Pracujemy coraz krócej. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że w ciągu trzech ostatnich lat roczny czas pracy przeciętnego pracownika skrócił się o 23 godziny. W 2004 r. wynosił 1702 godziny, w 2007 r. już tylko 1679. Przeciętny zatrudniony dostał więc od pracodawcy trzy dni robocze dodatkowego urlopu. A są takie branże, gdzie okres pracy skrócił się znacznie bardziej, np. w pośrednictwie finansowym o 59 godz., w administracji państwowej i wojsku (tak je grupuje GUS) o 60 godz., w hotelach i restauracjach o 43 godz. Jak to możliwe? Przecież gospodarka rozwija się szybciej niż kilka lat temu, więc pracy jest więcej.
Sprawa jest skomplikowana i nie ma danych, które jednoznacznie by ją wyjaśniały. Na pewno za „krótszy” rok nie odpowiada kalendarz. Co prawda w 2004 r. dni wolnych od pracy (świąt niewypadających w niedzielę) było tylko osiem, a w kolejnych trzech latach dziewięć, jednak rok 2004 był rokiem przestępnym. Ostatecznie dni roboczych było więc co roku tyle samo.
Neutralność kalendarza potwierdzają też dane GUS dotyczące czasu nieprzepracowanego (spędzonego na wszelkiego rodzaju urlopach), na które liczba świąt nie ma żadnego wpływu. Okazuje się bowiem, że okres ten wydłużył się przez trzy lata o 21 godzin.
Co więc jest przyczyną tajemniczego znikania godzin pracy? Częściowo odpowiada za nie starzenie się społeczeństwa.
Więcej w poniedziałkowym Pulsie Biznesu.