...niespełniającego kryteriów ustalonych dla kadr IV Rzeczypospolitej menedżera spółki z większościowym udziałem skarbu państwa. Najświeższym, klasycznym przykładem jest odwołanie Cezarego Stypułkowskiego ze stanowiska prezesa PZU. Było spodziewane od wielu tygodni i właściwie oczywiste, ale sprawa ta ma także wątki nietypowe.
Jak wynika z internetowego kalendarza, premier Kazimierz Marcinkiewicz kilkakrotnie spotykał się z prezesem Cezarym Stypułkowskim. Było to całkowicie naturalne, choćby w kontekście spraw Eureko oraz BPH. Szczyt związków obu panów przypadł 31 marca. Prezes największej polskiej firmy ubezpieczeniowej i zarazem członek rady waszyngtońskiego The Institute of International Finance przygotował wówczas udział szefa rządu w dorocznej sesji owej globalnej instytucji w Zurychu. Był tam premierowi przewodnikiem i opiekunem, a na końcu wracał z nami rządowym samolotem. Szczerze mówiąc — biorąc pod uwagę okoliczności polityczne — byłem tym zaskoczony, ale zarazem uznałem to za pokrzepiający przykład normalności.
Trwała ona dość krótko, albowiem została dostrzeżona nie tylko przez dziennikarzy, ale przede wszystkim przez partyjnych ortodoksów. 8 kwietnia Kazimierzowi Marcinkiewiczowi oberwało się na plenum PiS od Jacka Kurskiego, który wprost stwierdził, że ludzi takich jak Stypułkowski (symbolizujący słynny Klub Krakowskiego Przedmieścia) trzeba wyrzucać, a nie się z nimi zaprzyjaźniać! Zarzuty te zostały powtórzone podczas wyjazdowej narady klubu PiS. Nic dziwnego, że gdy niedługo potem miałem okazję zapytać premiera właśnie o relacje ze Stypułkowskim, reakcją szefa rządu było demonstracyjne wręcz obniżenie rangi całego tematu: „to po prostu jeden prezes spośród wielu, właściwie nie znam człowieka, widziałem się z nim może ze trzy razy”.
W tym kontekście dużo łatwiej zrozumieć szczególny termin odwołania prezesa PZU przez ministra skarbu państwa, przy czym technicznie operację tę przeprowadził wiceminister Paweł Szałamacha. Nastąpiło to w miniony piątek, czyli w przeddzień II Kongresu PiS, którego Stypułkowski doczekać w fotelu szefa PZU po prostu nie mógł! Jeszcze tego brakowało, by gdzieś w kongresowych kuluarach — lub nie daj Boże z mównicy! — partyjny beton znowu wytknął premierowi podtrzymywanie Stypułkowskiego na stanowisku.
Wszystko to razem wywołuje smętną refleksję, ba, nawet nutkę politowania nad uwarunkowaniami, w których funkcjonuje szef rządu. Z jednej strony jest „frontmanem” ekipy PiS wobec rynków finansowych, przedsiębiorców, inwestorów zagranicznych etc. Notabene już zaskakujące namaszczenie Kazimierza Marcinkiewicza na premiera wynikało z okoliczności, że w ocenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego właśnie on był kandydatem najbardziej akceptowalnym przez liberałów z PO. Z drugiej jednak strony — wywodzący się ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego premier musi konfrontować każdy swój krok z oczekiwaniami twardego partyjnego jądra, wywodzącego się z Porozumienia Centrum.
Biznesowe perspektywy dla szefów spó- łek skarbu państwa — zwłaszcza tych najważniejszych, z czołówki listy 500 — zapisane zostały w tytule komentarza. Bez względu na to, co by zrobili, jak byliby kreatywni, jak zwyżkowałyby na giełdzie akcje ich spółek — Ordery Budowniczych IV RP nie dla nich.