Pozostaje tylko pokornie czekać

opublikowano: 26-03-2018, 22:00

Komisja Europejska ogłosi projekt wieloletnich ram finansowych 2021-27 w środę 2 maja, zatem na konsultacje pozostało pięć tygodni.

Günther Oettinger, niemiecki komisarz UE ds. budżetu i zasobów ludzkich od 2017 r. (w kadencji 2009-14 był komisarzem ds. energii), po odwiedzeniu 21 państw wreszcie dotarł do Polski. Oficjalny projekt unijnych ram finansowych na siedmiolatkę 2021-27 Komisja Europejska ogłosi w środę 2 maja, zatem dobrze, że komisarz zajrzał — na konsultacje pozostało tylko pięć tygodni. Spotkał się nie tylko z premierem Mateuszem Morawieckim oraz wiceministrami spraw zagranicznych i finansów, lecz także uczestniczył w pozarządowym dialogu obywatelskim.

Mateusz Morawiecki przekazał Güntherowi Oettingerowi polskie oczekiwania budżetowe.
Zobacz więcej

Mateusz Morawiecki przekazał Güntherowi Oettingerowi polskie oczekiwania budżetowe. fot Krystian Maj_Forum

Niezależnie od miejsca siedzenia generalny postulat polskich rozmówców był wyjątkowo jednobrzmiący.

Chodzi nam o to, by nowe ambitne cele UE, czyli przede wszystkim poprawa bezpieczeństwa oraz rozwiązanie na poziomie wspólnotowym problemu uchodźców, nie zostały sfinansowane kosztem polityki spójności czy rolnej. Do tego dochodzi jeszcze problem załatania dziury pobreksitowej, szacowanej na 10 mld EUR rocznie. Odchodzące Zjednoczone Królestwo jest przecież — mimo wywalczonego jeszcze przez Margaret Thatcher słynnego rabatu — drugim co do wielkości płatnikiem netto. Wychodzi na to, że nieuchronne jest zwiększenie składek państw członkowskich powyżej 1,0 proc. PKB, do co najmniej 1,2, albo nawet aż… 1,5, co postuluje Parlament Europejski. Polska jest gotowa na pewien wzrost, ale są państwa żądające wręcz zejścia poniżej wskaźnika 1,0. Opinię szerokiego polskiego spektrum komisarz przyjął do wiadomości ze zrozumieniem — i wrócił do Brukseli.

W ubiegłym tygodniu przy okazji bytności na szczycie Rady Europejskiej zainteresowałem się specyficznym wątkiem pobocznym.

Mianowicie — czy jacyś Polacy obecnie pracują w budżetowej kuchni. Miałem w pamięci genialną zagrywkę z epoki polskiej prezydencji w Radzie UE w 2011 r. Premier Donald Tusk wtedy sprytnie skierował, a komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski uprzejmie przyjął Piotra Serafina, podsekretarza stanu w MSZ, na stanowisko zastępcy szefa swojego gabinetu. Na dwa lata, ale akurat te decydujące dla konstrukcji wieloletniej perspektywy finansowej 2014-20, w tym naszej pokaźnej koperty narodowej. Dzięki temu na samym końcu procedury premier RP mógł w Brukseli triumfalnie kroić tort z marcepanowymi 500-eurówkami. Po wykonaniu misji, której efekty finansowe obecnie Polska konsumuje, wysłannik Piotr Serafin wrócił do MSZ jako prawa ręka Donalda Tuska, później zaś wyjechał z nim znowu do Brukseli.

Obecnie komisarz Elżbieta Bieńkowska ma z budżetem styk głównie na posiedzeniu kolegium komisarzy.

W biurze Günthera Oettingera w gmachu Berlaymont nie jest umocowany żaden rodak. Również w gmaszysku dyrekcji generalnej ds. budżetu (DG BUDG), kierowanej przez Nadię Calviño z Hiszpanii, nie mamy nikogo. To odpowiednik naszego Ministerstwa Finansów, w nim eurokracja układa szczególiki, w których tkwi budżetowy diabeł. Ani w kierownictwie DG, ani na czele żadnej istotnej komórki w jego pięciu pionach A, B, C, D i R — nie ma Polaka. Skoro rząd PiS nie ma jakiegokolwiek przełożenia politycznego na samą KE, a z powodów już mniej od niego zależnych nie mamy także nikogo na zapleczu — do 2 maja pozostaje nam tylko czynność zapisana w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Pozostaje tylko pokornie czekać