Prawne aspekty głębokich odsyłaczy i framingu

Włodzimierz Szpringer
09-02-2005, 00:00

Umieszczenie na stronie WWW linku do cudzego serwisu internetowego nie wymaga zgody jego posiadacza. Można założyć, że stworzenie witryny i udostępnienie jej w sieci jest równoznaczne z przyzwoleniem na odsyłanie do tej strony. Można zakładać, że jeżeli ktokolwiek umieszcza dokument w internecie, a nie zabezpiecza zawartości przez techniczne bariery, jak również nie wyraża życzenia „nie powołuj się na mnie”, to deklaruje, iż nie ma nic przeciwko znalezieniu się na listach wyników szukania.

Czasami jednak odsyłacz może być potraktowany jako niezgodny z prawem. Można mówić o różnych wyjątkach od swobody odsyłania w sieci, które w konkretnym przypadku mogą być uznane za czyny nieuczciwej konkurencji lub naruszenie praw autorskich. Dotyczy to zwłaszcza głębokich odsyłaczy i tzw. framingu.

Głębokie odsyłacze (deep links) prowadzą bezpośrednio do wewnętrznej zawartości witryny, np. artykułów prasowych, z pominięciem strony głównej danego serwisu. Takie zachowanie może być uznane za czyn nieuczciwej konkurencji, bo zmniejsza liczbę odwiedzin na stronie głównej, a zwiększa ją na stronie zawierającej głęboki odsyłacz.

Pod względem prawa autorskiego nie powinno być zastrzeżeń. Wyszukiwarka robi to samo, co mógłby uczynić internauta na własny użytek — chociaż bez pomocy straciłby na to więcej czasu. Mówimy o sytuacji, w której udostępnia się pełny tekst utworu. Gdyby autor nie życzył sobie tego, to istnieje dość dużo rozwiązań technologicznych, za pomocą których można zablokować dostęp do utworu. Z perspektywy prawa konkurencji problem jest bardziej skomplikowany. Pominięcie strony głównej danego serwisu oznacza mniejszą liczbę odwiedzin zapisaną w tym serwisie, a to przekłada się już na pieniądze związane np. z mniejszym zainteresowaniem reklamodawców.

Framing umożliwia podział strony na kilka ramek (frames), które pozostają widoczne na ekranie, mimo przejścia przez internautę do innej witryny. Czyn nieuczciwej konkurencji może polegać tu na tym, że mimo odesłania do innej witryny nadal widoczne są oznaczenia, reklamy, logo serwisu, w którym znajdował się link. Użytkownik często nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest już na nowej stronie. Linki sugerują ponadto, że między witrynami istnieje powiązanie, co w rzeczywistości jest nieprawdą.

W krajach UE orzecznictwo w sprawach dotyczących głębokich odsyłaczy i framingu nie jest jednolite. W Austrii i w Niemczech zapadły wprawdzie wyroki zgodne z interesami użytkowników internetu. W Danii sądy zakazały głębokich linków do artykułów prasowych oferowanych przez podobne serwisy.

Włodzimierz Szpringer prof. dr hab., autor książki „Dystrybucja w gospodarce cyfrowej”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Szpringer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / Prawne aspekty głębokich odsyłaczy i framingu