Pracownik podnosi głowę po kryzysie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-11-26 00:00

Kończy się czas kurczowego trzymania się stołków. 665 tys. osób szuka pracy. Mimo że ją ma.

Bezrobocie maleje. Lojalność wobec pracodawcy też

Kończy się czas kurczowego trzymania się stołków. 665 tys. osób szuka pracy. Mimo że ją ma.

Dla pracowników zapowiada się wyjątkowo łagodna zima. W październiku stopa bezrobocia wyniosła 11,5 proc., czyli tyle samo co przed miesiącem. O tej porze roku taka stagnacja może tylko cieszyć — bezrobocie zwykle przed zimą szybko idzie w górę. Gdyby wyeliminować czynniki sezonowe, na rynku pracy widzielibyśmy już poprawę.

— Koniunktura gospodarcza się nasila, dlatego sezonowy wzrost bezrobocia jest stosunkowo powolny. Na początku przyszłego roku zatrudnienie w gospodarce wróci do poziomu sprzed kryzysu — twierdzi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Ocieplenie klimatu

Według Karoliny Sędzimir-Domanowskiej, ekonomistki rynku pracy PKO BP, szczyt bezrobocia zobaczymy w lutym, kiedy odsetek osób bez pracy sięgnie 12,5 proc. Oznaczałoby to, że pracę straci jeszcze 150 tys. osób. To sporo, ale w ubiegłym roku w takim samym okresie grono bezrobotnych powiększyło się o 360 tys. osób. Lody na rynku pracy pękają, a to oznacza, że na wiosnę możemy zobaczyć prawdziwy wysyp nowych ofert zatrudnienia.

— W 2011 r. sezonowy spadek bezrobocia na wiosnę i latem może być silniejszy i dłuższy niż zwykle. Po osiągnięciu szczytu w lutym bezrobocie będzie spadać aż do października, zsuwając się do 10,5 proc. — prognozuje ekonomistka PKO BP.

Byłby to najniższy poziom od stycznia 2009 r., kiedy dopiero zaczynał się kryzys na rynku pracy. Spadek bezrobocia o 2 pkt proc. w Polsce oznaczałby wzrost zatrudnienia o około 300 tys. osób.

Poprawa nastrojów

Poprawa koniunktury na rynku pracy przekłada się na nastroje zatrudnionych. Czują się coraz mocniej i są coraz mniej lojalni wobec pracodawców. Jak pokazuje badanie Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), obecnie innego zatrudnienia szuka 665 tys. pracowników. To prawie o 100 tys. więcej niż przed rokiem i przed dwoma laty. Liczebność grona pracowników rozglądających się za ofertami pracy wróciło prawie do poziomu sprzed kryzysu.

— Ludzie są bardziej pewni siebie. To, że powstaje coraz więcej miejsc pracy, sprawia, że pracownicy mają coraz więcej możliwości zmiany pracodawcy i są coraz mniej przywiązani do obecnych stanowisk — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.

Poprawę nastrojów widać też w danych o sprzedaży detalicznej. W październiku konsumenci zostawili w sklepach o 9 proc. więcej pieniędzy niż w takim samym okresie ubiegłego roku. To najwyższa dynamika od dwóch lat. Meble i elektronika sprzedają się o 26 proc. lepiej niż przed rokiem. Niezłe wyniki odnotowują też sprzedawcy samochodów, odzieży i farmaceutyków. Dwucyfrową dynamikę ma większość kategorii monitorowanych przez GUS. Tylko sprzedaż żywności jest stabilna.

— To niezłe dane, choć trudno mówić o boomie. Konsumpcja nasila się w umiarkowanym tempie — uważa Aleksandra Świątkowska, ekonomistka Banku BPH.

Po wybuchu kryzysu bezrobocie mocno poszło w górę. Dane statystyczne pokazują, że przeciętna firma w Polsce zwolniła więcej osób, niż wynikało to z sytuacji rynkowej — tak mocno przycięła koszty, że nawet poprawiła w kryzysie wyniki finansowe. Wiele wskazuje na to, że obecnie następuje przesilenie: wskaźniki obrazujące sytuację na rynku pracy coraz wolniej się pogarszają, a niektóre pokazują nawet poprawę. To dobry znak, bo według ekonomistów zwykle właśnie rynek pracy wychodzi z kryzysu jako jeden z ostatnich — po rynkach finansowych czy przemyśle.