To stabilne prawo, podatki i gospodarka, a nie łapówki, zwane też zachętami, są potrzebne do przyciągnięcia inwestorów — uważa Mike O’Brien.
Mike O’Brien, minister handlu i inwestycji Wielkiej Brytanii, kraju, który jest drugim na świecie (po USA) odbiorcą bezpośrednich inwestycji zagranicznych, odwiedził wczoraj Polskę. I dał kilka rad.
— Nie dajemy inwestorom łapówek, inaczej zachęt. Opieramy się na przewidywalnym prawie (które działa względnie szybko), przewidywalnych podatkach (których wysokość może się nieznacznie zmienić, ale ogólny system pozostaje ten sam) oraz braku łapówek. Biurokracja jest tak samo uciążliwa, jak gdzie indziej, ale nie ma przekupstwa — mówi Mike O’Brian.
Tor przeszkód
Właśnie korupcję brytyjscy przedsiębiorcy działający w Polsce wymieniają jako jedną z trzech głównych przeszkód. Do tego dochodzą: przedłużające się prace urzędów skarbowych, które sprawy związane z podatkiem z jednego roku potrafią ciągnąć przez kilka lat, oraz niekonsekwencja straży granicznej, która traktuje przedsiębiorców niejednakowo.
Mimo to z inwestycjami nie jest tak źle. W Gdańsku spółka TDC, stworzona przez konsorcjum brytyjskich operatorów portowych, zbuduje i będzie zarządzać terminalem dla kontenerów za 200 mln USD, który ruszy w 2006 r.
Nadzieje na Rosję
Brytyjscy przedsiębiorcy chwalą Polskę za dobre środowisko przedsiębiorców. Stąd rosnąca liczba polsko-brytyjskich spółek. Wejście naszego kraju do Unii będzie szansą na pogłębienie współpracy.
— Polska stanie się pomostem na Wschód — twierdzi Mike O’Brien.
Z tym jednak mogą być problemy. Polska zerwała umowy handlowe z Rosją w przekonaniu, że po 1 maja będzie traktowana tak, jak dotychczasowi członkowie UE. Rosja straszy, że nie nastąpi to automatycznie.