Prawie zamarzli w furgonetce

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-03-06 00:00

Dwa lata temu walczyli o VAT. Przegrali. Teraz wygrywają. Ilona i Bogusław Wójcikowie, najbardziej znani polscy krawcy dziecięcy, mieli świetny rok.

Ilona Wójcik, prezes i założycielka firmy Wójcik z Bielska-Białej, którą prowadzi razem z mężem, po wznieceniu ogólnonarodowej dyskusji, zmusiła Senat do dziwnych wyznań.

— Naprawdę obniżoną stawką VAT będą objęte tylko rzeczy dla niemowląt z dzianin? — zapytała zdziwiona senator Dorota Simonides z Unii Wolności współautora senackiej poprawki do ustawy o VAT. Senatorowie, którzy zgłaszali poprawkę, nie znali numerka PKWiU takiej produkcji, więc poprosili o jego odszukanie senackiego legislatora Jerzego Niemczewskiego.

— Kompletnie nie znam się na tkaninach. Nie wiem, że dzielą się na tkane i dziane. Nie mam też dzieci, a na znalezienie numeru miałem 15 minut — tłumaczył potem mecenas Niemczewski.

Działo się to w 2004 r. Dwa lata później bizneswoman referowała w Sejmie obywatelski projekt ustawy w tej sprawie. Komitet Nasze Dziecko zebrał pod nim 117 tys. podpisów.

„Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Skoro kraje o wiele bogatsze od Polski wprowadziły preferencyjne stawki VAT na odzież dla dzieci, to powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby uzdrowić i zmienić dzisiejszą sytuację” — usłyszeli posłowie w kwietniu 2006 r. od Ilony Wójcik.

„Nie wyobrażam sobie tego, panie ministrze, żeby pomylić kalesony męskie ze śpioszkami dziecięcymi (tu oklaski). Uważam, że to nadużycie. Nieuczciwości zdarzają się wszędzie i nie wyeliminuje tego ani siedmioprocentowy VAT dla dzieci, ani inny” — ripostowała.

Niestety, obywatelski projekt Naszego Dziecka trafił do tak zwanej zamrażarki marszałka i do końca poprzedniej kadencji posłowie go nie głosowali. Obowiązuje zaś rządowy. Ubranka dla dzieci do 86 cm wzrostu mają 7 proc. VAT, a większe — 22 proc.

Z Samoobrony, to nie

— Z tamtej walki mam wiele miłych wspomnień. Udało się zmobilizować ludzi. Wydzwaniali do mnie — spotykałam się z różnymi politykami. Dostałam nawet propozycję kandydowania do Sejmu. Nie przyjęłam. Choć gdyby to nie była Samoobrona, lecz Platforma, może spotkalibyśmy się dzisiaj w Warszawie — Ilona Wójcik zawiesza głos.

Biznesowy świat nad Wisłą szerzej poznał Wójcików w ostatnich kilku latach.

— Dynamicznie rozwijamy własną sieć sprzedaży w centrach handlowych. Stąd takie wrażenie — opowiada Bogusław Wójcik.

Przełomowym momentem w biznesie małżeństwa z Bielska-Białej była wyprowadzka dwa lata temu większości produkcji do Chin. Głównie dlatego dziś tyle salonów i nowe inwestycje, jak choćby magazyn za ponad 5 mln złotych.

U góralki widać jednak zmieszanie.

— Muszę przyznać, że długo się wzbranialiśmy przed Chinami. Tutaj wszystko od podstaw sami osiągnęliśmy. Nie wyobrażałam sobie zrezygnowania z codziennego nadzoru nad produkcją, rozpoczynając od projektu na przykład spodni, na ich wykończeniu kończąc. Zdecydowały jednak koszty. W Chinach szyjemy od 20 do 25 proc. taniej, dzięki czemu rentowność wzrosła nam do poziomu z czasów, gdy byliśmy dużo mniejszą firmą — opowiada Ilona Wójcik.

Plusem kooperacji z chińskimi szwalniami są też podróże. Ilona i Bogusław Wójcikowie mogli zobaczyć Szanghaj, Pekin i kilka innych ciekawych miejsc u gospodarzy tegorocznych igrzysk olimpijskich.

— Mamy sporo okazji do oglądania świata. Od 18 lat jesteśmy naprawdę silni na przykład w krajach poradzieckich, gdzie sprzedajemy ponad 50 proc. produkcji. Mniej, ale sprzedajemy też do Stanów Zjednoczonych i do Europy Zachodniej — mówi Bogusław Wójcik.

Na początku działalności, na przełomie lat 80. i 90., też podróżowali, tyle że po Polsce, gdy furgonem rozwozili ubranka do sklepów i hurtowni.

— Podczas jednej eskapady omal nie zamarzliśmy. Na jakimś pustkowiu zepsuł się samochód. Minus 20, a my z naszym malutkim wtedy synem, bo nie mieliśmy go z kim zostawić. Po bezskutecznym poszukiwaniu noclegu przenocowaliśmy w pewnej stróżówce przy kaloryferze — opowiada Ilona Wójcik.

Lepsi od giełdowych

W 2007 r. firma Wójcików obchodziła 20-lecie. Po latach małżeństwo w firmie świetnie się uzupełnia. Założycielka jest prezesem oraz jednocześnie projektantem i konsultantem kolekcji, które Wójcik przygotowuje na każdą porę roku. Śledzi modę, jeździ na targi. Właśnie skończyła oficjalną prezentację dla najważniejszych kontrahentów kolekcji bluz, spodni, bucików i czapek. Był wybieg, małe modelki, modele, flesze.

Bogusław Wójcik odpowiada za techniczną stronę działalności oraz za inwestycje. Ubiegły rok okazał się jednym z najlepszych. Po odliczeniu inwestycji w nowy magazyn zostało ponad 3,5 mln zł zysku netto. Firma miała też rekordowe obroty ponad 50 mln złotych. Większe niż wiele firm notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. I pomyśleć, że najbardziej znany polski dziecięcy krawiec dopiero po 21 latach (w ubiegłym miesiącu) zrezygnował z bycia przedsiębiorczą osobą fizyczną.

— Firma się tak rozrosła, że już nie mogę prowadzić działalności w takiej formie, jak właściciel zwyczajnego sklepu spożywczego. Wójcik został więc spółką z o.o. Choć bardzo ceniłam sobie elastyczność zarządzania kapitałem w jednoosobowej działalności— opowiada Ilona Wójcik.

Zmiany zachodzą nie tylko w firmie, ale także w nastawieniu Ilony Wójcik do inicjatyw społecznych.

W lutym wróciła dyskusja o wysokości VAT na ubranka dla dzieci. Komisja Europejska nakazała Polsce podwyższyć go do 22 proc. na wszystkie rodzaje dziecięcej odzieży. Ilona Wójcik nie zamierza już w tej sprawie organizować kolejnego protestu. Dlaczego? Choćby dlatego że wolą wspólnie z mężem spokojnie wyjechać na narty do Włoch. A latem popływać jachtem po Morzu Śródziemnym, bo Bogusław Wójcik w końcu przekonał żonę do swojej pasji. n

Sprostowanie

W dwóch fragmentach artykułu „Ocenzurowana porada dla księdza” z 21 lutego omyłkowo zamieniliśmy imiona Zbigniewa i Roberta Cholewów. Pierwszy jest autorem cytowanego fragmentu artykułu z czasopisma „n.p.m. Magazyn Turystyki Górskiej”, drugi wiceprezesem wydawnictwa Elamed. Za pomyłkę przepraszamy.

Wójcików wielu,

ale marka jedna

Aż dziw bierze, że z niezwykle popularnego nazwiska, jakie noszą krawcy dziecięcy z Bielska-Białej, udało im się stworzyć powszechnie znaną w Polsce markę. Wójcik, także Wojcik, Wójczik to jedno z najstarszych nazwisk polskich. Jego najstarsze zapiski pochodzą z XIV w. Nazwisko Wójcik na początku lat 90. nosiło aż 88 932 Polaków. Blisko 85 proc. osób o tym nazwisku mieszka w południowej części Polski. Większość rodzin (ponad 90 proc.) pochodzi ze stanu mieszczańskiego lub włościańskiego i przyjęło nazwisko od słowa wójt lub ptaka wójcik między XVII a XIX w. Istnieją także nieliczne rodziny pochodzenia szlacheckiego noszące to nazwisko, pieczętujące się herbami, m.in. Białynia, Łodzia, Korab i Pilawa.

Złe publicity biznesu

Gdyby Ilona Wójcik zgodziła się na kandydowanie do Sejmu lub Senatu, mogłaby być tam kolejnym znanym przedsiębiorcą. Dlaczego się nie zgodziła? Może także dlatego że przedsiębiorcy, politycy nie mają najlepszego publicity. Przykładem Piotr Misztal, producent materiałów budowlanych, czy Henryk Stokłosa zatrzymany w okolicach Hamburga.

Mała wielka firma

3,5

mln zł Taki zysk netto osiągnęła w zeszłym roku firma Wójcik.

50

mln zł Ponad tyle wyniosła sprzedaż Wójcika w 2007 r.

67

Tyle spółek notowanych na GPW (bez New Connect) ma mniejsze niż Wójcik przychody ze sprzedaży.

Męskie śpiochy,

czyli historia mody

Sto lat temu śpiochy — atrybut każdego szanującego się bobasa — nie były wcale zarezerwowane tylko dla raczkujących. Na długo zanim projektanci (ponoć Calvin Klein) wymyślili, że bielizna jest także częścią męskiej garderoby, w śpiochy, czyli w jednoczęściową kalesonokoszulę z guzikami od krocza do szyi, ubierali się nawet twardzi jak stal faceci. Zabawną kombinację oglądać można choćby w komediach westernowych, kiedy bohaterowi opadają spodnie. Owe śpioszki służyły też jako piżama i podobnie jak ich właściciele, miały bardzo rzadki kontakt z mydłem i wodą. Dopiero w 1901 r. amerykańskie zakłady P. H. Hanes Knitting Company wprowadziły na rynek dwuczęściową kombinację męskiej bielizny.

Rafał Kerger