Pracownik ze Wschodu na sezon

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2015-06-18 00:00

Za mniej niż 10 zł za godzinę gotowi są pracować w naszym kraju Ukraińcy, Gruzini, Mołdawianie czy Wietnamczycy.

W sezonie, kiedy to pracy jest dużo, niektóre gałęzie gospodarki, takie jak rolnictwo czy budownictwo, bez wsparcia osób z zagranicy miałyby ogromny problem ze zbiorami, wykonawstwem czy produkcją. Prace sezonowe nie cieszą się zainteresowaniem polskich pracowników, którzy za pracą wolą wyjechać do Niemiec, Anglii lub Holandii, gdzie zarobią więcej. Dlatego pracodawcy muszą chętnych do pracy szukać na Wschodzie, najczęściej na Ukrainie czy w Mołdawii.

Fotolia

— Zainteresowanie pracownikami ze Wschodu jest coraz większe, ponieważ wielu Polaków nie chce pracować za stawki, na które zgadzają się Ukraińcy czy Mołdawianie. Ze strony przedsiębiorców nie jest to jednak sztuczny zabieg czy zaniżanie pensji ze względu na napływ imigrantów. Po prostu dla wielu firm z takich branż jak na przykład rolnictwo to obecnie jedyne wyjście. Podniesienie płacy do takiej, która satysfakcjonowałaby Polaków, wiązałoby się bowiem z nieopłacalną produkcją czy nawet bankructwem. Dlatego przedsiębiorcy decydują się na zatrudnianie obcokrajowców — tłumaczy Rafał Dryla z GP People.

Imigranci coraz sprawniej wypełniają luki na naszym rynku pracy i chętnie podejmują się różnych zajęć. Nie oznacza to jednak, że są gotowi pracować za bezcen. Dobrze znają polski rynek i wiedzą, jakiego wynagrodzenia mogą oczekiwać.

— Powinniśmy pamiętać, że tacy pracownicy do Polski przybywają często jedynie w celach zarobkowych. Muszą się nie tylko utrzymać, ale też wysyłać pieniądze bliskim lub odłożyć pewną sumę, zanim wrócą do swojego kraju. Dlatego liczą na wynagrodzenie na poziomie minimum 7-8 zł za godzinę pracy — sumuje Rafał Dryla z GP People.