PPK, czyli narzędzie polityków dla polityków

Adam Łaganowski, dyrektor ds. sprzedaży w Opoka TFI
opublikowano: 26-11-2018, 22:00

Konstrukcja pracowniczych planów kapitałowych dobitnie pokazuje, jak sprzeczne cele mają politycy i prywatni inwestorzy.

Polityka inwestycyjna zakładająca inwestowanie minimum 45 — 63 proc. (w zależności od wieku pracownika) w papiery emitowane przez Skarb Państwa bądź w spółki kontrolowane przez Skarb Państwa (bo takie są głównie w indeksie WIG20) i w minimum 70 proc. w złotym oznacza praktyczny brak ochrony przyszłych emerytów przed ryzykiem numer jeden, jakim jest wypłacalność ZUS i Skarbu Państwa. Na ryzyko to trzeba patrzeć nie w perspektywie kilku miesięcy, ale minimum 30-40 lat. W oszczędzaniu przez osobę myślącą jak prywatny inwestor celem nie jest finansowanie deficytu budżetowego lub podtrzymywanie kursów kontrolowanych przez państwo spółek, realizujących często projekty nieopłacalne dla prywatnego biznesu — np. w imię tzw. bezpieczeństwa energetycznego. Celem inwestorów prywatnych jest tylko i wyłącznie zarabianie pieniędzy i minimalizowanie ryzyka.

Idący na emeryturę Polak będzie zależny od ZUS i majątku — m.in. nieruchomości zlokalizowanych w Polsce. Dodatek w postaci PPK według obecnych kryteriów nie dywersyfikuje żadnego z tych rodzajów ryzyka. W najlepszym przypadku emeryt dostanie pieniądze z ZUS i pewien niewielki dodatek z PPK. Co w sytuacji gdy ZUS stanie się niewypłacalny, bądź siła nabywcza emerytury będzie bardzo niska — do czego może doprowadzić obecna sytuacja demograficzna? Otóż najlepszym zabezpieczeniem przed głupimi pomysłami polityków jest posiadanie majątku od nich niezależnego— przede wszystkim akcji i obligacji zagranicznych, denominowanych w obcych walutach, z dodatkiem złota — pieniądza bez banku centralnego i możliwości jego dodruku przez polityków. Nieprzypadkowo program emerytalny, który wymusza maksymalne zaangażowanie pieniędzy w lokalne obligacje rządowe oraz walutę lokalną został stworzony w Turcji i cieszy się zresztą niewielkim zainteresowaniem potencjalnych uczestników.

PPK nie dywersyfikuje żadnego ryzyka dla osób żyjących w Polsce. Jest finansowane przez samych pracowników plus bonus od rządu (pamiętajmy przy tym słowa śp. Margaret Thatcher: „Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”). Pracownicy i pracodawcy poprzez PPK sfinansują więc projekty rządowe.

Polskich inwestorów czeka konieczność zwiększenia oszczędności za granicą. Krajowy rynek kapitałowy właśnie przechodzi załamanie wskutek afer, regulacji i wzrostu znaczenia państwa w gospodarce. PPK mogą poprawić sytuację płynnościową na rynku, ale z punktu widzenia inwestorów w te wehikuły inwestycyjne wskazany byłby zdecydowanie większy udział krajowych średnich, prywatnych spółek i aktywów zagranicznych denominowanych w walutach obcych. W sektorze prywatnym decyzje zarządów motywuje chęć uniknięcia straty. W spółkach kontrolowanych przez rząd brak jest tego naturalnego mechanizmu regulacji — nieudane lub z założenia nierentowne projekty nie są zamykane, ale subsydiowane większą ilością gotówki w razie niepowodzenia.

Sprawdź program warsztatu "Pracownicze Plany Kapitałowe", 11 grudnia 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Łaganowski, dyrektor ds. sprzedaży w Opoka TFI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

PPK

Puls Biznesu

Gospodarka / PPK, czyli narzędzie polityków dla polityków