Warszawa od ponad tygodnia cieszy się drugą linią metra, która już zmienia geografię miasta. Jej zadaniem ma też być „przyłączenie” do stolicy zapomnianej dzielnicy: prawobrzeżnej Pragi — wiceprezydent Michał Olszewski widzi w niej kolejną dzielnicę biznesu.
— Miasto ma duży problem z niewydolną komunikacją na Mokotowie. Staramy się, by nie było go we właśnie budowanej drugiej dzielnicy biurowej, jaką jest bliska Wola. Jestem przekonany, że między innymi dzięki nowej linii metra kolejnym zagłębiem dla biznesu będzie właśnie Praga — mówi Michał Olszewski.
Mokotów, który powstał w dwie dekady na zdegradowanych terenach poprzemysłowych, ma dziś ponad 1,2 mln mkw. powierzchni biurowej. To — według danych Warsaw Research Forum — blisko 30 proc. podaży w całym mieście. Bliska Wola to natomiast dzielnica w budowie. Sprzyja jej bliskość centrum, lepiej oplatająca ją siatka szerokich ulic oraz
nowa linia metra. W planach i budowie jest tu ponad 1 mln mkw. biur. Praga na razie nie ma się czym pochwalić. Ma 180 tys. mkw. biur, co stanowi jedynie 4 proc. całej podaży w mieście.
— To dzielnica z niesamowitym potencjałem, ale deweloperzy zachowują się stadnie. Potrzeba pierwszego odważnego, który pokaże, że można tu przyciągnąć najemcę — mówi Konrad Heidinger z CBRE. W praską dzielnicę wierzy także Skanska Property.
— Myślę, że biurowce na Pradze to perspektywa 5-10-letnia. Na razie nie jest to lokalizacja dla inwestorów, którzy lubią „pewniaki” — mówi Katarzyna Zawodna, szefowa spółki. Z myślą o metrze na Pradze zainwestowała firma BBI Development, która dawną fabrykę wódek przekształca w centrum mieszkalno-biurowo- -handlowe. Część komercyjna będzie miała 47 tys. mkw. Największy potencjał na taką zabudowę mają tereny wokół Dworca Wschodniego, błonia Stadionu Narodowego oraz Port Praski. Dwa ostatnie tereny nie mają jednak uchwalonych planów zagospodarowania. © Ⓟ