PPP: kolejny rok bez fajerwerków

  • Anna Pronińska
opublikowano: 28-01-2013, 00:00

Jest lepiej niż w 2011 r., ale partnerstwo rodzi się w bólach. Przełom może przynieść rok wyborczy.

4,5 mld zł wyniosła wartość projektów ogłoszonych w 2012 r. (bez powtarzających się ogłoszeń) w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) — wynika ze wstępnych danych Fundacji Centrum PPP. Oznacza to wzrost wobec 2011 r., gdy rynek wart był 1,5 mld zł. W sumie w ubiegłym roku podmioty publiczne ogłosiły postępowania dla 61 projektów, dokładnie tyle, ile w rekordowym 2010 r., i o 19 więcej niż w 2011 r.

Jednak w minionym roku zaledwie w dziewięciu przypadkach stronom udało się doprowadzić do podpisania umowy, m.in. na budowę dworca w Sopocie, parkingu przy wrocławskiej Hali Stulecia czy na oczyszczanie ścieków w gminie Konstancin-Jeziorna.

— Przez ostatnie lata liczba ogłaszanych postępowań to około 50 rocznie. Jedynie około 20 proc. kończy się podpisaniem umowy i zapewnieniem finansowania. Martwić może to, że połowa ogłoszonych postępować jest unieważniana — mówi Bartosz Mysiorski z Fundacji Centrum PPP.

Według ekspertów, obraz rynku PPP w Polsce jest wciąż niezadowalający. — Specyficzne dla naszego PPP są niewielkie inwestycje publiczno-prywatne, wdrażane przez samorządy. Dlatego w przyszłym roku, który będzie rokiem wyborczym, liczba ogłaszanych postępowań zwiększy się co najmniej dwukrotnie.

Pytanie, czy ilość przejdzie w jakość — komentuje Rafał Cieślak, radca prawny z Kancelarii Doradztwa Gospodarczego Cieślak & Kordasiewicz. Z raportu wynika, że w 2012 r. po raz pierwszy więcej (i to dwukrotnie) było ogłoszeń w trybie PPP, a nie — jak do tej pory — w koncesji na usługi i roboty budowlane.

— Oznacza to, że sektor publiczny zaczyna dostrzegać nie tylko finansowe korzyści z modelu PPP, ale też przestaje liczyć na „darmowe” pieniądze, których zwykle upatrywał w koncesjach. Zwiększa się wiedza, rynek prywatny jest coraz bardziej zorientowany na PPP i mamy więcej praktycznych przykładów, stąd ta zmiana — wyjaśnia Rafał Cieślak.

Samorządowcom jednak ciągle ciężko przychodzi PPP. — Współpraca rodzi się w bólach. Sama formuła i akty prawne nie są złe, ale na atrakcyjność tego modelu inwestycjiwpływa sytuacja gospodarcza. W przypadku łomżyńskiej inwestycji [budowa centrum handlowo-komunikacyjnego — red.] nie brakowało chętnych, ale dwa postępowania skończyły się fiaskiem. Liczymy, że za trzecim razem się uda — mówi Benjamin Dobosz, wiceprezydent Łomży.

Jego zdaniem, wciąż jest za wcześnie na spektakularne sukcesy w polskim PPP, a zapał samorządowców może ostudzić konieczność wliczania umów do długu publicznego.

— Mając do wyboru finansowanie inwestycji z obligacji czy kredytu lub sięgnięcie po PPP, wielu samorządowców może zrezygnować z partnerstwa — mówi Benjamin Dobosz. Podobne obawy ma burmistrz Niepołomic, które drugi raz usiłują znaleźć partnera do budowy szkoły.

— Nadal w Polsce wszyscy uczą się PPP i nie do końca wiadomo, jak zachowają się regionalne izby obrachunkowe w kwestii kwalifikowania inwestycji PPP do długu publicznego. Dlatego partnerstwo nie jest modne. Jednak nowe obostrzenia związane z długiem wymuszą wiele inwestycji w PPP — uważa Roman Ptak, burmistrz Niepołomic.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu