówi Michał Dąbrowski, prezes Remondis Sanitech Poznań.
Przypomina, że ustawa śmieciowa miała zapewnić RIPOK (regionalnym instalacjom przetwarzania odpadów komunalnych), budowanym często za publiczne pieniądze, wsad w postaci odpadów.
— Jednak przez półtora roku niewiele zrobiono, by przygotować system, a przetargi organizowano na hura. W Poznaniu samorząd spóźnił się z przetargiem, za jedyne kryterium uznał cenę i nie skorzystał z dialogu technicznego, co pozwoliłoby na eliminację szarej strefy. Mamy bałagan, a ustawa śmieciowa, zamiast rozwiązywać problem odpadów, jest narzędziem wyborczym — dodaje Michał Dąbrowski. Orzeczenie KIO martwi też Dariusza Matlaka, prezesa Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.
— Jeśli przyjmiemy, że ten wyrok potwierdza, iż cena może być jedynym kryterium w przetargach śmieciowych, to czarno widzę przyszłość. Cofamy się w gospodarce odpadami o kilkanaście lat. Zaoszczędzimy na przetargach, z budżetu będziemy płacić unijne kary. Wtedy nauczymy się odróżniać ofertę najkorzystniejszę od najtańszej — mówi Dariusz Matlak.
Lada dzień GOAP ma ogłosić przetarg na 10 sektorów. W poprzednim przetargu nie wyłonił zwycięzców z powodu zbyt drogich ofert. Tylko w pięciu z 22 sektorów miasto może już podpisać umowy.